29. Zmasowany atak.
Jeszcze nigdy w moim życiu, seks nie był tak gorący, słodki i powalający, jak teraz. Siedziała na mnie całym swoim ciężarem, rozgniatała moje jądra pośladkami i, już tylko samym tym, była w stanie, doprowadzić mnie na skraj niebiańskiej rozkoszy.
Dwie pozostałe panie “panny” stały po bokach: jedna z prawej, druga z lewej strony. Pieściły się same, dotykając własnych piersi i cipek, a ja obserwowałem wszystko to od dołu.
Co tu dużo mówić. To była perwersyjna, wyuzdana gra i to w cudzym domu. Zawładnęło nami, jakieś dziwne, trudne do opanowania, pożądanie. Wprawdzie, zabrałem ze sobą prezerwatywy, ale w tej chwili, znajdowały się one, razem ze wszystkimi rzeczami, w samochodzie.
Ryzyko zajścia w ciążę którejś z pań było bardzo duże. Gośka wiedziała, że mogę się w nią spuścić. Musiała brać to pod uwagę. To nie było trudne do przewidzenia, ale wychodziło na to, że ona w ogóle się tym nie przejmowała.
Oj, działo się, działo. Nastąpił frontalny, zmasowany atak i nie było najmniejszych szans, wycofania się z tej sytuacji. Jedyną drogą, którą mogłem wybrać, to droga do przodu.
Z błogim uśmiechem na twarzy, zaciskając swoją cipeczkę tak mocno, jak tylko mogła, zaczęła powoli unosić się do góry. Coś mlasnęło i poczułem zmniejszający się nacisk na moje podbrzusze. Czułem, że obfite, wystające płatki, przyklejone gęstym nektarem, ciągną się za jej kwiatuszkiem po moim trzonie. Już sama świadomość, że tak się dzieje, przyprawiała mnie o silne konwulsje.
Jej wzgórek łonowy nie był wygolony. To nie film porno. To była normalna, dojrzała kobieta, pani domu, gospodyni, oderwana od garów. Jej cipa kłębiła się czarnym, gęstym zarostem, w który teraz wlepiłem swoje oczy. Wszystko razem sprawiało, że było tak słodko, iż nie mogłem wyleżeć spokojnie.
-Yyyyyyyhhhhh… - wyrwało się z mojego gardła głębokie westchnienie.
Nim zdążyłem się zorientować, zaczęła opadać. Robiła to tak samo powoli, jak się unosiła. Czułem, że łeb mojego kutasa, przedziera się przez kolejne pierścienie, zaciśniętych mięśni. Drżałem na całym ciele, mając wrażenie, że za chwilę się spuszczę.
Była napoleona i bardzo potrzebowała porządnego kutasa. Uczestniczyła w tym akcie całym swoim ciałem i duszą, starając się wziąć, tyle, ile tylko się da, a dla mnie był to koniec świata. Rutyna małżeńska, seks przy zgaszonym świetle i to pod kołdrą, sprawiły, że nie byłem przygotowany na taką ilość intensywnych bodźców. Błagam w duchu o to, bym był w stanie wytrzymać, chociaż do końca, tego pierwszego aktu.
Kiedy wbiłem się z nią do samego końca, kiedy znów siedziałem w niej po same jaja, odetchnąłem z ulgą. Jeszcze raz pochyliła się nade mną. Teraz otwartą dłonią klepnęła mnie w policzek.
-Hej, ogierze, co z tobą? Przeżyjesz to? - zapytała z prawdziwą troską w głosie.
-Eh… tak, tak… - odpowiedziałem półprzytomny.
Powoli unosiła się już do góry. Wszystko działo się spokojnie, bez pośpiechu.
-No, chłopie, nie rób mi tego. Myślałam, że jesteś bardziej wytrzymały, - powiedziała, kiedy zatrzymała się na samym wierzchołku mojego penisa.
Pochylając się do przodu, podparlła się na swoich ramionach tuż obok mojej głowy, a jej biodra wpadły w szybszy, bardziej zdecydowany, rytm. Czułem słodkie mrowienie zbliżające się od czubków palców u stóp, poprzez kolana i uda. Później objęło jądra i dół brzucha.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz