4. Damy sobie radę.
No i spojrzałem. Cipeczka niczym szczególnym się nie wyróżniała. Była gładka, pozbawiona choćby najmniejszego włoska. Była też wypukła, niczym sprężysta piłeczka. Byłem zdziwiony, bo nie widziałem wystających płatków jej kwiatuszka.
Starsi koledzy opowiadali mi różne, dziwne, przerażające czasami, rzeczy o wielkich, przypominających naleśniki, wargach wyłaniających się ze środka. Tymczasem, tutaj nie było niczego podobnego. Wszystko było schowane wewnątrz, poprawnie jak u małej dziewczynki.
Zacząłem się nawet zastanawiać, czy wszystko z nią jest w porządku. Może coś jej wycięli i czegoś jej brakuje. Może to wcale nie jest kobieta. Czułem, że gdzieś powinno wszystko to być. Jakaś taka wielka tajemnica kryła się za tym jej miejscem.
Wtedy tak myślałem. Nie miałem absolutnie żadnego doświadczenia i do głowy by mi nie przyszło, że cipki mogą wyglądać bardzo różnie. Mimo wszystko, byłem tak bardzo podniecony, że, o mały włos, nie spuściłem się na swój własny brzuch.
Dopiero teraz zorientowałem się, że mój wariat zdołał w jakiś sposób wyjść spod slipów. Ocierał się swoim napęczniałym łbem o, pokryte ciemnym meszkiem, podbrzusze dojrzewającego chłopaka.
-Ściągnij je, - powiedziała przyciszonym głosem.
-Co, co… że… że, co??? że jak???
-Ściągnij!
-Ale… ale… Co? Slipy?
-Ściągnij, - powtórzyła bardziej dobitnie.
-Ale…
-No, ściągnij, - dodała jeszcze bardziej stanowczo.
Mimo wszystko, nic nie zrobiłem. Czekałem na coś, na cud chyba.
-Nie… nie wiem…
-Mam ci pomóc, czy zrobisz to sam?!
-Och, nie! No, co ty?! Daj spokój.
Wciąż nie mogłem się zdecydować, aby odkryć w całości to, co miałem pod spodem.
-No jak, mam ci pomóc?!
Drżałem, jak mały dzieciak. Z jednej strony byłem podniecony, jak zboczeniec, a z drugiej, wystraszony i speszony, ale ona była nieubłagana, nieugięta. Wiedziała, w czym rzecz i wiedziała też, jak to zrobić. Bez dwóch zdań, doskonale się na tym znała.
-Ale… no wiesz… tak normalnie?
-Tak normalnie. Mam ci pomóc? -powtórzyła po raz kolejny.
-Ooh! No, nie… no…
W końcu uniosłem biodra i, powoli zsunąłem z pośladków swoje gatki. Dopiero teraz w pełni dotarło do mnie, jak gigantyczne jest moje podniecenie. Moja lufa celowała prosto do góry. Wiedziałem, że wystarczy jeden, najbardziej delikatny dotyk, w tym konkretnym miejscu, bym strzelił i ochlapał sufit.
Nie chciałem tego zrobić. O nie, nie u mojego najlepszego kolegi. Nie u niego. Co on by powiedział? Co gorsze, co powiedziała by jego siostra?! Och!
Wyobrażałem sobie, że moja sperma białymi, gęstymi strużkami kapnie z żylandora na łóżko i się przeraziłem. Boże! Cóż to by był by za wstyd! Przecież do tego może naprawdę dojść. Zastanawiałem się, co ona teraz ze mną zrobi. Drżałem na całym ciele, wyobrażając sobie przeróżne, koszmarne chwilami, scenariusze. Czekałem na ten jeden moment, zastanawiając się, jak do tego dojdzie.
Pochyliła się nade mną i opuściła brwi.
-No proszę, proszę… Co my tu mamy, - westchnęła z zachwytem.
Jeszcze bardziej się speszyłem.
-Oj, coś coś nie tak? - wyjąkałem.
-Nie, nie… Hmmm… no, wszystko w porządku. Myślę, że będzie dobrze, - mruknęła jeszcze bardziej zadowolona.
Niestety mój fiut znosił to dużo gorzej.Ledwie trzymał się w posadach. Miałem wrażenie, że za chwilę, po prostu rozerwie go na strzępy, a gęste nasienie wybuchnie prosto w twarz.
-Myślę, że damy sobie radę, - westchnęła niby do siebie, niby do mnie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz