8. Była cierpliwa.
To było jak magia, która rozgrywała się na moich oczach. W pewnym momencie, po prostu, usłyszałem ciche:
-Patrz.
-Słucham? - odezwałem się równie cicho.
-Patrz na mnie, - powtórzyła.
Patrzyłem. I tak nie mógłbym robić nic innego. Jednak, jej słowa miały odgrywać, chyba, jakąś inną rolę. Zdaje się, miały mnie wprowadzić w coś w rodzaju transu, lub hipnozy. Jakimś dziwnym sposobem nie widziałem w tym nic podejrzanego. Najzwyczajniej w świecie chciałem w to wejść.
-Patrz i podniecaj się.
Patrzyłem. Patrzyłem z największą przyjemnością. Moja fujara, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zaczęła jeszcze bardziej sztywnieć i prężyć się. Tak, to były uroki mojego piętnastoletniego życia. Byłem pełen buszujących w moim ciele hormonów.
-Patrzę, - szepnąłem.
-Podoba ci się? - spytała.
Pokiwałam głową. Głowica mojego fiuta zaczynała robić się już sina. Byłem gotów do ponownej akcji. Wirowało mi w głowie i czułem się tak cudownie upojony, że pragnąłem tylko jednego: ponownego spełnienia.
Wsunęła palec wskazujący do swoich ust, pochyliła głowę i przyglądała mi się spod opuszczonych brwi. W jej wzroku była drapieżność. Miałem wrażenie, że za chwilę się na mnie rzuci i rozszarpie moje ciało na kawałki. Boże, jak bardzo tego chciałem!
Później była już tylko sama bajka, niebo i piekło w jednym. Przeżywałem ekstatyczne uniesienia już na sam widok tej dziewczyny, tej dojrzałej, pięknej i powabnej kobiety. Bez żadnych skrupułów, czy jakiegokolwiek skrępowania położyła się obok mnie na łóżku. Niemalże zrzuciła mnie na podłogę. Teraz ja zmierzyłem ją zaskoczonym spojrzeniem. Na co ona, uśmiechając się słodko i drapieżnie, odpowiedziała:
-Dobrze, teraz zamienimy się rolami dzieciaczku. Co ty na to?
Oj, działo się. Ułożyła się na plecach bardzo starannie i wygodnie, oparła głowę na poduszce, a później uniosła kolana i szeroko, bardzo szeroko rozłożyła uda. Nie wierzyłem, że to się dzieje naprawdę. Co ona powiedziała, że mamy zamienić się rolami?! Jakimi rolami? Co miałem robić?
Na szczęście dość wyraźnie zasugerowała, jaka ma być moja rola w tym zadaniu. Teraz to już moja czaszka niemal eksplodowała.
Wsunęła między uda dłonie i palcami rozchyliła swoją, jakby opuchniętą, ale wciąż zamkniętą, skrywającą w sobie swoje słodkie cudowności, pizdeczkę. Rozwarła ją w taki sposób, że bez trudu mogłem zobaczyć, jej niesamowite płatki.
Tak, wreszcie je zobaczyłem. Były tam, były, a jakże, na swoim miejscu. Onieśmielały mnie swoim pięknem, doskonałością, a jednocześnie prowokowały do, coraz bardziej wyuzdanego, bezwstydnego i grzesznego zachowania. Były bordowo karminowe, dość mocno przekrwione, pełne, mięsiste, chociaż trochę głęboko schowane. Niemniej, teraz, kiedy trzymała brzegi swojej cipeczki, mogłem podziwiać je do woli.
Oh, widziałem też coś jeszcze. To było jak baśń z tysiąca i jednej nocy. U góry było coś dużego, grubego i sztywnego, trochę podobnego do mojego kutasa. Domyślałem się, cóż to może być. To mogło być tylko jedno, ta sławetna łechtaczka, którą trzeba, hmmm… a jakże, porządnie wylizać.
Tak przynajmniej to wyglądało w klasycznych opowieściach moich kolegów.
-No dobrze, zapraszam, - powiedziała, przyglądając mi się uważnie.
Czekała. Była cierpliwa, a ja drżałem. Dygotałem na całym ciele. Z wrażenia bałem się tam zbliżyć. Mimo to, instynktownie wiedziałem, z której strony mam podejść, jak się ustawić względem jej ciała, żeby było dobrze. Czułem to, po prostu, gdzieś przez cały czas to wszystko we mnie było. Byłem wręcz zaskoczony tym, że to wiem. Niemniej wcale to nie oznaczało, że zadanie było przez to choć trochę łatwiejsze. O nie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz