Szukaj na tym blogu

1 stycznia 2020

Wujek.

13. Pewnie bym się rozpuścił.

Boże, Iwona była niesamowita. Odchyliła się za jednego z gości w taki sposób, że matka nie mogła widzieć jej oczu i spojrzała na mnie tak ciepło, że gdybym był z czekolady, to pewnie bym się rozpuścił. 


Były święta Bożego Narodzenia, wigilia. Na stole stała kapusta z grzybami, smażona ryba, ciasto z makiem, czerwony barszcz. Dom był pełen ludzi, panowała krzątanina, rozlegały się głośne rozmowy, wszędzie ścielił się ciepły, sielankowy nastrój. 
Iwona siedziała po przeciwnej stronie stołu. Wiedziała, że nawet na moment, nie spuszczam jej z oka. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, jak na mnie dzia. Lubiła, jak na jej widok się podniecam, jak zmienia się ton mojego głosu, jak gubię słowa. 
Podciągnęła rękawy bluzki, poprawiła okulary, przechyliła głowę, ułożyła włosy. Inni domownicy, nawet w najmniejszym stopniu, nie zdawali sobie sprawy z naszego, cichego, potajemnego flirtu. 
Małymi łyczkami popijałem czerwony barszczyk i wciąż, ukradkiem ją obserwowałem. Zajadała się sałatką warzywną i udawała, że wcale na mnie nie patrzy. 
Nagle gdzieś z boku mignął mi czujny wzrok Agaty. Pilnowała, by nie doszło do jakichś incydentów. Jednak bała się o swoją pociechę. Chociaż, tak na marginesie, Iwonka nie była ani taka mała, ani taka niewinna, na jaką mogłaby jeszcze wyglądać. Mimo to, w oczach swojej mamy, wciąż była córeczką, która jeszcze nie tak dawno bawiła się lalkami.
Wystraszeni, na kilka minut przerwaliśmy nasze niewinne podchody. To było dość nieostrożne, tak przy wszystkich pozwolić sobie na takie, nieakceptowane powszechnie zabawy. Wszak familia była prawie w komplecie i o skandal wcale nie było tak trudno. 
Po jakimś czasie znów na nią patrzyłem. Ukradkiem zerkałem na jej usta. Były śliczne. Po chwili ktoś opowiedział bardzo śmieszny żart. Wszyscy wybuchli gromkim śmiechem, lecz Agata wciąż lustrowała i mnie, i ją swoim czujnym, sokolim matczynym wzrokiem. Jednak nawet to nie mogło powstrzymać jej latorośli przed coraz bardziej zuchwałym zachowaniem.
Boże, Iwona była niesamowita. Odchyliła się za jednego z gości w taki sposób, że matka nie mogła widzieć jej oczu i spojrzała na mnie tak ciepło, że gdybym był z czekolady, to pewnie bym się rozpuścił. W sekundę później patrzyła już gdzieś indziej i wszystko było w porządku. 
Niby zająłem się jakąś rozmową, ale co jakiś czas, ukradkiem zerkałem w tamtą stronę. Po paru minutach oparła łokcie na stole, wierzchem dłoni dotknęła brody i, ze smutkiem, patrzyła gdzieś w dal. Zupełnie, jakby chciała powiedzieć: “mam tego dość, zabierz mnie stąd”. 
W przeciwieństwie do dużej części, gości byłem zupełnie trzeźwy i męczyłem się tak samo, jak ona ale nie mogłem, tak po prostu odejść i zniknąć. Tego nie dało się zrobić. Nie w święta, nie o tej godzinie. Mogłem tylko czekać i mieć nadzieję, że jakimś cudem, na kilka minut zostanę sam na sam z moją słodką sympatią. 
Czas, zamiast przyspieszać, zdawał się coraz bardziej zwalniać. Wszystko było, jak guma do żucia, wyciągnięte do granic możliwości. Bez sensu. Gdyby nie ona, pewnie też bym się spił. Jakąś rozrywkę stanowił tylko już jej widok. Tłumaczyła swojemu ojcu obsługę telefonu komórkowego, który właśnie dostał w prezencie. Palcami drugiej dłoni bawiła się swoim uchem, co parę sekund, mimowolnie na mnie zerkając.
Nagle stała się rzecz cudowna, na którą chyba czekałem od samego początku. 
Teściowa podała właśnie nową potrawę, wszyscy odwrócili głowy, a ona spojrzała mi prosto w oczy i przez minutę, może nawet dłużej, nie odrywała wzroku. Nie wiem, czy to telepatia, czy tylko moje wyobrażenia, byłem przecież taki spragniony, ale jej oczy mówiły do mnie: “wiem, że mnie chcesz, wiem, że wolałbyś być teraz w tym drugim pokoju, razem ze mną, wiem to i ja też tego chcę”. 
Później nic się nie działo, kompletnie. Im goście byli bardziej pijani, tym ich wypowiedzi były coraz bardziej pozbawione sensu. Mimo usilnych starań nie potrafiłem z nimi nawiązać normalnego kontaktu. Szukałem sposobu, by chociaż na chwilę rozprostować nogi i oderwać się od tej, ciężkiej atmosfery. 
W którymś momencie wyszedłem do łazienki, a kiedy wróciłem jej już nie było. Nie wiem co się stało, ale wpadłem w pewien rodzaj paniki. Uświadomiłem sobie, że po prostu pojechała autobusem do swojego domu. Dlatego nieopisanej ulgi doznałem, kiedy ją jednak zobaczyłem. Była w dużym pokoju. Przez uchylone drzwi dostrzegłem, że leży na naszym wielkim narożniku. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...