Szukaj na tym blogu

14 stycznia 2020

Wujek.


26. Weszła mi na kolana.

Dopiero teraz weszła mi na kolana. Była naga, nagusieńka, zgrabna, idealna, śliczna i, choć na chwilę, moja. Nic dodać, nic ująć.


Po kilku minutach się odezwała słodkim głosem:
-Chcę wziąć go w usta.
Czegóż więcej mogłem pragnąć? 
-Och! - westchnąłem, nie mogąc powstrzymać emocji.
-Daj mi go, - usłyszałem jeszcze bardziej ciepłe słowa.
Miałem wrażenie, że odlatuję w kosmos.
-Iwonko…
-Daj… chcę poczuć się, jak zepsuta, zdemoralizowana dziwka.
To zdanie podziałało na mnie, jak płachta na byka. Mógłbym ją zgwałcić na poczekaniu, od razu. Drżałem jak galareta.
-Och, słodka ty moja!
Grzecznie poprosiła jeszcze raz:
-Daj, ja lubię się tak czuć.
Myślałem, że za chwilę wybuchnę. Wstałem. Uklękła u moich stóp. Objęła mnie za pośladki i przytuliła się do mojego węża, jak małe dziecko do smoczka. Uczucie było niewiarygodne, ale to jeszcze nie był koniec.
Po chwili pocałowała go w żołądź, uchyliła usta i pochłonęła. Delikatnie i z wyczuciem ssała. Trwało to kilka minut, kilka długich minut i znowu puściła. Czułem, że odpływam w nicość. Wrażenie delikatności i nieziemskiej wręcz intensywności odbierało mi zmysły. Nie byłem w stanie myśleć racjonalnie. 
Lizała od podstawy po sam koniec. Myślałem, że zwariuję, że polecę do samego nieba. Jej miękkie włosy pieściły moje podbrzusze. To był nieopisany bukiet doznań. Czułem się jak koneser degustujący przednie gatunki wina. 
Później znów chwyciła za mojego twardego grubego kutasa i zacisnęła na nim swoje szczupłe palce. Ledwie go obejmowała. Ściągnęła skórę do samego dołu, aż zsiniał. Głowica napięła się i zaczęła błyszczeć jakby była wypolerowana. Żyła mocno wypełniła się krwią, a łeb przybrał kształt grzyba. 
-Och, Iwonko, bierz mnie całego, - wzdychałem. 
Najpierw dotknęła języczkiem samego końca i podrażniła dziurkę na szczycie. Później objęła usteczkami spiczasty kapelusz. Powoli wsuwała go co raz głębiej i głębiej, a jej buzia otwierała się coraz szerzej i szerzej. To był szczyt subtelności.  Gdyby potrwało to, choć chwilę, dłużej spuściłbym się w te, jej kochane usteczka, och!
Zaraz później stanęła przede mną i zaczęła mnie planowo, ale powoli rozbierać. Czułem się tak słodko zniewolony. Gdy nie miałem już nic na sobie, powiedziała:
-Usiądź.
Usiadłem. 
-Oprzyj się, - ciągnęła.
Wyparłem się wygodnie. Byłem nagi i niesłychanie podniecony. Mój penis był sztywny i gruby jak pal. Spojrzała mi w oczy, uśmiechnęła się, zmarszczyła brwi. Później opuściła powieki i znów patrzyła w dal. Była taka śliczna, że mógłbym płakać ze szczęścia.
Dopiero teraz weszła mi na kolana. Była naga, nagusieńka, zgrabna, idealna, śliczna i, choć na chwilę, moja. Nic dodać, nic ująć. Widziałem, jak bardzo jest podniecona.
-Wujaszku? - odezwała się niepewnie po chwili.
-Słucham, - mruknąłem, jak niedźwiedź. 
-Ale wujaszku?! - powtórzyła. 
-No, słucham.
-Wujaszku, czy ty wiesz, że…
-Tak?
-Wiesz, że ja lubię z tobą tak grzeszyć.
Przełknąłem ślinę. 
“Kurwa, ja z tobą też”, - pomyślałem.
-Iwonko, to nie tak, - odezwałem się jednak.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...