4. Przesrane.
Nigdy bym nie przypuszczał, że sytuacja do intymnego zbliżenia nadarzy się tak szybko. Do głowy by mi nie przyszło, że stanie się jeszcze to jeszcze tego samego dnia. Karolina umiejętnie to rozegrała. Sprowokowała mnie, zanim Zdzisiek wstał z łóżka. Tak, to prawda, to ona to zainicjowała.
Doszło do tego w łazience, a właściwie w korytarzu prowadzącym do łazienki. Chociaż nie. Nie była to ich główna łazienka, tylko taka zapasowa. To było takie malutkie, gospodarcze pomieszczenie, połączone z pralnią w piwnicy. Idealnie nadawało się do czegoś takiego, ponieważ znajdowało się nieco na uboczu.
Karolina zawołała mnie na tyle cicho, aby jej mąż tego nie usłyszał, ale na tyle głośno, by ten miękki głos dotarł tylko do mnie. Akurat byłem na parterze, w kuchni. Kończyłem śniadanie. Usłyszałem jej słowa i, niczego specjalnego nie podejrzewając, zszedłem na dół. Myślałem, że potrzebuje jakiejś pomocy, jak to się mówi, męskiej ręki.
W tym miejscu uśmiecham się sam do siebie, bo ona, owszem, potrzebowała męskiej ręki, ale nie w takim znaczeniu, jakie wszyscy mają na myśli. Kiedy zszedłem, znów byłem w szoku. Czułem się jak ludzik z klocków lego, któremu ktoś nieopatrznie nadepnął na łeb. Byłem całkowicie i kompletnie rozwalony.
Cholera jasna, przecież jeszcze to olbrzymie podniecenie mnie nie opuściło. Byłem nafaszerowany testosteronem jak młody byczek. Jej obraz cały czas krążył gdzieś po mojej pamięci, nie dając mi spokoju. Jak miałem się czuć?! Dziewczyna stała w drzwiach półnaga.
Nie wiem dlaczego tak się ubrała, czy może, jak kto woli, rozebrała. Czort go wie, może chodziło coś innego, a to był tylko zwykły przypadek. Chociaż, powiedzmy sobie szczerze, to mało prawdopodobne.
Miała na sobie jedynie delikatną bluzeczkę. Tylko bluzeczkę, nic więcej. Pół biedy, gdyby ta bluzeczka była jeszcze swobodnie opuszczona do dołu. Pewnie zakrywała by jej cipkę, ale nie, ona jeszcze ją nieco uniosła do góry.
Boże, stała z gołą pizdeczką i czekała na mnie. Patrzyła i delikatnie się uśmiechała, a ja myślałem, że się na nią rzucę i zgwałcę jak starą kurwę. Jezu kochany, rzeczywiście miałem taką ochotę. Uwierzcie mi, trudno było mi się powstrzymać.
Kiedy byłem tuż obok, zacząłem dygotać na całym ciele. Ona tymczasem, delikatnie przechyliła głowę i uśmiechnęła się tak słodko, że myślałem, iż za chwilę ją zjem.
Przyglądała mi się jak bazyliszek. Przyglądała się słodko, kokieteryjnie i prowokująco. Uśmiechała się prawie samymi oczami.
-O ty, rozbójniku, rozrabiasz, paskudniku jeden - odezwała się półgłosem, nawiązując do wieczornego wydarzenia.
W ostatnim akcie desperacji, odsunąłem się trochę. Jej cipeczka pokryta była bardzo subtelnym zarostem, zakrywającym jedynie górną część wzgórka. Dolna połowa była delikatna i gładka jak u niemowlęcia.
Po chwili znów stanąłem tuż obok. Byłem bardzo blisko. Pochylała głowę, jak mały szczeniak, w taki, bardzo ciekawski i intrygujący, sposób. Czułem, się jak mleczna. Miałem wrażenie, że zaczynam się rozpuszczać w tym jej uśmiechu. Była jak laleczka z kolorowanki.
-Oj, rozbójniku, rozbójniku… szalejesz, odezwała się jeszcze raz.
W tej chwili była tak bardzo mi bliska, taka moja. Miałem wrażenie, jakbym znał ją od lat, jakbym trzymał ją w ramionach jeszcze wczoraj. Emanowała serdecznością i empatią. Przede wszystkim chciałem ją objąć i pocałować. Dopiero później miałem zamiar wziąć ją w swoje objęcia. A jeszcze później, kochać się na wszystkie możliwe sposoby.
Mimo wszystko, wiedziałem, że sytuacja nie jest ku temu sprzyjająca. Byłem gościem w ich domu. Niestety. mimo, że taka piękna, prawie, doskonała i tak bardzo przeze mnie pożądana, była już zajęta. Na piętrze spał jej mąż. Gdyby, nieopatrznie pojawił się tutaj, gdyby nas nakrył, obydwoje mielibyśmy przesrane.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz