44. Pyta Adama.
Pyta Adama, rzeczywiście, miała dość pokaźne rozmiary. Może nie było to jakieś monstrum, ale jego urządzenie, i tak, było sporo większe od mojego. Sterczał teraz raźnie jak taran, z grubym, szpiczastym łbem wycelowanym prosto w uchylone usta Małgorzaty i tylko czekał na moment, kiedy pozwoli mu tam wejść.
Ciemnowłosa laska, w ostatnim momencie, jeszcze raz, spojrzała na koleżankę, trzymającą drugiego chłopaka za nadgarstek i uśmiechnęła się serdecznie.
-A ty co, będziesz tak czekać na zaproszenie? - odezwała się w końcu.
Później, nie czekając na odpowiedź, odwróciła głowę i, jednym zdecydowanym ruchem, pochłonęła go po same jaja. Facet, z wrażenia, cofnął się o pół kroku i oparł plecami o framugę drzwi.
-O matko święta! Dziewczyno, opanuj się! - jęknął z przejęciem.
Znów stał na palcach. Widziałem, jak jego źrenice uciekają pod powieki. Dyszał ciężko, a dłońmi starał się utrzymać równowagę. Musiał wbić się w jej migdałki. Mimo wszystko, dziewczyna nie krztusiła się. Przez kilka sekund parła twarzą w jego krocze, jakby to był jedyny cel w jej życiu.
Kiedy, zaczęła poruszać głową na prawo i lewo, z sykiem wypuścił powietrze z płuc. Wyrzucona pod ciśnieniem ślina, poszybowała do połowy łazienki i spadła na posadzkę.
Trząsł się i unosił coraz wyżej. Miałem wrażenie, że za chwilę wejdzie jak spiderman po ścianie.
Trudno w to uwierzyć, ale po raz kolejny zaczynałem się podniecać. Odruchowo złączyłem uda, ściskając worek między nimi. Mój fiut mimowolnie, po raz kolejny, zaczął wypełniać się krwią. Nie planowałem nad tym.
Na dodatek, dokładnie w tej samej chwili, poczułem ciepłą, miękką dłoń Joanny, dokładnie zakrywającą moje, sztywniejące już, przyrodzenie.
Zaczynało mi się kręcić w głowie. Zastanawiałem się, czy coś powiedzieć. Pochwalić ją, czy wyrazić jakąś uwagę, na temat co tego, co się dzieje?
W końcu jednak, postanowiłem milczeć. Przełknęłam tylko ślinę, a moja dłoń, obejmująca jej delikatne ramię, zacisnęła się mocniej i zaczęła wykonywać podłużne, przypominające gładzenie, ruchy.
Ewa, mimo tego, co już do tej pory się zdążyło tutaj wydarzyć, wyglądała na bardzo zaskoczoną.
-Gośka, toż ty masz kurewską naturę! - wyrwało się z jej gardła zupełnie bezwiednie.
Małgorzata nie mogła w żaden sposób odnieść się do tej uwagi, ponieważ jej usta wypełnione były po brzegi kutasem Adama.
W pewnym momencie, stało się coś, co zaskoczyło nas wszystkich. Oczywiście, oprócz Adama. Ten, w tej chwili, nie był w stanie dostrzec już nic, poza swoim fiutem, siedzącym w gardle czarnowłosej laski. Niemniej, wystraszony Marcin, kompletnie spanikował. Najnormalniej w świecie, postanowił uciec.
Nie mogłem w to uwierzyć, ale wykorzystując sytuację, wyrwał rękę z uchwytu Ewy i odwrócił się tyłem. Myślałem, że coś go zaintrygowało po drugiej stronie korytarza. Tyle dziwnych rzeczy, przecież, działo się już w tym domu.
Jednak nie. On wcale nie zamierzał spokojnie odejść. Zachowywał się jak dzikie, spłoszone zwierzę. Normalnie, jakby go ktoś gonił, ruszył pędem przed siebie.
Zdołał jednak wykonać tylko dwa kroki i wyrżnął jak długi w poprzek holu. Rozległ się głośny hurgot, a w powietrze poleciały czerwone kawałki potłuczonego wiadra od mopa.
Odruchowo poderwałem się ze swojego miejsca i byłem gotowy mu iść z pomocą.
-Nic ci się nie stało? - spytałem wystraszonym głosem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz