36. Pizdeczka Ewy.
Kiedy jeszcze pizdeczka Ewy kurczyła się w ostatnich spazmach rozkoszy, Gośka pozbierała się do kupy. Widziałem, jak podnosi się z podłogi i, zbliża na czworakach w naszą stronę.
-No dobra, żarty żartami… Widzę, że sobie nie umiesz poradzić. No cóż, trzeba ci pomóc, blondyneczko, - westchnęła.
Odwróciłem się w stronę Joasi. Jej twarz wyrażała zakłopotanie i chwilową bezradność. Powiem szczerze, byłem w rozterce.
Z jednej strony miałem wielką ochotę pokokosić się jeszcze z drugą białogłową, właśnie tą, która leżała przede mną rozkrzyżowana na podłodze, a z jej cipki ciekło jeszcze nasienie, a z drugiej… no właśnie.
Nie mogłem się zdecydować. Ewunia była niesamowita. No cóż, co tu dużo mówić, bardzo mnie rozpaliła. Wylizał bym jeszcze tą jej mokrą norkę. Wziąłbym w usta mocno wystającą wisienkę i possał bym wielkie, napęczniałe balony, a raczej te chropowate suty, które tak dumnie sterczały do góry.
Byłem przekonany, że przy niej byłbym w stanie dojść po raz drugi i to bez problemu. Och, na dodatek, bardzo tego chciałem.
Jednak, z drugiej strony, czułem wyrzuty sumienia w stosunku do Asi. Z nią łączyło mnie coś naprawdę wyjątkowego. Była mojemu sercu najbliższa i czułem, że, w jakiś sposób, ją ranię. Dlatego chciałem jej to wynagrodzić najlepiej jak tylko umiałem. Chciałem wynagrodzić jej, tą moją, powiedzmy… niesubordynację, bzykać się z nią pod czujnym okiem dwóch pozostałych pań i, przy okazji, doprowadzić do gorącego, słodkiego orgazmu.
Hmmm… to było coś. Już sama myśl o tym mnie rozgrzewała i sprawiała, że mój kutas, który dopiero spełnił swoje zadanie, już unosił swój łeb i rozglądał się uważnie dookoła w poszukiwaniu nowej, świeżej brzoskwinki.
W tym samym momencie poczułem wilgotne dłonie Małgorzaty wyciągające mnie spomiędzy ud blondynki.
-Kładź się, byczku, kładź się… - westchnęła w moją twarz.
Chociaż powinienem spodziewać się takiej reakcji, byłem nieco zaskoczony.
-Och... co, co?
Naparła na mnie całym swoim ciężarem i wkrótce leżałem już na łopatkach. To było jak mecz zapaśniczy w śliskim kisielu. Nasze ciała były spocone, ale dziewczyna doskonale dawała sobie z tym radę, dosiadając mnie tyłem. Mogłem tylko patrzeć na jej obfite pośladki, rozgniatające moją klatkę piersiową i głęboki rów między nimi.
Dosłownie sekundę później, poczułem gorące usta na swoim, jeszcze nieco zwiotczałym, penisie. Zachowywała się jak wariatka, nie dając mi szans na spokojne zaznajomienie się z sytuacją.
-Och, ale… co ty robisz? Nie, nie… Och! Tak, tak, tak… - wzdychałem czując, jak mój oręż rośnie w jej ustach.
Byłem w jej gardle. Dosłownie, czułem jej migdałki i myślałem, że zwariuję. Gdyby trwało to nieco dłużej, pewnie spuściłbym się w jej usta, ale ona błyskawicznie zmieniła pozycję, siadając na moich kolanach.
-Matko Boska! Gośka, Gocha, oooooooch! - wyrwało się z moich ust.
Zadarłem głowę. Widziałem tylko jej gęste, zmierzwione włosy, poruszające się niczym mop do góry i do dołu, muskające skórę na moim podbrzuszu. Dyszałem coraz głębiej, coraz trudniej było mi opanować narastające podniecenie.
-Boże, co ty robisz?! Przestań! Och, och, ooooch!!! - krzyczałem.
W końcu się ode mnie oderwała. Jej buzia była umazana w ślinie, tak samo, jak mój fiut. Uśmiechała się od ucha do ucha. Widać było, że jest zadowolona, z tego co zrobiła.
-I co, dobrze ci, dobrze?! Tak chcesz, tak ci pasuje?! Och, powiedz wreszcie! - odzywała się do mnie podekscytowana.
Nie mogłem opanować własnego oddechu.
-Jeeezu Gośka! Jasne, że tak. Och rób to, proszę, dalej! - mówiłem, równie gwałtownie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz