2. Dżokejka.
Po chwili Karolina, jakby już przywykła do mojego widoku. Jakby przyzwyczaiła się do tego, że stoję za tymi drzwiami i odwróciła w stronę swojego męża. Pochyliła się nad nim, a on objął jej głowę ramionami. Złączyli się w gorącym, namiętnym pocałunku. Dziewczyna powoli, bez żadnego pośpiechu, unosiła i opuszczała biodra, a wielki, gruby fiut penetrował jej dupkę.
Myślałem, że zwariuję. Opuściłem gadki i zacząłem maltretować swojego malucha, który, notabene, wcale już nie był taki mały. Zaczął puchnąć i zrobił się twardy, jak nigdy przedtem. To było czyste szaleństwo. Gapiłem się na jej wielką dupę, przebitą porządnym kawałem kutasa.
Później Karolcia znów się wyprostowała. Przyjęła pozycję pionową, a Zdzisiek chwycił ją za biodra i mocno dociskał do swoich ud. Ta podniecająca pizdeczka ledwie żyła, stopniowo zbliżając się do orgazmu. Mimo wszystko, zrobiła to jeszcze raz. Chyba ciekawość zmusiła ją, aby odwróciła głowę. Teraz, dla odmiany, przez drugie ramię. Znów przejechała wzrokiem po drzwiach, za którymi się czaiłem.
Co prawda, na korytarzu było dość ciemno, ale w świetle, które padało sypialni, musiała mnie doskonale mnie widzieć. Rozpierdalało mnie podniecenie. Chciałem ją przelecieć. No i, kurwa, byłem pewien, że w pewnym momencie to się stanie. Potrzebowałem tylko odpowiedniej chwili.
Zdzichu, jak to Zdzichu, wielki, zwalisty chłop o łysym łbie, leżał oparty o poduszkę i wpatrywał się w sufit, doświadczając pewnie zajebistej rozkoszy. Do dziś zachokdzę w głowę, jak mógł nie zwrócić uwagi na reakcje swojej żony, po której wyraźnie było widać, że coś dostrzegła. No cóż, ale teraz, po czasie, trudno zastanawiać się nad tym, co by było, gdyby.
Cały czas patrzyłem. Jasna cholera, wiedziałem, że to nieprzyzwoite, niemoralne, że nie powinienem tego robić, ale nie byłem w stanie odejść od tych pierdolonych drzwi. Nie miałem siły. Pragnienie gapienia się na dwoje kopulujących ludzi, było dużo silniejsze od wstydu i skrępowania… i od lęku, lęku przed tym, że mnie w końcu dostrzeże jej facet. No, raczej było się czego obawiać.
Z tego, co słyszałem, był dość zazdrosny i, przy jego rozmiarach oraz charakterze, raczej, pasowałoby nie wchodzić mu w paradę. Natomiast, jak już pisałem, nie byłem w stanie oderwać oczu od tego widoku.
Zrobili jeszcze jeden numerek. Tym razem na boku. Karolinka położyła się kolanami w moją stronę. Kurwa, chyba specjalnie, żebym lepiej widział. Zdzichu za nią. Chwycił ją jedną ręką za cycka, a drugą złapał za pośladek i wpakował swojego banana w jej ciasną cipeczkę. Nie rozsuwała nóg, były złączone jak u nastolatki, tak, że jej pizdeczka była jeszcze trudniejsza do spenetrowania.
Chłop leżał za nią goły jak kawał bydlaka i z wolna poruszał swoimi biodrami, pakując w nią na całą długość swojego wielkiego tarana. Wciąż, nawet przez myśl mu nie przeszło, aby odwrócić głowę, czy chociażby spojrzeć w stronę drzwi. Przecież tam byłem i jakoś specjalnie się nie chowałem.
Ruchał ją bez pośpiechu, miarowo, a o ona, coraz głośniej, pojękiwała. Nie patrzyła już w moją stronę. W tym momencie jej wzrok utkwiony był gdzieś między sufitem, a ścianą za telewizorem.
To było prawdziwe kino. Myślałem, że spuszczę się na podłogę. Odruchowo ściskałem swojego fiuta, próbując zapanować nad podnieceniem, ale było to coraz trudniejsze. Szczególnie, że oni przeszli do kolejnego aktu tej niesamowitej zabawy.
Zdzichu walnął się znowu na łóżku na wznak i szeroko rozłożył nogi. Wielki wór zwisał między nimi, a fujara sterczała pionowo do góry. Karolcia wlazła na niego jak sprawna dżokejka, przysiadła z wolna, precyzyjnie kierując kutasa w swoją cipkę. W końcu opadła obfitym, pełnym tyłeczkiem, nadziewając się do samego końca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz