20. Pierwszy kawałek owocu.
Wkrótce siedziała na obrotowym fotelu i nic nie widziała. Była taka bezbronna. Mogłem ją pocałować, mogłem chwycić za piersi, mogłem wszystko. Bardzo mnie korciło. Jednak ja postąpiłem inaczej. Tacę postawiłem w zasięgu ręki, wziąłem pierwszy kawałek owocu i skierowałem do jej ust.
Wybór mógł być tylko jeden. Pojechałem na targ i kupiłem to, co akurat było: banany, brzoskwinie, mandarynki i truskawki i całą masę innych owoców. Wszystkiego po kilka sztuk, ale i tak razem było kilka kilogramów. Nabyłem też bitą śmietanę w tubie. W sumie byłem bardzo zadowolony, bo realizacja mojego planu przebiegała bez zakłóceń.
Po przyjeździe do domu wszystkie owoce pokroiłem i starannie poukładałem na największej, jaką udało mi się znaleźć, tacy. Na każdą cząstkę upuściłem trochę śmietany i syropu klonowego. Wydawało mi się, że wszystko jest okej. Już na sam widok ślinka ciekła.
“Musi się skusić, przecież jest głodna”, - myślałem, jadąc do firmy.
-Co tak długo? - spytała zniecierpliwiona, kiedy wszedłem do sklepu.
-Przepraszam, ale nie dało się krócej. Zrobiłem dla ciebie niespodziankę.
Jej oczy nagle rozbłysły świeżym blaskiem.
-Ach, niespodziankę?! Poważnie?
-Tak, ale nie mogę ci jej pokazać.
Zrobiła minę małego, skrzywdzonego dziecka.
-No, to jak? To dziwna niespodzianka.
-Bo, jest inna, tylko dla ciebie.
Zagryzła dolną wargę.
-Aha, a jaka?
-No, taka do jedzenia.
-No to dawaj. Na co czekasz?!
-O, nie, nie… nie tak szybko.
-No co ty…
-No, tylko spokojnie. Żebyś mogła ją dostać, muszę zawiązać te twoje, śliczne oczka. Pozwolisz?
Chyba wyczuła fortel, ale zgodziła się. Byłem doskonale przygotowany, chustkę też miałem. Podszedłem od tyłu i zawiązałem jej oczy. Już samo to było niezwykle podniecające. Dotykałem jej ciała, była tak blisko mnie, że drżałem z wrażenia.
Wkrótce siedziała na obrotowym fotelu i nic nie widziała. Była taka bezbronna. Mogłem ją pocałować, mogłem chwycić za piersi, mogłem wszystko. Bardzo mnie korciło. Jednak ja postąpiłem inaczej. Tacę postawiłem w zasięgu ręki, wziąłem pierwszy kawałek owocu i skierowałem do jej ust.
-Otwórz…
-Co?
-Otwórz buzię. Zgadnij, co to jest?
Zjadła i oblizała się seksownie.
-Banan, - odpowiedziała bez namysłu.
Podałem kolejny kawałek.
-No dobrze, a to?
Uśmiechała się. Była coraz bardziej zadowolona.
-Jabłko, mniam, dobre.
Zabawa zaczynała rozkręcać się na dobre.
-A to? Tego nie będziesz wiedziała.
Chwyciła razem z moimi palcami.
-Kiwi, - powiedziała śmiejąc się.
-Dobra jesteś. A to?
-Malina, mmm… też smaczna.
Byłem bardzo zadowolony z jej zachowania. Wszystko szło zgodnie z planem. Zastanawiałem się, czy do końca przejrzała moje zamiary, czy też jeszcze, mimo wszystko, była trochę naiwna. Wszak była jeszcze nastolatką.
-No nie, Iwonko, ja ciebie nigdy nie pokonam. Wszystko odgadujesz w mig… ale, ale… tego nie będziesz wiedziała. No otwórz usta.
Włożyłem do jej buzi różowy kawałek polany śmietaną.
-Wujku, to przecież takie proste. Arbuz.
Niby kompletnie zawiedziony fuknąłem:
-No nie, poddaję się. Czy jest jakiś owoc, którego nie znasz?


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz