Szukaj na tym blogu

16 stycznia 2020

Wujek.


28. Słodycz jej wnętrza.

Klęcząc, z zapamiętaniem zabrałem się do lizania jej cipeczki.  Nie wiem, co było lepsze: słodycz jej wnętrza, czy ten, cudowny widok dziewczęcego, podnieconego ciała. 


Pomimo olbrzymiego ryzyka, następnego dnia sytuacja się powtórzyła. Nie mogło być inaczej. Po tym co zaszło, wiedząc, że ona wciąż tam jest, nawet gdybym chciał, nie mógłbym zasnąć. To było jak lawina: coraz bardziej i coraz więcej. 
Pozornie, wieczór nie różnił się niczym od pozostałych. Bardzo się starałem, żeby żona niczego nie podejrzewała, żeby nawet przez myśl jej nie przeszło, że coś takiego mogło mieć miejsce. Jak na przykładnego męża przystało, poszedłem razem z nią do łóżka. Nie powiem, kochaliśmy się nawet, nawet namiętnie, a jakże. Przecież byłem bardzo podniecony. W mojej głowie cały czas siedziała Iwonka. Nawet, jak się spuszczałem wyobrażałem sobie, że robię to w tą jej młodą cipkę. To byłó istne szaleństwo. 
Kiedy moja kobieta uszczęśliwiona zasnęła, jak suseł, ostrożnie wysunąłem się z jej ciasnych objęć i, bez kapci, bo tak ciszej, przez całe mieszkanie podreptałem do łazienki. Odczekałem chwilę uważnie nasłuchując, by nikt przypadkiem się nie obudził, otworzyłem okno, usiadłem, przerzuciłem nogi i już byłem po drugiej stronie. 
Niepewnie otworzyłem drzwi. Podniosła się, chyba zamierzała już iść spać. Popatrzyła na mnie z wyrzutem.
-Czemu tak długo, - odezwała się.
-Iwonko, przepraszam.
-Nie każ mi tak długo czekać, bo zwariuję.
Usiadła. Przykucnąłem i położyłem dłonie na jej kolanach. Przeciągnęła się i przechyliła głowę na jeden bok. Po chwili jeszcze raz spojrzała na mnie tymi, swoimi granatowo - czarnymi oczami. Jej kształtne, małe piersi o mało nie wyskoczyły spod luźnego, głębokiego dekoltu. Nim się zorientowałem już ich dotykałem. Nie mogłem się oprzeć, by tego nie robić, nie mogłem się oprzeć, by o nich nie myśleć, by o nich nie marzyć. Były przecudowne.
Wstała, a ja razem z nią. Wciąż trzymałem ją za cycki. 
-Wygrzmoć mnie, - powiedziała wprost.
Jakby do mnie to nie dotarło.
-Słucham? - spytałem, jak automat. 
-Wyruchaj, tylko porządnie, - dokończyła.
Patrzyła na mnie w oczekiwaniu, a ja, jak głupi miętosiłem jej biust. Chciała tego, bardzo chciała, widziałem to w jej spojrzeniu. Wiedziałem, że mogę z nią zrobić, co tylko zechcę.
Ukląkłem przed nią, jak przed świętym obrazem. Ściągnąłem dół jej piżamki gdzieś w okolice kolan. Pokornie rozsunęła nogi a ja, dość brutalnie, rozchyliłem jej cipeczkę. Westchnęła i wysunęła swoje biodra do przodu. Spojrzałem w jej krocze. Moim oczom ukazały się napęczniałe, mocno pofałdowane płatki i twarda, stercząca łechtaczka.
Zaczęło się. 
W następnej sekundzie leżała na łóżku goła i gotowa, z szeroko rozłożonymi udami. Boże! Do końca życia nie zapomnę tego widoku: nogi zgięte w kolanach, stopy oparte na podłodze, a ja w środku, między tymi zgrabnymi, niesamowicie gładkimi udami. 
Klęcząc, z zapamiętaniem zabrałem się do lizania jej cipeczki.  Nie wiem, co było lepsze: słodycz jej wnętrza, czy ten, cudowny widok dziewczęcego, podnieconego ciała.
Nie zważając na okoliczności, jęczała na całe gardło. Nie dawałem jej spokoju, gładziłem ją po brzuszku, lizałem, ssałem piersi.
Och te jej cycuszki. Były, jak dwie mocno napompowane piłki, przy każdym ruchu kołysały się na boki. Zamknęła oczy. Jak w gorączce, odruchowo chwytała poduszki, jaśki, kołdry, co było w jej zasięgu. Dyszała coraz głośniej. Lizałem, jak szaleniec, wszędzie gdzie się dało. Mógłbym to robić do końca świata z samego tylko powodu, że jest taka piękna. Co to była za rozkosz!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...