20. Jak nastolatek.
Uśmiechnęła się i spuściła wzrok.Prawdopodobnie w jej głowie nie mogło się pomieścić w to, że ona, mężatka z dzieckiem, może zaangażować się w coś takiego.
W pewnym momencie, po prostu, się do niej odezwałem:
-Czy możesz podać mi swoje dłonie?
Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się.
-Ale po co?
-Daj.
Patrzyła na mnie tak, jakbym znowu coś kombinował.
-Ale, po co?
-Nic ci nie zrobię?
-Ale, po co?
-No daj.
-Nie.
Spojrzałem jej w oczy i uśmiechnąłem się ciepło.
-Proszę.
-Co chcesz zrobić?
Zaczynałem mieć wątpliwości, czy, w ogóle, odważy się na ten, mały, a jednak, bardzo wielki, krok.
-Czemu się obawiasz? Przecież, nie jeden raz, trzymałem twoje, delikatne dłonie, w swoich rękach i nie protestowałaś. Skąd więc teraz ta niepewność?
-Tak, ale teraz czuję, że to coś więcej. Co chcesz zrobić?
-Spokojnie, chcę tylko przeprowadzić eksperyment, - odezwałem się.
Jej buzia roześmiała się szczerze od ucha do ucha.
-Eksperyment? Ze mną???
Jednak mi nie wierzyła.
-Tak. Eksperyment.
-Jak? Na czym on będzie polegał?
-No, nie bój się. Daj mi dłonie, to zobaczysz.
Jednak była bardzo naiwna. Była albo chciała być. Nie miała bladego pojęcia, że nie ma żadnego eksperymentu, że jedynym celem, tego, co chciałem zrobić, było to, że pragnąłem, po prostu, trzymać jej dłonie w swoich rękach. Jednym eksperymentem było to, że chciałem poczuć jej ciepło, że chciałem w ten sposób poczuć ją bliżej. Chciałem poczuć, że ją mam tylko dla siebie.
Chociaż z drugiej strony... tak... to może był eksperyment. To był eksperyment dla mnie... chociaż dla niej także, eksperyment polegający na tym, co będzie się działo. Motylki w brzuchu nie dawały mi już spokoju.
W końcu, bardzo powoli i ostrożnie, wyciągnęła dłonie w moją stronę, a ja delikatnie, z czułością objąłem je swoimi rękami, ogarnąłem i schowałem w środku, jak najcenniejszy skarb.
Ten, nasz wspólny, gest był magiczny. W tej jednej, krótkiej chwili rozumieliśmy się bez słów. Jakiekolwiek słowa były zbędne. Po prostu, czuliśmy.
W tym momencie zakręciło mi się w głowie. Najcudowniejsze było to, że nigdy przedtem w swoim życiu, czegoś podobnego, nie czułem. Teraz poczułem się jak na pierwszej, niewinnej randce.
To było bardzo nietypowe. Trudno zapomnieć te emocje: niezbyt intensywne, ale subtelne, wielowymiarowe. To był, trudny do określenia, bukiet wrażeń i doznań. To był ten dotyk, myśli i marzenia. To było to poczucie, że trzymam jej dłonie, teraz, w tej chwili.
Poruszała swoimi, drobnymi palcami niepewnie drżąco, ale z zaufaniem. Opuszkami dotykała wewnętrznej strony moich dłoni. Czułem to, czułem, i to bardzo wyraźnie.
I znów miałem wrażenie, jakby czas stanął w miejscu, jakby się zatrzymał, jakby w ogóle go nie było. Ogarnąłem jej dłonie dokładniej i delikatnie ścisnąłem. Mijały kolejne sekundy, a później minuty. Nie porywała ich. Wciąż trzymałem. Patrzyła na mnie. Tylko patrzyła. Na początku uśmiechała się bardzo serdecznie, szczerze, a później na jej twarzy, wymalowało się jakieś dziwne takie zadumanie, czy melancholia, coś, co trudno było określić.
Tak bardzo chciałem wiedzieć, co ona czuje, właśnie w tej chwili. Może to głupio zabrzmi, ale mając prawie pięćdziesiąt lat i trzymając dłonie dorosłej kobiety swoich rękach, czułem się jak nastolatek, który poderwał koleżankę z klasy. Dziwne, wspaniałe, niesamowite.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz