Szukaj na tym blogu

21 września 2018

Marcin da radę.

9. Tracę zmysły.

Podniosła się, ale zrobiła to w taki sposób w taki sposób, że wciąż w niej byłem. Tkwiłem w niej, swoim twardym harpunem. Przebijałem jej trzewia, a ona nie chciała się go pozbyć. Stanęła przodem do ściany. Oparła się o nią łokciami i szeroko rozsunęła uda.
Rżnęliśmy się na stojaka, balansując na granicy wybuchowego orgazmu i, w tym momencie, usłyszałem jej zmęczony głos:
-Wyruchaj mnie…  
W pierwszej chwili, nie zrozumiałem. Myślałem, że coś jej się pomyliło. Przecież ją ruchałem. Jednak ona powtórzyła:
-Wyruchaj mnie w dupę.
W mojej głowie zapaliła się latarnia.
-Słucham?!
-Wyruchaj mnie w dupę!
-Boże!
-Bóg nie ma z tym nic wspólnego. Wsadź mi swojego chuja w dupę. Chcę go w swojej dupie, rozumiesz?!
-Ale…
-Kurwa, wyruchaj mnie w dupę! - powtórzyła dobitniej.
Teraz dopiero do mnie to dotarło. Zajarzyłem, jakie zadanie przede mną jeszcze stoi. Wyglądało na to, że nie będzie chciała na ten temat dyskutować.
Znów uklękła. Normalnie, padła na kolana. Pochyliła się do przodu, podparła na łokciach i wypięła w moją stronę swój krągły, miękki tyłeczek.
Jezu kochany, zachowywałem się jak jakiś zbok. I to, na jej wyraźne życzenie. No cóż, trzeba było zabrać się porządnie do roboty.
Najpierw wsadziłem dwa palce w jej cipkę. Zamieszałem porządnie, raz i drugi. Nabrałem tego, co się tam znajdowało, to znaczy, jej nektaru połączonego z moją spermą. Następnie, wprowadziłem to jej analny otworek, starannie przygotowując go do ataku przez mojego, nieproporcjonalnie grubego już, fiuta.
Ten sam zestaw czynności powtórzyłem jeszcze dwukrotnie. Jej dupeczka była tak niesamowicie podniecająca, wyglądała tak słodko, jak lukrowane ciastko. Nigdy bym nie przypuszczał siebie o takie predyspozycje. Gigantyczne podniecenie rozsadzało mnie od środka. Ledwie byłem w stanie to wytrzymać. Drżałem cały, bardzo chciałem tam się wedrzeć swoim zaganiaczem.
-O, tak, tak! Tak dobrze! Tak, jeszcze trochę. O, tak, tak… a teraz teraz mi go wsadź, -  westchnęła donośnie.
No tak, to oczywiste. Ona wiedziała, co robi. Dokładnie znała to uczucie. Lubiła to. Traktowała to, niemal, jak sport, jak gimnastykę.
Opadła twarzą na posadzkę. Nie zwracała uwagi na to, że to jest brudna. Chwyciła dłońmi za pośladki, rozwarła je na boki, a moim oczom ukazała się druga dziurka.
Była chyba, jeszcze wspanialsza, niż ta pierwsza. Umazana w moim nasieniu, zmieszanym z jej sokami, była wyraźnie zaznaczona.
O tak, to był porządny otwór. Jej dupcia nie była szerokości ołówka, o nie. To trzeba było przyznać. Rozepchana porządna rura, hmm… najwyraźniej przez grubego fiuta. Narzędzie jej męża zrobiło sobie porządny otworek. Teraz jej dziurka aż prosiła się, by wepchnąć w nią dorodnego penisa.
Boże, ludzie, cóż to było za uczucie! Już samo wejście było, jak lądowanie na Księżycu. Miałem nadzieję, tak mi się z początku wydawało, że jej norka jest szersza, że jest nieco luźniejsza. Niestety, myliłem się. Była przerażające ciasna. Z ogromnym trudem się w nią wpychałem. Myślałem, że za chwilę odlecę w kosmos.
Już za pierwszym centymetrem tego, bardzo powolnego ruchu, wiedziałem, że to nie będzie bułka z masłem. Jedną dłoń dłoń oparłem na jej karku, przyciskając jeszcze bardziej do podłogi, a drugą trzymałem za biodro. Bardzo ostrożnie pchałem się w tą jej zajebistą dupkę.
Centymetr, po centymetrze parłem do przodu. Czułem, jak drży, jak trzęsie się całe jej ciało. Ja także dygotałem, szarpałem się w konwulsjach rozkoszy. Wiedziałem, że nie będę w stanie wykonać kolejnego pchnięcia, ale chyba nie to było najważniejsze. Wciskałem się do samego końca, czując, że tracę zmysły.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...