Szukaj na tym blogu

9 września 2018

Mój pierwszy raz.

9. Słodkie westchnienie.

To było jak samotne przepłynięcie kanału La Manche, było jak wspinaczka na Mount Everest. To był ten pierwszy krok, pierwsza świadomość tego, co robię. To wszystko było tak cudownie piękne, a jednocześnie tak bardzo paraliżujące.
-Och, śmiało, nie krępuj się. Na co czekasz?! - powtórzyła kilkakrotnie.
Zaczerpnąłem głęboko powietrza. Tak, to był ten moment. Ona czekała. Każda sekunda zdawała się ciągnąć godzinami. Znów dopadło mnie to niesamowite walenie serca. Emocje, których do tej pory nie byłem świadomy, teraz w dwójnasób dawały o sobie znać.
-Och, śmiało. Nie gryzę. Nie krępuj się, - znów usłyszałem jej głos.
Powoli ruszyłem. Byłem obok, a jednak ta podróż wydawała się jak na koniec świata.
-Jesteś taki słodki. O Boże, no chodź wreszcie do mnie dzieciaku. Moja cipka nie gryzie. Zobacz jaka jest słodka. Spróbuj, nie będziesz żałował, - zachęcała, tak jakby była to paczka cukierków, a ja czułem się jak aktor na scenie przed pierwszym występem. Trama paraliżowała każdy mój ruch.
Nie wiedziałem, jak mam to zrobić, jak wysunąć język, czego dotknąć najpierw, gdzie polizać w pierwszej kolejności, ale chciałem tego, mimo wszystko bardzo chciałem.
Roześmiała się słodko, ciepło i serdecznie, a ja byłem już tak blisko. Na czworakach, z pochyloną głową, raz patrzyłem na jej twarz, raz na coraz bardziej zbliżającą się, cudowną jaskinię miłości. Zapach kobiety odurzał mnie swoją intensywnością i doprowadzał na sam szczyt rozkoszy.
-Hihihi… ale jesteś słodki. Naprawdę, nie wiedziałam, że to będzie takie fajne. Podobasz mi się, - westchnęła ciepło.
O tak. Wreszcie to się stało. Wreszcie nastąpił ten jeden moment, moment krytyczny, który był jak wybuch bomby atomowej. Byłem tak blisko, tak bardzo blisko. Dwa, może trzy centymetry dzieliło mnie od jej cudownej jaskini miłości.
Jeszcze raz uniosłem oczy, jakby w ostatnim geście desperacji, prosząc o jakąś wskazówkę. Zobaczyłem jej ciało niczym bajkowy surrealistyczny krajobraz, rozciągający się przede mną wyżynami brzucha, wielkimi górami cycków i księżycem twarzy na końcu. No i oczywiście to, co najważniejsze. Jej cipka była jak wejście do tunelu. Wciąż rozwierała ją palcami tak, bym mógł bez problemu trafić swoją twarzą w sam środek.
-Dobrze, dobrze…  tak, tak. Bardzo dobrze. Jeszcze bliżej, - instruowała w sposób niesłychanie cierpliwy.
Chociaż drżałem na całym ciele, to posuwałem się jak po sznurku do celu. Wsłuchiwałem się w głos, który docierał do mnie z góry. W pewnym momencie spojrzałem z zapytaniem w oczach i zaraz usłyszałem odpowiedź:
-Oczywiście, nie krępuj się. Tak, właśnie tak. Wysuń język.
Dotknąłem. Przywitał mnie słodko-kwaśny, cudowny smak. Zbliżyłem się jeszcze bardziej i zanurkowałem. Bezradnie wpadłem w sam środek bagienka całą twarzą. Miałem wrażenie, że coś, że zrobiłem coś źle, za mocno, za szybko, za dużo, ale ona westchnęła tylko głęboko, radośnie i szepnęła:
-O, tak, tak… a teraz spokojnie… cofnij się troszeczkę i zacznij lizać. Najpierw boki. Uhu…  tak, tak, właśnie tak.
Była niesamowita. Robiłem dokładnie to, co mi kazała i było super.
-Dobrze, a teraz… teraz przejdź do góry. Widzisz ten dzyndzelek, tą wisienkę?
Oczywiście, że widziałem.
-Uhu… - westchnąłem.
-Chwyć go w usta.
Otworzyłem swoje wargi i ująłem delikatnie, ale dość pewnie. Chciałem dobrze wykonać jej polecenie. W tym samym momencie jej piękne, pełne zaokrągleń i wypukłości, ciało naprężyło się jak struna.
-Uuuuuuuaaaaaahhhhh… - usłyszałem głębokie słodkie westchnienie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...