6. Moje instynkty.
W chwilę później nastąpił kolejny akt, kolejny przełomowy moment. Powoli, bez pośpiechu, jakby z namaszczeniem, uchylając stopniowo usta, zaczęła wciągać go do środka.
Cóż to była za rozkosz. Wielki kapelusz mojego grzyba powoli znikał w gorącej jamce, dokładnie między zębami. Łapczywie chwytałem powietrze, za wszelką cenę próbowałem utrzymać świadomość. Wiedziałem, że za chwilę się to stanie. Nadciągała burza.
Nie pomyliłem się. Oprócz gigantycznego orgazmu, miałem niesamowitą radochę, patrząc na jej kompletne zaskoczenie. W jakiś niedorzeczny sposób, rozpierała mnie duma. Taka doświadczona, oblatana laska, a wywaliła gały jak żaba, żaba, której ktoś nadepnął na dupę, hehehe…
W ciągu kilku sekund miała powódź w ustach. Nie miała szans połknąć wszystkiego. Pompowałem w jej gardło niczym z węża strażackiego, a ona tylko patrzyła na mnie wielkimi, jak złotówki, źrenicami. Kiedy uchyliła buzię, ja wciąż strzelałem, a sperma, gęstym, obfitym strumieniem wylała się na moje podbrzusze.
Jasna cholera, cóż to było za uczucie! Kompletny odlot. Do dziś tak doskonale to pamiętam. Może dlatego, że był to mój pierwszy raz. Czułem się taki brudny i zbrukany i niegodny. Bałem się że pójdę przez to do piekła. Jednocześnie byłem szczęśliwy, jak aniołek, perwersyjny aniołek z rogami. Na byłem przekonany, że będzie to mój ulubiony sport.
Kurcze, mało się nie utopiła w mojej spermie. Teraz wiem, że na taki numer może sobie pozwolić jedynie bardzo młody i pełen werwy chłopak. Może dlatego było to tak przyjemne i tak mocno wryło się w moją pamięć.
Pochylona nad moim przyrodzeniem, wciąż trzymała mnie za chuja. Trzeba przyznać, że robiła to znakomicie. Mój aparat mimo, że przed chwilą, jak mogłoby się wydawać, pozbył się całego zapasu amunicji, wcale nie miał zamiaru się wycofać z walki. Wciąż był sztywny i gruby jak kawał porządnego, sękatego kija. Może dlatego, że ściskała go tak mocno. Robiła to chyba z samego wrażenia.
Tak, czy siak, jeszcze bardziej potęgowało to moje podniecenie. Uniosła głowę i spojrzała na mnie, a w jej ustach znajdowało się jeszcze oczko białego budyniu. Był gęsty i, zapewne, jeszcze cieplutki, jak talerz kaszy z mlekiem na śniadanie. Wypełniał jej buzię po brzegi. Wyglądało to tak jakby wszystko chciała zjeść naraz. Kleista substancja powoli wylewała się na zewnątrz, tworząc wąską strużkę, a później kapała na pościel.
Agnieszka wciąż patrzyła na mnie, ale była już trochę bardziej spokojna. Natomiast, zupełnie inaczej rzecz się miała ze mną. Ten widok sprawiał, że moje zmysły szalały, podniecenie sięgało zenitu.
Chciałem zrobić to jeszcze raz i jeszcze raz. Może to było głupie, bo, tak naprawdę, nie do końca wiedziałem, jak mam się do tego zabrać, ale moim jedynym pragnieniem było to, aby pieprzyć się nią bez końca. Dziwne, niedorzeczne, ale tak działały moje instynkty.
W następnej chwili, powoli uniosła się do pionu i zamknęła usta. To był także bardzo przyjemny widok. Nasienie, nie mogąc się już tam zmieścić, opuściło jej słodkie usteczka i, jak lawa wypływająca z gorącego wulkanu, powoli zsuwała się na jej wielkie cyce.
Moim podbrzuszem szarpały jeszcze bardzo silne konwulsje, ale dziewczyna nie zwracała już na to uwagi. Zachwycona i trochę jeszcze zmieszana, uśmiechała się samymi oczami.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz