42. Jeszcze jedna taka akcja.
Małgorzata, ciężko dysząc, powoli zsunęła się z moich bioder i usiadła obok na posadzce. Ewa, natomiast, uwolniona z ramion koleżanki, zastygła w bezruchu, pozwalając mi chwycić w usta swoją łechtaczkę. Z największą przyjemnością zrobiłem to i, stosunkowo szybko, doprowadziłem ją na sam szczyt.
Kiedy, drżąc, przesunęła się za moje czoło, pierwszy raz, od dłuższego czasu, w swobodny sposób, mogłem zaczerpnąć powietrza. To także było bardzo przyjemne.
Uniosłem się na łokciach, a później usiadłem. Jeszcze przez kilkadziesiąt sekund miałem potworne zawroty głowy.
-Dziewczyny, mówię wam, jeszcze jedna taka akcja, a będziecie odwiedzać mnie na cmentarzu, - wyrzuciłem ciężko ze swoich płuc.
Znów zaczęły się śmiać.
-No co ty, kochany słodziaku, jak możesz mówić takie rzeczy, - odezwała się, z niepokojem, Gosia.
Wytarłem twarz przedramieniem.
-A co ty myślisz, że wciąż mam dwadzieścia lat?! - strofowałem ją.
-Ja nic nie myślę, tylko wydaje mi się, że stać cię na dużo więcej, niż sam jesteś w stanie to stwierdzić, - odezwała się ponownie.
Siedziałem gołym, spoconym tyłkiem na chłodnej posadzce, podparty z tyłu na dłoniach i próbowałem trochę się uspokoić.
-Co, jak co, - powiedziałem w końcu, - ale jazda była rewelacyjna, co dziewczyny?
-No jasne, - usłyszałem ucieszony głos Ewci, - wieczorem musimy to powtórzyć.
Pochyliła się i złożyła słodki pocałunek na tych moich brudnych, umazanych ustach.
-Dobrze Ewuniu, ale może już nie w tej chwili, co? - westchnąłem po wszystkim.
-Och, biedaku ty, jesteś wykończony, - jęknęła cicho, zanurzając dłoń w moich rozczochranych włosach.
W tym samym momencie usłyszałem wymowne i głośne chrząknięcie dobiegające od strony drzwi. No tak, jak mogłem o nich zapomnieć?
Odwróciłem głowę. Adam był już w połowie rozebrany. W tej dolnej połowie. Nie powiem, bozia także i jego solidnie obdarzyła. Długa, wygięta łukowato do góry fujara, sterczała przepisowo, a wielkie jaja wisiały u dołu niczym dzwony.
-Chciałbym zaznaczyć, drogie panie, - zaczął dość nieskładnie, - że nie musicie czekać aż do wieczora.
W tym momencie odruchowo spojrzałem na twarz Małgorzaty. Jej oczy jaśniały dziwnym blaskiem i były wielkie jak złotówki.
-Adam, Boże! - wyrzuciła z siebie, jakby zobaczyła diabła.
-Co? - odezwał się zaskoczony.
-Twój kutas!
-Co? Coś z nim nie tak?!
-Och, nie. Jest ogromny!
Adam spojrzał na swój przyrząd przełknął ślinę i znów zwrócił się w jej kierunku.
-No wiesz… myślę, że jest całkiem normalny. Zresztą chyba miałaś już go okazję widzieć.
Nie wiedziałem gdzie zwrócić głowę. Marcin stał z ręką na pasku, zastanawiając się pewnie, czy także ma ściągnąć spodnie, a dziewczyny, zupełnie nieświadomie, ale widoczny sposób, już przygotowywały się do kolejnego rozdania kart.
Joasia siedziała na brzegu wanny z szeroko rozsuniętymi udami, a jej paluszki znajdowały się wilgotnej szparce i pracowały zawzięcie. Ewa stała z drugiej strony i miętosiła swoje cycki. Małgorzata, natomiast, zupełnie naturalnie, podeszła do kolegów w drzwiach, położyła dłoń na ramieniu Adama i powiedziała cichym, ale pewnym siebie, głosem:
-Słuchaj, jeśli masz ochotę, nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy się zabawili.
Wreszcie udało mi się podnieść z podłogi, bez obawy, że upadnę.
-Wiecie co, moi drodzy, jeżeli chcecie się bawić, nie mam nic przeciwko temu, ale… sorry, ja pasuję, - powiedziałem z niewielką rezygnacją.
Spojrzałem w dół i, ze smutkiem, stwierdziłem, że moje narzędzie, na chwilę obecną, jest już wyeksploatowane.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz