Szukaj na tym blogu

15 stycznia 2020

Wujek.


27. Sperma kapie na pościel.

Patrzyła na mnie, a na jej twarzy nie było uśmiechu, nie było też żadnego lęku, czy chociażby niepewności, po prostu świadomość prostej konsekwencji tego, co zrobiliśmy. -Spuściłeś się we mnie, wujaszku, - powiedziała spokojnie patrząc, jak sperma kapie na pościel.


-A jak? - zapytała niewinnie. 
-Iwonko, my nie powinniśmy… 
Opuściła oczy jak skarcona dziewczynka.
-Wiem.
Tak trudno było mi się powstrzymać. 
-Co wiesz?
-Mama mi ciągle powtarza… 
Jej gra doprowadzała mnie do obłędu. 
-Co ci mama powtarza?
Odezwała się tak ciepło, że moje serce od razu znalazło się w gardle.
-Mama mówi, żebym uważała, żeby jakiś chłopak nie sprowadził mnie na manowce… no żeby mnie… wiesz… nie wykorzystał.
Trąciłem ją palcem w nos i uśmiechnąłem się.
-Twoja mama ma rację, - powiedziałem, ale tak naprawdę jeszcze bardziej się podnieciłem.
Zrobiła maślane oczy.
-Och! - westchnęła.
-Co znowu?!
-Kiedy ja lubię…
-Co? - spytałem drżącym głosem. 
-No wiesz… być sprowadzana na te… no… manowce.
W mojej świadomości stres mieszał się z, wciąż rosnącym, podnieceniem. Niepewność pobudzała kolejne rządze. 
“Czy ona robi to nieświadomie, czy celowo się tak ze mna drżni?” - myślałem. 
-Iwonko, co ty opowiadasz?!
Teraz z kolei zaczęła grać rozzłoszczoną psotnicę.
-Tak! Lubię być wykorzystywana. Lubię być wykorzystywana przez mojego wujka. Tak bardzo to lubię, że nie mogę się oprzeć! Wykorzystaj mnie wujku, hahahaha… 
Pochyliła się mocno do przodu. Moja twarz znalazła się między jej cyckami. Pewnie chwyciła mojego pulsującego penisa i sama włożyła w swoją ciasną i gorącą szparkę. Po chwili już całym ciałem leżała już na mnie. Czułem jej piersi, brzuch, czułem palącą mnie skórę. Objęła mnie swoimi udami i powoli, bardzo powoli zaczęła opadać niżej i niżej. Ale nie miało to już najmniejszego znaczenia. 
Właśnie w tej chwili, z całą siłą tryskałem już wprost do jej magicznej cipki, wprost w jej młode, podniecone wnętrze. Pierwszy raz, tak bardzo mocno, poczułem, że robimy coś złego, niestosownego, ale było już za późno. Dotarło do mnie, jak bardzo ryzykujemy. Uprawiamy seks w domu, pod czujnym okiem całej rodziny. Czułem się tak, jakbym zerwał zakazane jabłko, jedyne w całym ogrodzie, którego nie było można zrywać. 
Dygotałem w spazmach niesamowitej rozkoszy. Nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. To trwało całą wieczność.
W końcu mój kutas zwiotczał, a ja powoli wyszedłem z niej. Później przesunąłem się nieco do tyłu. Z przerażeniem, zaciekawieniem i niesamowitym podnieceniem obserwowałem, jak gęstym, białym strumieniem wypływa z niej moje pożądanie. Grzech się dokonał. Płynęła z niej moja deprawacja, moje wyrzuty sumienia, upojne poczucie winy. Chciałem jeszcze, chciałem zrobić z niej zwykłą szmatę. Chciałem wyruchać ją na wszystkie, możliwe sposoby. 
Patrzyła na mnie, a na jej twarzy nie było uśmiechu, nie było też żadnego lęku, czy chociażby niepewności, po prostu świadomość prostej konsekwencji tego, co zrobiliśmy. 
-Spuściłeś się we mnie, wujaszku, - powiedziała spokojnie patrząc, jak sperma kapie na pościel.
-Tak, spuściłem się w ciebie, mała.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...