22. Relacje koleżeńskie.
-No być może. Do mnie, jakoś, te informacje nie docierały.
-Pracował pan na typowym monitoringu?
-Nie. Na monitoringu nie.
-No, to będzie pan się musiał nauczyć.Myślę, że przy pańskim doświadczeniu nie potrwa to długo. To żadna filozofia.
Co to za gra?! Kurwa mać co to za cyrk?! Chciałem im to wszystko wykrzyczeć w twarz, jednak, nie zrobiłem tego.
-Tak przypuszczam. Tylko, co to za obiekt? - spytałem rzeczowo.
-Osiedle. Także osiedle. Duże, bardzo duże. Siedmiu na zmianie. Cała ściana monitorów. Trzech obchodowych, dwóch na szlabanie, dwóch na monitoringu, - wyliczał, jakby czytał listę.
Kiedy to usłyszałem, wiedziałem, że to nie będzie łatwa praca. Miałem mieszane uczucia. W sumie, powinienem się cieszyć, że w ogóle coś dla mnie mieli. Jak, by chcieli się mnie pozbyć, to by nie bawili się w takie podchody i wypierdolili od razu na zbity pysk.
W tym momencie wszedł mój koordynator i, widząc moją, mało entuzjastyczną, postawę, odezwał się:
-Panie Andrzeju, niech mi uwierzy, że to jedyne miejsce, jakie, na tą chwilę, udało nam się dla pana znaleźć. Wiemy, że ma pan komornika na głowie i potrzebuje pan pieniędzy. Nie chcieliśmy pana zbyt długo trzymać bez pracy. Dlatego oferujemy panu to. Na razie. Może za dwa, trzy tygodnie znajdzie się coś innego. W tej chwili, nie ma co narzekać. Proszę brać.
-A jaka jest inna alternatywa? - spytałem z nikłą nadzieją w głosie.
-Na dzień dzisiejszy? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
-Tak.
Spojrzał na mnie i pokiwał głową.
-Albo pan bierze to, co panu dajemy dajemy, albo kończymy współpracę.
W tym momencie, zdałem sobie sprawę, że nie żartują. Sytuacja była dużo bardziej poważna, niż mi się na początku wydawało. Stało się coś, co wytrąciło z równowagi wszystkich, którzy o tym wiedzieli.
Z drugiej strony, czułem, że to może być jakiś wkręt. Intuicja podpowiadała mi, że na moje miejsce mogli mieć kogoś znajomego i, rozgrywając sytuację w ten właśnie sposób, chcieli mnie przesunąć na gorsze stanowisko. Były to tylko jednak, niczym nie potwierdzone, domysły, na których nie mogłem się opierać. Niemniej, chciałem mieć trochę czasu, żeby to sobie wszystko przemyśleć.
-Czy mogę podjąć tą decyzję jutro? - spytałem.
-Nie. Musi pan zdecydować dzisiaj, - usłyszałem stanowczą odpowiedź.
Wszystko zaczynało mnie coraz bardziej niepokoić. “Najgorsze, najbardziej niekorzystne, decyzje podejmowane są właśnie w ten sposób”, - pomyślałem. To mógł być, rzeczywiście, jakiś poważny przekręt.
-W takim razie, czy mogę chociaż zadzwonić do żony i skonsultować się z nią?
Popatrzyli na siebie i pokiwali i głowami.
-Tak, byle szybko.
Byłem roztrzęsiony. Starałem się zapanować nad reakcjami swojego organizmu. Gdybym był zatrudniony na umowę o pracę, to nie mogliby postąpić w ten sposób. Niestety, na umowach śmieciowych, gdzie zapisy są często niejasne i nieczytelne, takie rzeczy są na porządku dziennym.
-Czy mogę się dowiedzieć co było powodem mojego przeniesienia? - nalegałem, bo, wciąż, nie uzyskałem odpowiedzi na to pytanie.
Mój kierownik popatrzył na mnie i powiedział zdawkowo:
-Relacje koleżeńskie.
-Co?!
-To co pan usłyszał.
-Jak to?! Znaczy co?! Że co?!
-Panie Andrzeju, pan już najlepiej wie co.
-Nie wiem. Niech mi pan powie.
Podniósł się ze swojego miejsca, chwycił mnie za rękaw i bez słowa pociągnął za sobą. Znów znaleźliśmy się sami w pokoju obok. Przyglądałem mu, się nie mając pojęcia, o co chodzi.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz