33. Chwyciła w usta mój worek.
Delikatnie ująłem ją za szyję i, jak szczeniaczka, masowałem za uszami. Nie panowałem nad tym, wszystko, co robiłem było spontaniczne, odruchowe. Po chwili nie miałem już na sobie spodni, a ona chwyciła w usta mój worek.
Minął kolejny rok i nastało jeszcze jedno, upalne lato. Moja firma była w trakcie największego rozkwitu. Nie miałem czasu na wakacje. Iwonki nie widziałem przez trzy ostatnie miesiące. Nagle, któregoś dnia, pojawiła się u nas w domu. Nie byłem zdziwiony, że i tym razem nikogo nie było. Tak, jakby miała jakiś szósty zmysł.
-Przyjechałam pochwalić się moją opalenizną, - odezwała się z radością.
Wydoroślała i wypiękniała. Już z daleka bił od niej czysty erotyzm, jakiś taki motyli powab, diabelsko, anielski seks. Czułem to, ale dopóki nie stanęła przede mną, nie do końca zdawałem sobie z tego sprawę. Kiedy miałem ją pół metra od siebie puściły we mnie wszystkie hamulce. Dotarło do mnie, że opalenizna jest tylko pretekstem, preludium do wielkiego koncertu, który musiał się przecież odbyć.
Tego dnia miała na sobie bluzkę na ramiączkach w niebiesko - żółte kwiaty. Patrząc przez ramię stanęła do mnie bokiem. Jasny, nie zakrywający pleców i dekoltu materiał, kontrastował z oliwkową barwą jej skóry. Ciemne włosy naturalnymi falami opadały na kark. Patrzyła na mnie przenikliwie z błyskiem pożądania w dorosłych już oczach.
Ostrożnie obchodziłem jej zgrabną sylwetkę. Była piękna, bardzo mi się podobała i bardzo jej pragnąłem. Wodziła za mną wzrokiem, czekała.
Ostrożnie obchodziłem jej zgrabną sylwetkę. Była piękna, bardzo mi się podobała i bardzo jej pragnąłem. Wodziła za mną wzrokiem, czekała.
W końcu stanąłem za jej plecami, lecz nie dotykałem. Drżała. Bluzeczka nie zakrywała jej pępka, a nisko zawieszona na biodrach, niedbale spięta paskiem krótka, dżinsowa spódniczka sprawiała wrażenie, że za chwilę spadnie.
Nie dotykając pochyliłem się i pocałowałem w miejscu, gdzie kończy się szyja, a zaczyna kark. Westchnęła. Złożyłem drugi pocałunek. Czułem zapach lata na jej ciele.
Stałem, a ona w bezgranicznym zaufaniu, tracąc równowagę, opadła na mój tors. Odruchowo wyciągnąłem ramiona i chwyciłem ją. Jakby była duchem, bałem się, że przeleci przeze mnie i upadnie. Spoczywała w moich objęciach, jak dziki ptak schwytany o poranku.
Stałem, a ona w bezgranicznym zaufaniu, tracąc równowagę, opadła na mój tors. Odruchowo wyciągnąłem ramiona i chwyciłem ją. Jakby była duchem, bałem się, że przeleci przeze mnie i upadnie. Spoczywała w moich objęciach, jak dziki ptak schwytany o poranku.
Po minucie, może po dwóch jedną dłonią chwyciła mnie za przedramię, a drugą za szyję, mocno odchyliła się do tyłu i, jak wampirzyca wtopiła w moje usta. Jej pocałunek był słodszy od czekoladowego cukierka.
W następnej sekundzie siedziałem już na kanapie, a ona leżała z twarzą w moim rozporku. Nawet nie potrafiłem określić, jak to się stało. Wszystko działo się samo, jakby bez naszej kontroli. Mój penis był na wierzchu, a ona trzymała za jądra swoją delikatną rączką i było mi wszystko jedno, co się dalej stanie. Byłem w stanie pozwolić jej na wszystko.
Przez dłuższy czas wpatrywała się w moje wielkie narzędzie, jakby było tajemniczym totemem, przedmiotem magicznego kultu. Jej gorący oddech drażnił, łaskotał, pobudzał.
Delikatnie ująłem ją za szyję i, jak szczeniaczka, masowałem za uszami. Nie panowałem nad tym, wszystko, co robiłem było spontaniczne, odruchowe. Po chwili nie miałem już na sobie spodni, a ona chwyciła w usta mój worek. Szybowałem w obłokach. Podtrzymywała dłonią jądra i bawiła się nimi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz