11. Odpływam w ciemność.
Później wykonałem jedno powolne, spokojne pchnięcie, aby wejść w nią do samego końca. Była ciasna tak bardzo, że zakręciło mi się w głowie. Pochyliłem się do przodu, podparłem na ramionach i, o dziwo, nie spuściłem się od razu w jej cipkę. Całe to ogromne napięcie w jakiś przemożny sposób rozłożyło się po moim organizmie tak, bym mógł cieszyć się z każdego ruchu w jej ciasnym wnętrzu.
Poruszałem biodrami równo, miarowo, bez pośpiechu, czując jak wzbiera we mnie potężny wulkan. Gigantyczna erupcja tytanicznej ekstazy skradała się niepostrzeżenie od czubków palców stóp i rąk i biegła poprzez całe ciało. Czułem to każdą swoją komórką, czułem to całym swoim istnieniem.
-Oooooo tak, tak! Boże, jak mi dobrze! - jęczała, nie zważając na obecność śpiącego w pokoju obok kolegi.
Może nie były to zbyt głośne odgłosy, ale za to bardzo wymowne, które trudno było pomylić z czymś innym. Już na sam dźwięk jej słów, rozkosz wybierała we mnie dwa razy szybciej.
-Ooooh, ruchaj mnie, ruchaj Marku! Och, jak mi dobrze! Och, taaaak! Jeszcze trochę! Proszę, nie przerywaj! Tak, tak… ooooch tak!
Pracowałem równo, miarowo i zdecydowanie. W jej oczach było już tylko samo podniecenie. W pewnym momencie poczułem, że jeżeli czegoś nie zrobię, jeżeli czegoś nie zrobię teraz, to będzie po wszystkim. Musiałem podjąć szybką decyzję.
Wysunąłem się z niej, chwyciłem swojego fiuta i bardzo mocno ścisnąłem. To był instynktowny odruch, nie podyktowany jakąś konkretną wiedzą w tej dziedzinie. Po prostu czułem, że tak muszę, że tak będzie dobrze.
Słodkie, błogie wrażenie cudownej rozkoszy na chwilę odpłynęło ode mnie. To było, jak wyjęcie korka z wanny, jak opalające wody powodzi. Przytrzymałem łeb mojego, twardego jak stal, kutasa w samym przedsionku, w samym wejściu jej jaskini i odczekałem długą chwilę. Chciałem mieć pewność, że mogę podjąć pracę na nowo bez ryzyka przedwczesnego wytrysku.
Spojrzała na mnie i skrzywiła się w grymasie słodkiego, przejmującego uśmiechu.
-No kowboju, brawo. Teraz mnie zaskoczyłeś, - odezwała się zmęczonym głosem.
Była rewelacyjną nauczycielką. Pozwoliła mi dojść do siebie. Dała mi chwilę na zaczerpnięcie oddechu. Niestety, trwało to bardzo krótko. Zaraz później, jak tylko opanowałem gigantyczne podniecenie, cisnęła mną na łóżko. Zrobiła to tak mocno, że ległem plackiem na wznak. To był totalny i niespodziewany atak.
Momentalnie mnie dosiadła. Wlazła na mnie, ale nie przodem, tylko tyłem i zaczęła podskakiwać jak piłka. Nie dała mi możliwości zareagowania w jakikolwiek sposób. Robiła to, co uważała za słuszne, po prostu, brała swoje, to, co w jej mniemaniu się jej należało.
W odpowiedzi, instynktownie chwyciłem ją za biodra. Nie chodziło o to, żeby podnosić i opuszczać jej ciało, była zbyt ciężka, ale o to, żeby samemu utrzymać rytm, czy chociażby równowagę.
Podparła się dłońmi za moimi plecami, gdzieś na klatce piersiowej i zaczęła galopować. Działała tak szybko, mocno i gwałtownie, że miałem wrażenie, iż za chwilę z moich jąder zrobi się jajecznica.
I nagle usłyszałem jej głos. Był taki dziwny, zmieniony.
-Och, och… kurwa mać! O, ja pierdolę, twoja pała doprowadza mnie do szału!
Jej cipka zrobiła się ciasna, jak imadło. Czułem, że tracę kontrolę nad sobą, że odpływam w ciemność, w niebyt kosmosu, gdzieś daleko, daleko. Było słodko, błogo i przyjemnie. Nie chciałem, by kiedykolwiek się to skończyło.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz