Szukaj na tym blogu

5 kwietnia 2018

Relacje koleżeńskie.

21. Coś w rodzaju zesłania.

Przed kolejną służbą, w momencie, kiedy miałem dyżur na innym obiekcie, dostałem sms-a od do mojego koordynatora o treści:
“Został pan zdjęty z obiektu. Jak najszybciej, proszę stawić się do biura.”
Sparaliżował mnie strach. Nie wiedziałem, co się stało. Byłem przekonany, że mniie zwolnili. Próbowałem dodzwonić się mojego przełożonego, ale nie odpowiadał. Do biura nie mogłem pojechać od razu, ponieważ, w tym momencie pełniłem służbę na innym obiekcie w innej firmie. Udałem się tam następnego dnia z samego rana.
W noc poprzedzającą przyjazd do firmy, w ogóle, nie mogłem zasnąć. Przez moją głowę przywiało się tysiące najróżniejszych, w większości, czarnych i przerażających, myśli.
Oczywiście, najbardziej prawdopodobną przyczyną mojego zwolnienia był kontakt z Anią. Wtedy jeszcze, jednak, brałem pod uwagę inne powody. Między innymi, w jakiś sposób źle wykonaną pracę lub błąd, świadomie lub nieświadomie popełniony przeze mnie.
Mimo, że byłem bardzo zdenerwowany starałem się, w sposób logiczny, analizować sytuację i szukać konkretnych, najbardziej prawdopodobnych przyczyn tego, co się stało.
Do siedziby firmy przyjechałem tuż po jej otwarciu. Koordynatora nie było na miejscu. Pojawił się nieco później. Nikt nie chciał mi nic powiedzieć. Oficjalnie, nikt nic nie wiedział ale byłem przekonany, że to tylko wymówki.
Wreszcie pojawił się kierownik.
-Zapraszam do pokoju obok, - powiedział.
Wskazał mi krzesło i sam usiadł po drugiej stronie malutkiego pomieszczenia.
-Miałem pana zwolnić, ale jako, że jest pan dobrym pracownikiem, przenoszę pana na inny obiekt, - zaczął spokojnym, poważnym tonem.
-Ale co się stało? - spytałem ze ściśniętym gardłem.
Pominął moje pytanie milczeniem.
-Zaraz przyjdziemy do drugiego pokoju, to kolega wyjaśni panu nowe warunki pracy.
-Czy może mi pan powiedzieć, co się stało? - spytałem ponownie.
-Panie Andrzeju, to nie moja sprawa. Ja nie chcę się w to w ogóle mieszać. Proszę mnie zrozumieć, taka jest moja praca.
To wszystko wyglądało tak, jakby mnie prowadzili na rozstrzelanie.
-Czy coś zrobiłem nie tak? - nie dawałem za wygraną.
-Nie. Wszystko jest w absolutnym porządku.
-Czy jestem złym pracownikiem? - drążyłem temat.
-Nie. Jest pan dobrym pracownikiem, z doświadczeniem.
-Więc o co chodzi?
-Myślę, że pan wie.
Kurwa, co on sobie myśli?! To teleturniej jakiś, czy co?! O mało nie wyszedłem z siebie.
-Nie wiem. Nie mam pojęcia.
-Dostałem informację... - zawiesił głos, - muszę pana natychmiast przenieść na inny obiekt. Niech pan mi uwierzy, to dla pańskiego dobra. Zapraszam do pokoju.
Byłem coraz bardziej przerażony, jednak, mimo wszystko, starałem się panować nad sobą i nie okazywać tego, co czuję.
Przeszliśmy do w sali, w której było jeszcze dwóch kierowników.
-Marek, to jest ten twój nowy pracownik. Pokaż mu obiekt, - zwrócił się do człowieka skierowanego do nas tyłem.
Ten przerwał pracę na komputerze i wykonał obrót o sto osiemdziesiąt stopni.
-Oczywiście. Proszę niech pan podejdzie i usiądzie, - odezwał się grzecznym tonem.
Kiedy usiadłem, jak gdyby nigdy nic, zaczął udzielać mi informacji na temat nowego miejsca pracy. Okazało się, że jest to drugi koniec miasta. Można powiedzieć koniec świata. Nie dojeżdżał tam tramwaj, autobusy kursowały raz na czterdzieści minut.
Dość szybko zrozumiałem, że, albo chcą mnie przed czymś lub przed kimś ukryć, albo jest to rodzaj kary, no powiedzmy, coś w rodzaju zesłania w odległe miejsce. Tak się nieraz robi, jeśli chce się pracownika pozbyć, a nie chce mu się dawać wypowiedzenia.
-Ile pan pracuje w ochronie?
-Trzynaście… no czternaście lat.
-Cały czas na osiedlach?
-Tak, zwykle tak.
-Z tego, co mi mówiono, ma pan bardzo dobrą opinię i duże doświadczenie.
Byłem tak wściekły, że nie uznałem tego za komplement.

Sexy Ecchi Girls Anime Gallery 349


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...