56. Jak ja lubię z tobą grzeszyć.
-Och wujaszku, wujaszku… -Tak, Iwonko? -Och, jak ja lubię z tobą grzeszyć. Westchnąłem tylko cicho. -Wiesz co? Jesteś taka zepsuta… -Przecież wiem.
Przebierając nogami, szybko pozbyła się, teraz już niepotrzebnej, spódniczki. Została w jedynie krótkiej, cienkiej koszulce. Dopiero w tym momencie, podnieciłem się naprawdę. Mój fiut, jak szalony, napierał na wewnętrzną powierzchnię spodni. Dotarło do mnie, że jeśli go nie wypuszczę sam znajdzie sobie drogę. Znów zanosiło się na ostre grzmocenie.
Z cichym westchnieniem ująłem ją w talii. Była tak miękka, zgrabna, delikatna, że cały drżałem. Kiedy byłem już pewny, że ją mam, wyrwała się i pobiegła kilka kroków. Zaskoczony, nie wiedziałem, co się dzieje. Tymczasem ona, odwróciła się tyłem i oparła o wezgłowie wersalki.
-Chodź! - zawołała.
Wstałem.
-No, chodź do mnie, wujaszku. Jestem taka podniecona.
Podszedłem, oparłem dłonie na jej biodrach. Odwróciła się, spojrzała mi w oczy i obdarzyła ciepłym uśmiechem.
-Wujku, zrzuć tą koszulę i przytul mnie. Chcę poczuć twoje nagie ciało.
-Dobrze, kuzyneczko, - westchnąłem.
Sama zaczęła rozpinać guziki. Szybko odkryła mój tors.
-Chcę cię poczuć, wujku… na sobie… bardzo dokładnie.
Razem pozbywaliśmy się mojej czarnej koszuli. Rzeczywiście było mi w niej bardzo gorąco. Po jaką cholerę zakładałem ją w taki upał, chyba tylko z przyzwyczajenia?
Siedzieliśmy: ja nagi od pasa w górę, ona odwrotnie. Patrząc sobie w oczy, bez jednego słowa, jak małe dzieci, objęliśmy się ramionami i wtuliliśmy się w siebie. Później zetknęliśmy się czołami. Zaplotłem ręce na jej karku i jeszcze mocniej przycisnąłem do swojego ciała. Drżała.
Bez pośpiechu podwijałem jej koszulkę do góry stopniowo odsłaniając piersi. Kiedy były już na wierzchu, ująłem jedną i zacząłem się nią bawić, drugą wcisnąłem w swoją klatkę piersiową. Byliśmy tylko dla siebie, tylko my dwoje. Tak niewiele było nam trzeba.
Mijały sekundy, później minuty. Manipulowałem jej cycuszkami, pieściłem, dotykałem, a one rosły i rosły. Była taka cudowna, położyła brodę na moim ramieniu i cicho wzdychała:
-Och wujaszku, wujaszku…
-Tak, Iwonko?
-Och, jak ja lubię z tobą grzeszyć.
Westchnąłem tylko cicho.
-Wiesz co? Jesteś taka zepsuta…
-Przecież wiem.
-Iwonko, nie masz pojęcia, jak ciebie pragnę.
-Och Karol, ja ciebie też. Daj mi go. Chcę go zobaczyć, poczuć w swoich dłoniach.
-Dziecinko, och… maleńka moja.
Potrząsnęła głową, rozgarniając włosy.
-No wujku, nie wstydź się. Pokaż mi tego, swojego węża.
Moje nogi zrobiły się miękkie. Opadłem na kolana. Zrobiła to samo, a po chwili, śmiało rozpięła pasek moich spodni. Pozostał jeszcze metalowy guzik. Poradziła sobie z nim w trzy sekundy. Powoli zsunęła dżinsy z moich pośladków. Zostałem w samych slipach. Mój penis utworzył pokaźny namiot. Patrzyła na niego, jak zaczarowana. Jakby nie śmiała posunąć się dalej.
-Coś nie tak? - szepnąłem.
-Och, nie, - odpowiedziała.
-Więc…
-Jest jak wspaniały prezent, aż boję się go rozpakować.
Rozczula mnie i podnieciła jeszcze bardziej.
-Hmmm… no śmiało.
Wujku?
-Tak…
-Twój ogon jest niesamowity, kutas, o którym marzy każda kobieta.
Obserwowałem jej gesty, była bardzo pobudzona.
-Śmiało kruszynko, nie krępuj się. Weź go. Przecież jest twój.
-Och, kiedy…
-No, co ty… zawsze wszystko sama bierzesz, weź i teraz.
Ułożyła kciuki na moich biodrach i powolutku wsunęła je pod gumkę majtek. Moje ręce dygotały. Myślałem tylko o jednym: żeby jej dotknąć. Nie zrobiłem, jednak, nic. Pozwalałem się prowadzić tej młodej kobiecie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz