33. Eh, zostaw.
Dotknąłem palcami jej dłoń zakrywającą tą część wrażliwego brzuszka.
-Zostaw… eh zostaw, - westchnęła.
Chwyciłem ją za rękę i powoli przesunąłem do góry. Nie opierała się zbytnio. Patrzyła na moje palce.
-Andrzej, nie rób tego, - szepnęła cichutko.
Zrobiłem to jednak. Dotknąłem jej pępuszka. Ledwie go musunąłem, a ona uniosła się do góry.
-Boże! Nie. Nie rozumiesz?! Przestań! - jej głos zabrzmiał bardzo stanowczo, ale wyczułem w nim też prawdziwy lęk.
Wystraszony, cofnąłem rękę. Postanowiłem dać jej spokój, przynajmniej w tej chwili. Wiedziałem, że teraz już, po przekroczeniu pewnej granicy, będzie bardzo trudno wrócić do poprzedniego stanu.
Nie mogłem pozwolić jej już uciec. Uważałem, że jest już moja. Na dodatek, teraz po rozebraniu się, zamiast pocić się mniej, było na odwrót. I jeszcze to, że jej pot był dla mnie niesamowitym afrodyzjakiem. Wiem, że w innych warunkach, byłby może nawet nieprzyjemny.
Postanowiłem i się trochę ogarnąć, dojść do siebie. W innym wypadku, nie byłbym w stanie wytrzymać dłużej. Podniosłem się ze swojego miejsca, podszedłem do drzwi, wyszedłem nawet na zewnątrz. W końcu, wróciłem i stanąłem z powrotem obok niej.
Stałem tak przez chwilę, obserwując ją z góry, kiedy nagle dotarło do mnie, że ona także na mnie patrzy. Patrzyła, ale nie na twarz. Patrzyła niżej, dużo niżej.
Zaskoczony i nieco speszony, opuściłem dłonie i pociągnąłem spodnie, likwidując pokaźny namiot, który utworzył mój fiut. Później zastanawiałem się, dlaczego to zrobiłem. Przecież właśnie, o to mi chodziło. Dlaczego byłem taki skrępowany? Nie potrafiłem sobie odpowiedzieć na to pytanie.
I nagle, w ogóle nie myśląc, zrobiłem coś, w co sam bym nie uwierzył. W tym momencie był to szalony krok z mojej strony. Stojąc tak, nieco z boku, nieco z tyłu, bez zastanowienia pochyliłem się i musnąłem jej kark swoimi ustami. Był to bardzo delikatny, ledwie wyczuwalny pocałunek.
Poczułem jedynie sól i wilgoć. Zakręciło mi się w głowie, a ona, w pierwszym momencie, wzdrygnęła się, a później zastygła w bezruchu.
Zrobiłem kolejny krok. Moje usta, jeszcze raz, dotknęły jej skóry. Tym razem bardziej dokładnie. Zetknęły się z nią większą powierzchnią. Nic się nie stało.
Zachęcony brakiem reakcji, położyłem swoje dłonie na jej ramionach. W pierwszej chwili położyła swoje ręce na moich. Przez chwilę przytrzymała, choć muszę przyznać, że było to bardzo krótko. Później delikatnie, ale stanowczo, zsunęła je na bok.
-Nie, Andrzej. Nie mogę. Przepraszam, to nie ten czas. Nie powinniśmy, - powiedziała wyraźnym, ale bardzo cichym głosem.
Około godziny szesnastej poprosiła mnie, abym udostępnił jej swoją miskę. Chciała się wykąpać, czy raczej obmyć swoje, spocone ciało.
Grzecznie zaproponowała, abym poszedł na obchód. Chciała mieć kilka minut dla siebie. Oczywiście, z ochotą na to przystałem. W tym momencie już miałem kolejny plan. Na dodatek w moją skórę znów wskoczył diabeł.
Znałem ten obiekt jak własną kieszeń, każdą dziurę, dosłownie każdy malutki punkt. Dokładnie wiedziałem, że żaluzje zasłaniające pomieszczenie socjalne, między jedną, a drugą szafką, są rozchylone i, nawet jeżeli gasi się światło, uważny obserwator może dostrzec przez tą szczelinę wszystko, co dzieje się w środku.
Najprawdopodobniej, ona o tym nie wiedziała, albo nie zdawała sobie z tego sprawy. Poszedłem więc na obchód, szybko odbiłem wszystkie czujki i dyskretnie, wielkim łukiem, poza ogrodzeniem wróciłem w okolice tyłu budki. Przeskoczyłem przez siatkę i cichutko zakradłem się pod okno.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz