45. Chciał dać dyla.
Ewa dopadła go pierwsza. Chłopak podniósł się do pozycji na czworakach, otarł bolące kolana i łokcie, ale, najwidoczniej, nic więcej mu się nie stało.
-No, co ty robisz, dzieciaku? - odezwała się do niego z czułością w głosie.
Odwrócił głowę, a w jego oczach wciąż była panika. Po pierwszej chwili nagłego szoku, postanowił kontynuować wcześniej podjęty zamiar. Czyli chciał dać dyla. Wyglądało to dość komicznie. Uciekał na czworakach.
Wiem, że nie powinienem był się z niego śmiać, bo dla niego to nie było zbyt przyjemne, ale, swoim zachowaniem, zrobił wszystkim niezłe widowisko. Nawet Małgośka przerwała swój akt obrabiania laski i, zaciekawiona, odchyliła się na bok, zapuszczając żurawia w otwarte drzwi.
-Co on, kurwa, wywinął?! - odezwała się, nie wiedząc co się stało.
Jednak, już krótka chwila obserwacji wystarczyła, aby dość dokładnie zorientowała się w czym rzecz.
Nie wiem dlaczego, ale Ewa nie pozwoliła mu na dalszą ucieczkę. Po prostu, chwyciła go za nogawkę spodni. Mimo to, nie zamierzał się poddać. Szarpał nogą tak, jak dzik złapany we wnyki. Tak naprawdę myślałem, że za chwilę kopnie ją w zęby. To było zastanawiające, ale dziewczyna walczyła bardzo dzielnie.
-No, co ty robisz?! Przestań, człowieku! Chcesz zrobić mi krzywdę? - mówiła z przykrością w głosie.
Nie słuchał, szarpał się dalej, chociaż może już mniej intensywnie. Widać było, że jest bardzo zdenerwowany.
-Ale, ale, ale… ja nie chcę… nie, nie chcę, no… zostaw mnie… - dukał, jakby przebywał w jakimś koszmarnym śnie.
No i teraz, nastąpiła chwila kompletnej konsternacji. Nikt z nas nie wiedział, co się stało. Dlaczego tak zareagował? Wyglądało na to, że chłopak, a właściwie mężczyzna w średnim wieku, wystraszył się pięknej, powabnej, na dodatek, bardzo podnieconej kobiety. Może nie lubił, może nie chciał tak, przy wszystkich, może było to dla niego zbyt krępujące?
Trudno powiedzieć. W każdym bądź razie, tamtego dnia, wszyscy zachowywali się inaczej niż zwykle. Można byłoby dyskutować nad tym, co było bardziej nienaturalne: jego zachowanie, czy ta cała orgia w łazience?
Była tuż obok niego. Widząc, co się dzieje, na moment odpuściła. Rozluźniła ręce, dając mu możliwość ucieczki. Przechyliła głowę na jeden bok i patrzyła tylko z zainteresowaniem, a jednocześnie, jakąś taką dziwną, nadmierną czułością.
-No dobrze, nie trzymam cię. Proszę, jak chcesz, to uciekaj, - powiedziała cicho.
W jej głosie zabrzmiała rezygnacja, ale też nadzieja, że, jednak, zostanie w miejscu.
Jeśli tak myślała, to miała rację. Nie ruszył się. Powoli usiadł na podłodze. Patrzył na nią, jak małe wystraszone dziecko.
Mijały kolejne sekundy, podczas których nikt nie wykonał żadnego ruchu, a on powoli zaczynał się uspokajać. Widać było, jak jego oddech staje się wolniejszy, a ruchy mniej nerwowe.
Chciała coś zrobić i nie zamierzała zrezygnować. Była, jak wygłodniała lwica na polowaniu. Nawet, jeśli na chwilę zwolniła uścisk” to wciąż trzymała się w pobliżu, gotowa do kolejnego ataku. Dosłownie i w przenośni.
Znajdowała się pół metra od niego, pół klęcząc, podpierała się na dłoniach.
-Już dobrze? - zapytała.
Pokiwał głową.
Jej wielkie, nieco obwisłe cycki, łagodnie kołysały się na boki. Patrzył na nie.
Tik-tak, tik-tak, tik-tak… poruszały się jak wahadło hipnotyzera.
-Czemu się boisz?
Milczał.
-Przecież, nie zrobię ci nic złego.
-Wiem, - odpowiedział cicho.
Minęła kolejna chwila. Powoli przysunęła się do niego. Poruszała się na czworakach wystawiając w naszą stronę swój zgrabny tyłeczek i mięsistą, owłosioną cipeczkę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz