Szukaj na tym blogu

24 stycznia 2020

Wujek.


36. Stała pod jabłonią.

Spoważniała, miała dłuższe włosy i pełniejszą twarz. Stała pod jabłonią, patrzyła na mnie, rozgarniała grzywkę, mrużyła oczy i też się uśmiechała. Wciąż była niesamowicie podniecająca.


Czas płynął. Można powiedzieć, że prawie w ogóle się nie widywaliśmy. Przyczyną, najczęściej, była jej nauka lub moja praca. Chwilami odnosiłem wrażenie, że jej urok już na mnie nie działa, że całkowicie wywietrzała mi z głowy. Lecz już wkrótce miałem się przekonać, jak bardzo się myliłem.
W rok później, było to jakoś pod koniec lata, jeden z moich znajomych wyjechał za granicę. Zaproponował mi niezłą kasę za zaopiekowanie się jego posesją. Jako, że razem z żoną szukałem dodatkowych źródeł gotówki, zgodziłem się bez namysłu. 
Tak więc, na dwa tygodnie, stałem się ochroniarzem. We własnym domu bywałem tylko po to, by zabrać czyste ubrania i jedzenie. Większość czasu spędzałem w, oddalonej o kilkanaście kilometrów, willi. Czytałem, oglądałem kablówkę i robiłem wszystkie te rzeczy, na które na co dzień nie mogłem sobie pozwolić. Korzystałem ze wszystkich wygód, jakie oferowała bogata posiadłość kolegi. Tłumaczyłem sobie, że to taki płatny urlop, który przecież mi się należał.
Dom był duży i piękny. Wokół rozciągał się cudowny, stary ogród z mnóstwem grubych drzew dających głęboki cień. Wszystko to otoczone było wysokim na dwa metry murem skutecznie izolującym od otoczenia. 
Tego dnia, jak zwykle wyszedłem na popołudniowy obchód i nagle ją zobaczyłem. To było, jak jakiś sen. Nie mogłem zrozumieć, jak ona się tam zjawiła. Wyrosła przede mną, jak duch, ale nie wystraszyłem się. Zaskoczony, mimo to zadowolony, powitałem ją serdecznym uśmiechem. 
Spoważniała, miała dłuższe włosy i pełniejszą twarz. Stała pod jabłonią, patrzyła na mnie, rozgarniała grzywkę, mrużyła oczy i też się uśmiechała. Wciąż była niesamowicie podniecająca.
Miała na sobie białą, obcisłą bluzkę z cienkiej dzianiny. Jak zwykle nie założyła stanika. Chciała, abym na nią patrzył, chciała, abym to zauważył, dobrze wiedziała, jak bardzo się przy niej podniecam. Jej okrągłe, napęczniałe piersi dokładnie odznaczały się pod cienkim materiałem, a sztywne sutki próbowały go przebić. 
Nim zdążyłem spytać o cokolwiek, podskoczyła i chwyciła gałąź nad głową. Zawisła, podciągnęła nogi i oparła na konarze poniżej. Miała na sobie różową, zwiewną spódniczkę, która w tej chwili przybrała postać kielicha kwiatu z czerwoną cipką na samym środku.  
Znów byłem w szoku. No, ale tak naprawdę, czego mogłem się po niej spodziewać? Śmiała się i huśtała na boki. Podziwiałem jej nieskazitelnie gładkie uda i kształtne pośladki. 
-Podobam ci się, wujaszku? - spytała z uśmiechem.
-Bardzo, - westchnąłem.
Wspięła się na drzewo. Uniosłem głowę i uważnie ją obserwowałem. Dopiero teraz spostrzegłem, że jej spódniczka składała się z dwóch warstw materiału: pod spodem dłuższej, różowej i białej w fioletowe kwiaty na wierzchu. Na idealnie wyrzeźbionej pupci układały się, jak płatki tulipana.
Próbowała zajrzeć, co znajduje się poza murem, ale wiedziałem, że jest to tylko jej wybieg, by zaprezentować mi wszystko co tam, pod spodem miała. 
-Lepiej nie wchodź wyżej, bo możesz spaść, - ostrzegałem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...