Szukaj na tym blogu

14 lutego 2020

Wujek.


57. Wzięła go do swojej buzi.

W końcu wzięła go do swojej buzi, ale z taką namiętnością, iż myślałem, że za chwilę będzie po wszystkim. Trzymała mnie za pośladki swoimi zwinnymi dłońmi i pochłaniała moje przyrodzenie.


Moje slipy były tam, gdzie spodnie, czyli na kolanach, a ona patrzyła na sterczącego fiuta i uśmiechała się. Ten widok był dla niej nie tylko silnie podniecający, ale też, w jakiś sposób, paraliżujący. Patrzyła, jak na eksponat, jak na jakiś tajemniczy totem, którego nie można dotykać, a jednocześnie nie można przejść obojętnie. Nie mogła oderwać wzroku od tej grubej fujary, od tych napęczniałych, pełnych spermy jąder.  
Dopiero po kilku minutach zarzuciła mi ramiona na szyję i odezwała się cicho: 
-Och wujku, jestem już taka zdemoralizowana, że cała się trzęsę. Chcę z tobą grzeszyć ile wlezie!
“No”, - pomyślałem sobie, - “w taki sposób to ja bym mógł ją zawsze demoralizować”, 
Przywarła do mnie swoimi słodkimi usteczkami, a ja chłonąłem ją, jak narkotyk. W tym wszystkim było coś niezwykle magicznego. Była siostrzenicą mojej żony, robiliśmy coś, co łamało wszelkie zasady. Co prawda, miała już osiemnaście lat, była dorosła, jednak to wciąż była bliska rodzina. Dla swoich rodziców była największym skarbem. 
Chwyciłem ją za te jej piersiątka i zacząłem się nimi bawić. Moje kolano wjechało między jej uda i zuchwale rozgniatało jej cipeczkę. To właśnie była Iwonka, moja Iwonka, taka niewinna, a jednocześnie tak bardzo zepsuta, że aż ciarki przechodziły. 
Ciężarem swojego ciała zmusiła mnie, bym się położył. Bokiem opadła na mój brzuch i, zaraz później, jedną ręką, ujęła napęczniałego do granic możliwości, kutasa. Z namaszczeniem obciągnęła skórę i przyglądała się, wypolerowanej jak buława hetmańska, głowicy. 
-Och! - westchnęła, z przejęciem.
Popatrzyłem na nią i pokręciłem głową.
-Nie podoba ci się? - spytałem.
-Och, no co ty?! Jest naprawdę, jest cudowny. Pobawię się nim. Co? Mogę?
Uśmiechnąłem się szelmowsko. 
-No dobrze, tylko nie za długo, bo może wystrzelić, rozumiesz, to jest potężna rakieta… - udzieliłem cennej rady.
Kiedy jej rączka zaczęła poruszać się zwinnie w górę i w dół, ciężko dyszałem. Robiło mi się coraz bardziej gorąco i przyjemnie.
-Wujaszku… Co? Już przestać? Och, jeszcze troszkę.
-Uuuuufffff, uuuuuffffff… - sapałem, jak parowóz ciągnący cały rząd wagonów.
Poruszała w górę i w dół, w górę i w dół… - spokojnie, bez pośpiechu, ale równo i miarowo.
-Uuuuuffff, uuuffff… - wydobywało się z mojego gardła.
Byłem przekonany, że jeszcze trochę, a spuszczę się na te jej malutkie rączki. 
-He… noo… nie dajesz rady? O, wytrzymaj jeszcze troszkę, - szczebiotała, jeszcze bardziej potęgując moje podniecenie.
-Uuuuuhhhh, uuuuuhhhh!
Zbliżyła swoje usta i,  w sposób bardzo subtelny, musnęła czubkiem języka sam łepek. Uniosłem się z wrażenia. 
-Uuuuuuuuaaaaaa!!! - odezwałem się głośno. 
Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się. Wiedziała że zwijam się już w końcowej rozkoszy, pragnąc jak najszybciej doznać wybawienia. 
-No co jest, wujaszku? Czemu jesteś taki nerwowy?!
Śmiała się. Trzon trzymała w dłoni, a czubkiem języka drażniła twardy łeb. 
-Uuuuuu, uuuuuu!!! - wyłem, czując, że orgazm zbliża się wielkimi krokami.
Myślałem, że zwariuję. Położyła głowę na moim podbrzuszu i lizała tuż za żyłą: delikatnie, bez pośpiechu.
-Uuuuuaaaaaaach!!! - odpływałem.
W końcu wzięła go do swojej buzi, ale z taką namiętnością, iż myślałem, że za chwilę będzie po wszystkim. Trzymała mnie za pośladki swoimi zwinnymi dłońmi i pochłaniała moje przyrodzenie. Odruchowo wcisnąłem jej głowę na siebie. 
-Och, oooooch Iwonko, Iwonko!!! - jęczałem, półprzytomny.
Moje jaja luźno zwisały między rozchylonymi udami, co sprawiało mi jeszcze większą przyjemność. Nie wytrzymałem, chwyciłem ją za włosy i poruszałem jej głową do góry i do dołu. Tak było doskonale. Nie protestowała, a nawet mi w tym pomagała. Mój gruby, twardy drąg co chwilę wsuwał się coraz głębiej i głębiej. W końcu, jak to było do przewidzenia, dotykał już jej  słodkiego gardła. Byłem przekonany, że za chwilę będzie miała dość i zacznie się krztusić. Nic jednak się nie działo. Bez oporu i bez z protestów poddawała się moim pchnięciom. 
Kiedy doszła do wniosku, że rzeczywiście mam już dość, dosiadła mnie tyłem. Chwyciłem ją za pośladki i pomagałem wprowadzić jej ciało w wahadłowy ruch. Razem ustaliliśmy nasze wspólne tempo, prowadzące wprost na szczyt. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...