Szukaj na tym blogu

17 września 2018

Marcin da radę.

5. Na końcu mojego prącia.

-Boże, dziewczyno, co ty wyprawiasz?! - jęknąłem półprzytomnie, - Chcę cię, rozumiesz chcę cię.
Później uniosła do góry ramiona i zdjęła z siebie tą delikatną koszulkę, która zakrywała jedynie górną część jej ciała. Teraz była już kompletnie naga. Po tym wszystkim uklękła przede mną. Sam nie wiem, jak to się stało. Po prostu, powoli opadła na kolana, uniosła do góry głowę i nie spuszczała ze mnie wzroku. Patrzyła mi w oczy.
Powoli, bez pośpiechu rozpięła pasek. Nie denerwowała się. Rozsunęła połówki spodni na boki, wsunęła swoje drobne palce za gumkę slipów i, zdecydowanym ruchem, pociągnęła do dołu.
Och, ledwie trzymałem się na nogach! Była taka śliczna, taka delikatna. Chciałem tego, tak bardzo tego chciałem. Chciałem to robić z właśnie nią, właśnie teraz. Mój kutas, kiedy tylko uwolnił się z uścisku bielizny, zaczął zachowywać się jak sprężyna. Wyskoczył niczym wariat i huśtał się do góry i do dołu, raz po raz uderzając w jej twarz. To było takie podniecające. Na dodatek, w żaden sposób, nie przeszkadzało jej to.
Wreszcie zatrzymał się w jednej pozycji. Och, pragnąłem jej dotyku. Sama przycisnęła go swoją brodą, tak normalnie, do dołu i przytrzymała przez dłuższy czas. Nie wiem ile to trwało, może kilkanaście sekund, może jedną minutę. Przez moje plecy przebiegł gorący dreszcz.
-Pokaż, co potrafisz, łobuzie, - powiedziała cicho, - Pokaż, jak rżniesz niegrzeczne dziewczynki. Pokaż, jak rżniesz je we wszystkie dziurki. Zrób mi dobrze, mój ty urwisie!
Drżałem coraz mocniej. Coraz trudniej było mi utrzymać się na nogach.
-Boże, Karolina! Och, ooooch… dobrze, jak chcesz, jak sobie życzysz. Chodź do mnie, dziecko, - wyrzuciłem z siebie pełnym napięcia i podniecenia głosem.
Bardzo chciałem ją spenetrować swoim twardym ogierem, wejść w jej pizdeczkę do samego końca i jebać do utraty sił. Jednak, na swoje pięć minut musiałem jeszcze trochę poczekać. W  tej chwili, to ona zajęła się mną. Zajęła się w sposób doskonały.
Moje slipy razem ze spodniami znajdowały się już poniżej pośladków. Czułem ich uścisk na swoich udach. Dziewczyna chwyciła mnie za sterczącego, sztywnego, wołającego o porządne ruchanie, fiuta, otworzyła szeroko usta, wysunęła język i położyła twardą, lśniącą głowicę na jego powierzchni. Leżał, jak na małym stoliczku.
Ciepły, słodki dreszcz szarpnął moim podbrzuszem.
-Oooooooh! - westchnąłem głośno, ledwie trzymając się na nogach.
Wciąż nie spuszczaliśmy z siebie wzroku. Sytuacja była nietypowa. W każdej chwili mógł pojawić się tutaj Zdzisław. Gdyby tak się stało, byłoby już naprawdę nieciekawie. Moje zęby, na pewno, nie byłyby na swoim miejscu.
Po chwili, zamknęła swoje usta, zaciskając je tuż za grubą żyłą, oplatającą łeb mojego fiuta. Zakręciło mi się w głowie. Myślałem, że się przewrócę. Cofnąłem się pół metra, a ona za mną. Oparłem się plecami o ścianę. Trzymała mnie za chuja. Nawet na moment nie puściła.
Trzymała go jedną ręką, poruszając skórą do góry i do dołu. Jej chwyt był sprężysty, elastyczny, ale mocny. Lizała wzdłuż całą jego powierzchnię swoim wilgotnym, szorstkim językiem, doprowadzając mnie na sam skraj niebiańskiej rozkoszy.
Widziałem, jak w dziurce na końcu mojego prącia pojawia się perlista kropelka. Wiedziałem, co to oznacza. Orgazm i porządny wytrysk był tuż, tuż.
Już w następnej chwili przeszła do ataku. Poprawiła pozycję, lepiej i chwyciła mnie za pytę i ujęła swoimi słodkimi usteczkami sam czubek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...