Szukaj na tym blogu

10 stycznia 2020

Wujek.

22. Dochodziłem do niebotycznego orgazmu.

Nie zwlekając wlazła mi na kolana. Czułem, że wchodzę w nią bardzo głęboko. Podjęła wolny, łagodny rytm. Bez pośpiechu, stopniowo dochodziłem do niebotycznego orgazmu.


To było istne szaleństwo. Ja, żonaty, dojrzały facet pozwalałem sobie na takie rzeczy. Całkowicie straciłem poczucie rzeczywistości, zatraciłem się w tej zabawie. Zachowywałem się tak, jakby nic innego się nie liczyło, jakbym był tylko ja i ona. No, a później, stało się coś, czego, zupełnie, się nie spodziewałem. To ona sama rozebrała mnie do naga. W przeciągu chwili kompletnie odleciałem. 
Była tak napalona, że zrywała ze mnie ciuchy i rzucała gdzie popadnie. Wydawało mi się, że cały świat, to jedno wielkie kuriozum. Poddawałem się temu wszystkiemu z sercem w gardle. Nie byłem wstanie nic zrobić, aby to powstrzymać. 
Kiedy byłem goły, jak święty turecki, uklękła przede mną.
-Co teraz? - rzuciłem retoryczne pytanie.
-Teraz chcę spróbować twojego banana, - powiedziała wskazując na sterczącego, jak kołek kutasa. 
Po chwili wzięła tubę ze śmietaną i wycisnęła odpowiednią porcję na sam koniec. 
-Uuuuuuch! - westchnąłem z wrażenia.
Uniosła oczy.
-Jak ci się to podoba? - spytała.
Co miałem powiedzieć? Stęknąłem tylko:
-Super!
Popatrzyła na mnie jeszcze raz, a później wzięła ostatni owoc, jaki został na tacy. To była niewielka wisienka. Położyła ją niczym na szczycie tortu. 
-Mmmm… takiego lodzika to jeszcze nie próbowałam, - rzuciła ze śmiechem.
Otworzyła szeroko buzię i wsunęła do środka całą porcję. W chwilę później, zaciskając usta, cofnęła głowę i ujrzałem czystego już fiuta. Tak bardzo zakręciło mi się w głowie, że ledwie trzymałem się na nogach. Ona, tymczasem, zabrała się do pieczołowitego czyszczenia. Raz, przy razie, zamiatała językiem zbierając każdą, najmniejszą bodaj, odrobinkę. Moje nogi były, jak z waty.
W końcu żartobliwie pogroziła mi palcem.
-No, no, łobuzie, pewnie chciałbyś żebym połknęła też twoje nasionko, co?! 
Westchnąłem:
-Byłoby cudownie.
Popatrzyła na mnie, jakby nieco poważniej, ale wciąż z serdecznym uśmiechem powiedziała:
-Jeszcze nie teraz. Nie jestem gotowa.
Nie mogłem już dłużej wytrzymać, byłem jak wulkan tuż przed wybuchem. Energicznie rozsunąłem segregatory z dokumentami i jęknąłem jak w transie:
-Chodź, no chodź do mnie wreszcie Iwonko!
Położyłem ją na biurku i, rozchylając jej uda, bez ceregieli, w nią wszedłem. Kipiał we mnie testosteron, myślałem kutasem, nie mogłem przestać. Ruchałem ją w szaleńczym, dzikim tempie. 
-Oj, oj, oj…wujku, wujku, tak tak! - pojękiwała zadowolona.
To była zwariowana galopada. Musiałem rozładować kilkutygodniowe napięcie. Tak ostrego, namiętnego seksu nigdy nie doświadczyłem z moją żoną. Przez cały czas waliłem jak opętany. Czułem ciarki na całym ciele. Dopiero po kilku minutach zwolniłem. Musiałem to zrobić, bo dostałbym zawału. Wyszedłem z niej i, dysząc, usiadłem na krześle. 
Nie zwlekając wlazła mi na kolana. Czułem, że wchodzę w nią bardzo głęboko. Podjęła wolny, łagodny rytm. Bez pośpiechu, stopniowo dochodziłem do niebotycznego orgazmu.
-Och, och… Iwonko, jesteś cudowna! - dyszałem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...