18. Rutyna zabiła nasze pożycie seksualne.
Teraz to ja zacząłem się śmiać. To było zabawne, ale, mimo wszystko, a może właśnie dlatego, poczułem z nią jeszcze silniejszą więź. W tej jednej, krótkiej chwili, była w moich oczach idealną kobietą. Urocza, zabawna, o ciekawym usposobieniu, taka “do tańca i do różańca”, taka, “z którą konie można kraść”.
Spojrzała na mnie, udając, że strzela focha.
-Nie rozumiem tych głupich bab, - powiedziała, - jak można być tak zazdrosnym?! Teraz do Tomka nie mogę się w ogóle dodzwonić. Jak się ostatnio widzieliśmy, powiedział mi, że jego kobieta kasuje wszystkie połączenia przychodzące, tak, żeby nie wiedział, że dzwoniłam.
Widziałem, że między nami coś zaczyna się dziać. Czułem, że coś iskrzy. Wydaje mi się, że postronny obserwator, także, byłby w stanie to dostrzec. To wszystko, w bardzo znacznym stopniu, budowało moje ego.
Tak dużego zainteresowania, i to ze strony obcej kobiety, już dawno, nie widziałem. Zaczynałem czuć się prawdziwym mężczyzną, a nie tylko, pantoflarzem.
O dziwo, nie było to tylko, zainteresowanie erotyczne. O tym mogłem się już wcześniej przekonać. W takim razie, co to było? Początek ciekawego romansu? A tak w ogóle, jak powinien wyglądać romans, taki prawdziwy?
A może… to takie dziwne, może ona, już w tamtej chwili była, powiedzmy, w jakiś sposób już zaangażowana? Czy się zakochała? Raczej nie. Chociaż, nie jestem tego, tak do końca, pewny.
Oczywiście, inaczej by sprawa wyglądała, gdybym wprost o to zapytał. Na pewno, by zaprzeczyła.
-Lubisz seks? - zapytała.
-Seks? A co to takiego? - w sposób żartobliwy, chciałem uniknąć odpowiedzi.
Spojrzała na mnie kompletnie zaskoczona.
-Nie żartuj, piszesz takie opowiadania i nie wiesz? Jak często robicie to z żoną?
Uśmiechnąłem się trochę krzywo. Znów zbiła mnie z tropu. Nie, żebym nie wiedział, jak odpowiedzieć, tyle tylko, że odpowiedź była, powiedzmy, nieco krępująca.
-Z żoną… mówisz? Hmm…
Patrzyła mi w oczy i uśmiechała się.
-No… dwa razy dziennie?
-Hahaha…
-Raz?
-O czym ty mówisz?
-No dobra, rozumiem, że pracujesz. Co trzeci dzień?
-Przestań.
-Andrzej, no co ty?! Seks jest bardzo ważny w związku.
-Teoretycznie…
-Nie wyobrażam sobie życia bez seksu. No, to jak… raz w tygodniu?
Nie odzywałem się.
-Dwa razy w miesiącu?
Wciąż milczałem. Przestała mi się podobać to wyliczanka.
-Dlaczego? - spytała, chyba raczej, czysto retorycznie.
Odpowiedziałem jednak.
-Bo ja wiem? Może dlatego, że między mną, a żoną nie jest najlepiej? Może dlatego, że zbliżam się już do pięćdziesiątki i moje libido seksualne bardzo się obniżyło?
Uśmiechnęła się.
-Wiesz, jakoś tego po tobie nie widać. Wydaje mi się, chociaż stwierdzić tego, na sto procent, nie mogę, że w tych sprawach, z tobą jest wszystko w porządku.
-Może i masz rację. To chyba raczej rutyna zabiła nasze pożycie seksualne.
W jej oczach znów pojawiło się zainteresowanie.
-Tak? No mów, mów… kurczę, nie przerywaj.
Zaczynałem czuć się coraz bardziej pewnie. Nie wiem dlaczego, ale, przecież tak trudna, dla mnie, rozmowa o tych sprawach, w jej obecności, przychodziła mi z coraz większą łatwością.
-Rozumiesz… ciągle to samo miejsce, ta sama pozycja… od długiego czasu żadnych zmian.
-Ale dlaczego?
-Jak może być dobrze, jeżeli, prawie w ogóle, ze sobą nie rozmawiamy? A już o tych sprawach, to na pewno.
-To przykre… a w jakich pozycjach się kochacie?
To był kolejny punkt krytyczny.
-Wiesz… no właśnie…
-Co?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz