32. Ewa, jak mam ci to to wylizać?
Podniosłem się i, drżąc na całym ciele, ustawiłem się między jej udami. Uniosła nieco głowę nad posadzkę i patrzyła na mnie uważnymi oczami. Tuż przed swoją twarzą miałem jej cudowną różyczkę z wystającymi mocno płatkami.
-Boże, Boże… Ewa, jak mam ci to to wylizać? - westchnąłem, jakbym nagle wstąpił do pałacu elizejskiego.
Jej reakcja zupełnie zbiła mnie z tropu. Ujęła swoją obfitą pierś, uniosła do ust i językiem zaczęła pieścić sztywny, szorstki sutek. Po chwili przerwała i, spojrzawszy na moją minę, szepnęła:
-Hej słodziaku, nie wiesz? Nie mów, że ja mam ciebie tego uczyć.
Po chwili jeszcze szerzej rozłożyła swoje zgrabne nogi.
-Pochyl się, - westchnęła.
Zrobiłem to.
-Niżej, - powiedziała.
Dygocąc jak galareta, wykonałem i ten gest.
-Widzisz to? - spytała.
-Och tak, - jęknąłem.
Kilkanaście centymetrów przed moimi oczami roztaczał się przecudowny obrazek. Jej jasno różowa cipeczka do złudzenia przypominała letni kwiat malwy, z pomarszczonymi, powyginanymi mocno płatkami. Na dodatek pachniała tak intensywnie, tak upadająco, że miałem ochotę włożyć tam całą twarz.
Na samym dole, ów kwiatuszek, kończył się malutką, ale głęboką, ciemną dziurką. To tam miałem wepchnąć swojego ptaszka.
Przez długą chwilę byłem w kompletnym szoku. Przyznam się, że to, co już miałem, w zupełności mi wystarczało. Przynajmniej na razie. Mógłbym tak patrzeć i trwać bez końca.
Zdaje się, że Ewci zupełnie to nie przeszkadzało. Ba, powiem więcej, chyba była zachwycona moim kompletnym i całkowitym zaskoczeniem.
-Och Ewa, Ewuniu, ty cudowna pizdeczko, - wyrzuciłem ze swojego gardła odgłos zadowolenia.
-Podoba ci się? - spytała cicho.
-Kurwa, jeszcze jak! To najcudowniejszy prezent, - wyrwało mi się, niezbyt cenzuralne, ale szczere, stwierdzenie.
Nieco wyżej w perspektywie widziałem ten pozwijany, jasny zarost, którym także miałem ochotę się zająć. Jeszcze dalej, nieco poniżej twarzy, majaczyły dwie ogromne, uniesione ramionami i, przez to kuliste w tej chwili, piersi.
Patrzyła na mnie. Uśmiechała się w dziwny sposób. Wiedziałem, że czeka.
-Chcesz? spytała.
-Uhu, - mruknąłem.
-W takim razie, do dzieła, rozbójniku. Bierz ją. Jest twoja.
Zbliżałem się i zbliżałem, powoli, centymetr po centymetrze, ale nieustannie. W końcu, obraz jej słodkiej brzoskwinki, wypełnił całe pole widzenia. Moje usta znalazły się centymetr od powierzchni warg sromowych. Teraz już nimi chłonąłem wydobywające się z wewnątrz odurzające opary.
-Jezu, Ewa, tak bardzo cię chcę, - westchnąłem cicho.
W sumie, czułem się jak dzieciak z przedszkola i nie bardzo wiedziałem, od czego zacząć. Dopiero ona swoimi gestami mi to uświadomiła. Jej dłonie natychmiast wylądowały w samym środku, a palce rozchyliły płatki na boki, odsłaniając całe, przepiękne i podniecające wnętrze.
Najwspanialszy był ten, sam środek, który siedział tam głęboko i kurczył się, niczym nieśmiały pączek. Byłem zaskoczony, że coś takiego tam jest. To wyglądało jak druga, jeszcze mniejsza cipka. Chciałem dotknąć to coś swoim językiem.
Byłem w coraz większym w szoku. Jakoś nie mogło dotrzeć do mnie to, że wszystko dzieje się naprawdę. Doświadczyłem nowych niesamowitych rzeczy, a seks był dla mnie, cudowną krainą obfitości, którą odkryłem z wielkim zaangażowaniem.
Opuściła swoją głowę na podłogę. Widziałem teraz tylko część jej twarzy i te wielkie, uniesione do góry, cycki. No i oczywiście, zrobiła coś, co wywołało we mnie, jeszcze większy, szok. Chwyciła te swoje płatki w palce, ścisnęła i mocno rozciągnęła na boki. Były jak z gumy do żucia.
Niewielki pączek wewnątrz, który do tej pory, chował się głęboko, teraz jakby się ośmielił i wysunął swój łepek. Wciąż jednak był mocno zwinięty i bronił wejścia do dalszej części jaskini. Niemniej ja, to jego właśnie, chciałem najpierw dotknąć.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz