25. Samo życie.
Czy chcielibyście, aby ta historia skończyła się właśnie w ten sposób? Zapewne nie. Ja bym nie chciał. Ale, jak to w życiu bywa, samo życie właśnie, pisze najbardziej niesamowite scenariusze.
Minęło pół roku. Przyzwyczaiłem się do jej nieobecności i wciągnąłem do pracy na nowym osiedlu. Zapomniałem o tym, co działo się na tym luksusowym apartamentowcu. Może chciałem zapomnieć. Może chciałem wymazać to wszystko z pamięci, a może, tak naprawdę, chciałem tylko, aby to inni o mnie zapomnieli.
Bałem się. Chociaż tego nie mówiłem, obawiałem się konsekwencji tego, co tam zaszło. Niezależnie od tego, czy tamte wydarzenia miały jakiekolwiek znaczenie, obawiałem się. Wolałem więc, dać sobie, przynajmniej na jakiś czas, spokój z Anią.
Chociaż, przyznam, na samym początku bardzo mnie kusiło, aby do niej zadzwonić, czy wysłać sms-a. Biorąc jednak pod uwagę to, że jej telefon, także, mógł być kontrolowany przez męża, powstrzymałem się przed tym nierozważnym działaniem.
Zastanawiałem się, co tak naprawdę zaszło. Jeżeli poprzedni kierownik działał, jak twierdził, w moim imieniu i dla mojego dobra, to, tak naprawdę, chciał mnie przed czymś, lub przed kimś uchronić, czy ukryć. Głupotą byłoby więc, oznajmianie całemu światu, gdzie pracuję i co robię. Dlatego też, tamto feralne opowiadanie, na wszelki wypadek, usunąłem z mojej strony. Nie mam pojęcia ile osób, z kręgu jej znajomych, mogło to przeczytać, komu udostępniła link sama, a kto zdobył go przez przypadek. Wiem tylko, że poczytność mojego bloga wzrosła gwałtownie i znacznie. Jednak, czy było to spowodowane tylko przez ten odnośnik, nie wiem.
Niemniej cały czas ta drobna, rezolutna dziewczyna, siedziała gdzieś z tyłu mojej głowy i, szczególnie nocami, samotnie spędzanymi na osiedlach, nie dawała mi spokoju. Zastanawiałem się, nie tylko nad możliwymi przyczynami mojego przesunięcia na inny obiekt, ale też nad tym, jak mogłoby się to wszystko dalej potoczyć. Przyznam szczerze, że marzyłem o niej i fantazjowałem o tym, co i jak moglibyśmy razem zrobić.
Minęło pół roku od tamtych wydarzeń. To było długie pół roku. Nastało lato, zrobiło się upalnie, duszno i gorąco. Grafik mojej pracy był bardzo napięty, ponieważ, jak zwykle w tym okresie, wszyscy brali urlopy.
Nagle, któregoś wieczoru, ni stąd ni zowąd, dostałem telefon od koordynatora.
-Przejmujemy nowy obiekt, - mówił, - potrzebujemy, na początek, ludzi z doświadczeniem, kogoś, kto by to wszystko tam ogarnął.
W ogóle, nie byłem tym zachwycony, ale wiedziałem, że jak będzie wielka potrzeba, to mi się nie uda od tego wymigać. Mimo wszystko, postanowiłem spróbować.
-Przecież pan wie, że ja nie mam teraz, kompletnie, czasu. Rozumie pan, koleżanka jest na urlopie, za chwilę idzie kolega…
Nie dawał za wygraną.
-Panie Andrzeju, niech się pan niczym nie przejmuje, wszystko już jest ustawione. Na pana miejsce daję innego człowieka, a pana przesuwam na ten nowy obiekt. To tylko tydzień lub dwa. Nie dłużej.
I tym oto sposobem, już na kolejną służbę, miałem się stawić pod nowym adresem. Jednak, najfajniejsze było dopiero wtedy, kiedy się dowiedziałem, gdzie ów obiekt się znajduje.
Okazało się, że miejsce nie jest mi zupełnie obce. Ba, znałem je doskonale. Jaki świat jest mały. Pracowałem tam dwa lata wcześniej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz