Szukaj na tym blogu

20 września 2018

Marcin da radę.

8. Strzał w dziesiątkę.

Byłem szalony i tak bardzo nieodpowiedzialny. O tak, chciałem tego, pragnąłem, mimo ryzyka związanego z tym, że jej mąż może wkroczyć i zrobić porządek z tą dziką akcją.
Nie czekałem ani chwili dłużej. Chwyciłem ją w pół, zmusiłem, aby się pochyliła, a później przycisnąłem do podłogi. Następnie, dodatkowo ściskając mocno jej ciało, wymogłem, by przyjęła pozycję na czworakach.
Zastygła tak z tym tyłkiem wypiętym w moją stronę. Klęczała, podpierając się na łokciach. Głowę położyła na posadzce.
-Mam cię, kurwa, wreszcie cię mam, ty stara dupo! - dyszałem jak neandertalczyk wypuszczony z lasu.
Miałem jeszcze jedną szansę, mogłem zrobić, dokładnie to, co chciałem. Wszedłem w nią od tyłu. Wpakowałem się swoim kutasem bezpardonowo, szybko i do końca. Od razu zacząłem gwałtownie poruszać biodrami, nie dając jej ani chwili przerwy. Teraz już naprawdę, jęczała i stękała z rozkoszy. Jej cipka kurczyła się jeszcze mocniej niż przedtem. To była prawdziwa jazda bez trzymanki.
Łup, łup, łup, łup… - napierniczałem biodrami jak jakiś, dzikus, szaleniec, jak jakiś zombie. Ważne było tylko to, żeby się grzmocić. Zachowywałem się jak samiec modliszki, któremu partnerka odcięła głowę, aby lepiej kopulował. Ona była moją modliszką, moją samicą, moim seksualnym przeznaczeniem. Nie musiała mi nic odcinać i tak straciłem głowę na jej punkcie.
Uniosła się nieco do góry i wygięła plecy w pałąk. Próbowała odwrócić twarz w moją stronę, ale nie za bardzo jej to wychodziło. Zdążyłem tylko spostrzec jej ogromny wysiłek, to, jak przechodzi orgazm.
Jej oczy wyglądały jak szparki, usta natomiast były szeroko otwarte. Jednak nie wydobywał się z nich, najsłabszy bodaj, krzyk. O nie, nic takiego nie było. Aż tak porąbana to nie była. To było raczej stłumione wzdychanie i jakieś, niezrozumiałe, charczenie. Dźwięki, podobne do odgłosów krokodyla, coś jak bulgotanie.
Podtrzymywałem ją za biodra, a ona, chcąc mi pomóc, chwyciła się za pośladki i próbowała rozewrzeć je na boki. Poruszałem tyłkiem raz, za razem, nie wiedząc, czy uda mi się spuścić po raz drugi.
Po chwili, znów opadła do przodu. Podparła się dłońmi na podłodze. Dyszała, jakby działa jej się niesamowita krzywda.
-Oooooo, och, och, och… wydobywało się z jej gardła.
Była tak bardzo ciasna, tak bosko słodka, że chciałem to robić tak długo, jak tylko będę w stanie. Przejmujące uczucie wszechogarniającego gorąca, rozpalało moje wnętrze. Stopniowo kumulowało się z całą siłą na samym końcu mojego fiuta.
Wreszcie, chwyciłem ją za włosy i uniosłem do góry jej ciało.
-Eeeeeee ekh! - stęknęła.
Postawiłem ją prawie do pionu, zupełnie jak lalkę. Wciąż zapierdalałem kutasem, jak kawał dzikiego skurwiela. Jej cipka nie chciała mnie wpuścić, zagradzając drogę w spazmatycznych skurczach rozkoszy.
Delikatnie pochyleni do przodu i zwarci w gorącym uścisku dochodziliśmy po raz drugi do cudownego orgazmu. Ten, dość obskurny kąt, zamienił się salon boskiej rozkoszy, a każda minuta ciągnęła się w nieskończoność, sprawiając ferię niesamowitych wrażeń.
Tak naprawdę, to jeszcze nie był był koniec. Mimo bardzo ograniczonego czasu i nietypowego miejsca, nie zamierzała oddać pałeczki szarej codzienności. Przyznam szczerze, była niesamowita i cudowna. Miała worek pomysłów na każdą okoliczność. Działała szybko, spontanicznie i bez żadnego zastanowienia. Co najfajniejsze, za każdym razem, był to przysłowiowy, strzał w dziesiątkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...