39. Olbrzymia asteroida.
Kiedy powoli zaczynała na mnie opadać, miałem wrażenie, że spuszczę się po raz kolejny. Nie wiedziałem, czy będę miał czym, ale byłem przekonany, że mogę to zrobić i pewnie się to stanie.
Jej obfita, mięsista cipka zbliżała się i zbliżała, jak olbrzymia asteroida, przyćmiewająca swoim obliczem połowę miasta. Mój oddech stawał się coraz głębszy i coraz szybszy, a serce łomotało, jak rozpędzony pociąg. Chciałem coś powiedzieć, ale nie byłem w stanie. Po prostu, mnie zatkało.
No i, niczym naleśnik, przykleiła się do mojej twarzy. W ostatnim ułamku sekundy byłem bardzo spanikowany. Chociaż to było bardzo proste, nie byłem w stanie sobie wyobrazić, co właściwie może dziać się za chwilę.
Poczułem gorąco, a przez moją głowę, co jeszcze dziwniejsze, przebiegła fala szczęścia. Oczywiście, nie byłem w stanie zaczerpnąć oddechu. Moje usta i nos, znajdowały się kilkanaście centymetrów poniżej wejścia do jej jaskini. To było, po prostu, cudowne uczucie.
Po chwili, dość obfitymi strużkami, po obydwu moich policzkach, zaczęły płynąć jej soki. Wycisnęła je na mojej facjacie, niczym zawartość przejrzałej brzoskwini. Mogłem darować sobie wszelki opór i zacząć delektować się tą obfitością boskich dóbr.
Oczywiście gówno też widziałem. Właściwie sam zarost, gęstymi krzakami porastający jej wzgórek. Moje źrenice były tak blisko, że, rzeczywiście, czułem się, jakbym był w jakichś chaszczach. Jednak, to także, w swojej perwersyjnej naturze, było doskonale.
Po chwili uniosła się, ale tylko na tyle, abym językiem, mógł dosięgnąć jej łechtaczki. Próbowałem lizać jej wisienkę, ale było to niesłychanie trudne. Posuwała się w górę i w dół, wycierając swoją cipę w moją twarz, jak brudny kapeć. Uchyliłam usta w nadziei, że w którymś momencie, chwycę sztywny ogonek.
W pewnej chwili nie wytrzymałem. Uniosłem ramiona, chwyciłem ją mocno w biodrach i przytrzymałem w jednym miejscu.
-Och! - westchnęła zaskoczona.
Dopiero teraz, byłem w stanie, w odpowiedni sposób, zająć się jej najczulszym miejscem, na dodatek widziałem, że moje zachowanie, przynosi oczekiwany efekt. Drżała, szarpała się w coraz bardziej intensywnych spazmach. Kiedy robiłem to zbyt gwałtownie, odsuwała swoje biodra, tym samym zmniejszając intensywność pieszczot.
-Och, och, och, tak, tak, tak, jesteś cudowny, - głośno wyrażała swoje zadowolenie.
Starałem się, jak mogłem. Pracowałem wytrwale, omiatając językiem wystający kawałek jej cipki, a ona drżała coraz bardziej.
W końcu poddała się. Przestała walczyć, szarpać się i poszła na całość, pozwalając mi na wszystko. Wciągnąłem w siebie jej cudowny pręcik tak mocno, jak tylko się dało i ssałem z zapamiętaniem.
Rozwalało mnie na łopatki to, że jesteśmy tak blisko, że pokazuje mi się w ten sposób, że pozwala się pieścić w tych wstydliwych, skrywanych miejscach bez najmniejszych przeszkód. Byłem królem, panem na włościach, któremu ofiarowano posiadłość i właśnie dokonywałem gruntownej inspekcji.
Tak, mogłem powiedzieć, że w tej chwili, jej wielka, obfita cipa, należy do mnie.
W momencie, kiedy byłem przekonany, że już niewiele brakuje, aby osiągnęła kolejny, solidny orgazm, doznałem jeszcze jednego, kompletnego zaskoczenia. Nie wiedziałem co się dzieje, bo nie byłem w stanie tego zobaczyć, ale, zupełnie niespodziewanie, poczułem, że czyjaś drobna, zwinna rączka, chwyta mnie za chuja.
Jeszcze nie do końca wysechł po ostatniej akcji, a już jakieś palce po nim się ślizgały. Miałem do wyboru, zrezygnować z intratnego zajęcia obrabiania cipki Ewy i zobaczenia, co się dzieje, bądź też puszczenia wszystkich spraw własnemu biegowi i zdaniu się na ślepy los, a właściwie szybkie kobiece dłonie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz