30. Napalony samiec.
Byłem już na skraju wytrzymałości. Przełknąłem ślinę.-Cholera jasna, zaraz wpierdolę chuja w tą ciasną cipkę! - warknąłem jak typowy napalony samiec. Spojrzała na mój rozporek i zaczepiała dalej.-Hmmm… a masz czym?
Jakie moje małżeństwo było, to było, ale o pewne szczegóły razem z żoną dbaliśmy ze staranną pieczołowitością. Takim elementem w tej układance, między innymi, była nasza sypialnia. Podstawowym meblem było oczywiście łóżko. Było duże i bardzo wygodne. Lubiłem dobrze się wyspać i nie odmawiałem sobie tego, kiedy tylko miałem czas i okazję. Często też rozgrywały się na nim gorące i namiętne sceny erotyczne. Oczywiście wszysto w ramach wypełniania obowiązki małżeńskiego. Nigdy nic poza to.
Tego dnia rano nie tylko nie było zasłane, ale także jeszcze ciepłe. Żona wcześnie wyjechała ze swoimi rodzicami na pobliski cmentarz porządkować groby. Zostałem w domu, bo jakoś niespecjalnie się czułem. Bolała mnie głowa i łamało mnie w kościach. Chociaż, być może była to tylko wymówka. Może podświadomie czułem, że tego dnia wydarzy się coś wyjątkowego. Sam nie wiem.
Obiecałem, że trochę posprzątam. Lubiła, jak wyręczałem ją w tej czynności. Tak naprawdę nic więcej nie planowałem.
Iwonka, jak zwykle wpadła niezapowiedziana. Ubrana była w białą, bawełnianą koszulkę z aplikacją w kształcie wielkiego, czerwonego serca. Oczywiście, jak mogło być inaczej, nie miała na sobie biustonosza. Cały kształt jej pięknych piersi widoczny był, jak na dłoni. Nie musiałem się specjalnie wysilać, aby to zobaczyć. Jej dupcię, natomiast skrywała czerwona miniówka z cienkiego materiału. Jak się mogłem domyślić, pod spodem nie było też majtek. To się nazywa swoboda ubioru, co?
Iwonka, jak zwykle wpadła niezapowiedziana. Ubrana była w białą, bawełnianą koszulkę z aplikacją w kształcie wielkiego, czerwonego serca. Oczywiście, jak mogło być inaczej, nie miała na sobie biustonosza. Cały kształt jej pięknych piersi widoczny był, jak na dłoni. Nie musiałem się specjalnie wysilać, aby to zobaczyć. Jej dupcię, natomiast skrywała czerwona miniówka z cienkiego materiału. Jak się mogłem domyślić, pod spodem nie było też majtek. To się nazywa swoboda ubioru, co?
Weszła jak do siebie i od razu zaczęła się ze mną drażnić. Przedrzeźniała, naśmiewała się, ciskała ostrymi żartami. Krzątałem się po mieszkaniu, a ona prowokowała, denerwowała, zaczepiała. Teściowie mieli niedługo wrócić, a ona wciąż podkręcała atmosferę. Najnormalniej w świecie, obawiałem się, że wpadniemy. Nie mogłem sobie pozwolić na żadne miłosne uniesienia. Nie tego dnia. Było zbyt mało czasu. No cóż, czasami życie układa się nie tak jak byśmy chcieli.
W pewnym momencie legła w poprzek łóżka, wprost na naszej pościeli. Coś tam do mnie szczebiotała, a ja niechcący zaszedłem ją od tyłu i, zupełnie przypadkiem, ujrzałem jej cipeczkę. Była opuchnięta, czerwona, gotowa do gorącego seksu. Spodobało mi się to, jak cholera. Co ja piszę?! Ten widok był cudowny. Podnieciłem się jak nie wiem co, no ale przecież nie mogłem jej o tym, ot tak powiedzieć. Nie wiem czemu, zamiast tego udałem zgorszenie.
-To ty już teraz nawet majtek nie nosisz?! - wyrzuciłem z siebie.
Uśmiechnęła się tylko. Chyba tylko na to czekała.
-No jak, mam je na sobie, - powiedziała zaczepnie..
-Czy ty sobie jakieś jaja robisz? - rzuciłem wzburzony.
Przynajmniej chciałem, żeby tak to wyglądało.
-No, wujku, przyjrzyj się. Przecież są, tylko takie małe.
Próbowała wpuścić mnie w jakieś maliny, czy co?! No wiedziałem, że teraz to takie “sznurki” noszą, ale tam naprawdę nic nie było. Wlepiłem wzrok, jak szpak w telewizor w jej krocze ale widziałem tylko samą cipeczkę.
-Ale, ja nic nie widzę.
Myślałem, że za chwilę pęknie, ale próbowała zachować powagę.
-No, tylko popatrz uważnie.
W sumie tak do końca to nie byłem pewny ale, nabierałem coraz większych podejrzeń. Tak, czy siak, byłem coraz bardziej podniecony.
-Hmmm, poczekaj… no, naprawdę nic nie widzę.
-Hahahaha… wujku, jesteś ślepy.
Jasne, że mnie nabierała, ale to było niesamowicie podniecające. Chciałem czuć się wyprowadzony w maliny, bo to mogło skończyć się tylko jednym. Zawinąłem jej spódniczkę do góry.
-Ja tu nie widzę żadnych majtek, - powiedziałem, - zamiast nich są tu okrąglutkie pośladki, jędrne uda i, w samym środku, słodka brzoskwinka.
-Hahahaha… - zanosiła się od śmiechu, - No, nareszcie wraca ci wzrok.
Nagle, jakby piorun mnie trafił.
-Iwona, przestań, bo nie ręczę za siebie!
-No to daruj sobie, - prowokowała, - Co jeszcze tam widzisz?!
Byłem już na skraju wytrzymałości. Przełknąłem ślinę.
-Cholera jasna, zaraz wpierdolę chuja w tą ciasną cipkę! - warknąłem jak typowy napalony samiec.
Spojrzała na mój rozporek i zaczepiała dalej.
-Hmmm… a masz czym?
Tego było już za wiele.
-Chcesz się przekonać?!
Wpadłem, jak śliwka w kompot. Przecież dokładnie o to jej chodziło.
-Nooooo!
-Nie prowokuj, bo zaraz go wyjmę. Zobaczysz!
-A stoi ci przynajmniej?!
-No nie, co za zacięta ździra z ciebie. Jeszcze byś się wystraszyła, dziecinko.
-Ja? Żartujesz?!
Tą rundę miała wygraną. W zasadzie byłem już jej, ale walczyłem.
-No… uważaj, co mówisz!
-Ach, taki z ciebie ogier.
-Chyba miałaś już okazję się przekonać.
NIe odpuszczała.
-No ale, co ty potrafisz?!
-Mam pokazać?!
Chciała, bym ją gonił.
-Przecież nic mi nie zrobisz tą swoją “maszynką”.
Wiedziałem, że to tylko gra.
-Tak myślisz?!
Już była gotowa do ucieczki.
-I tak mi nic nie zrobisz. Jestem od ciebie szybsza.
-No to zobaczymy!
Rzuciłem się na nią, chwyciłem za nadgarstki i przycisnąłem do łóżka.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz