50. Nie jest już małą dziewczynką.
Widziałem, że przecież nie jest już małą dziewczynką. Jej ciało było zgrabne, kobiece, pełne obfitości i zaokrągleń. Tylko brać i kochać się do upadłego, kochać się, ile tylko starczy sił.
Teraz chciałem zrobić ujęcie z góry, więc wspiąłem się na szafkę stojącą pod oknem. Bardzo ładnie ze mną współpracowała. Ułożyła dłonie tuż nad piersiami, jedną nogę zgięła w kolanie i oparła o szybę, drugą opuściła na podłogę. Widać było, że ma do tego dryg. Zachowywała się jak prawdziwa fotomodelka. Dopiero z tej perspektywy mogłem dostrzec piękno jej młodej, wilgotnej,szparki okolonej wianuszkiem czarnych włosów.
Jak zahipnotyzowany przyglądałem się jej, a ta niesamowita pizdeczka rozwarła się tak delikatnie, jakby chciała do mnie mrugnąć swoim karminowym oczkiem. Do następnej serii zdjęć moja muza postawiła nogi na parapecie i rozłożyła je na kształt litery V. Po chwili usiadła opierając się o rant okna. Czarna suknia wciąż spoczywała na jej brzuchu, lecz była raczej dodatkiem do cudownego ciała, niż ubraniem w typowym tego słowa znaczeniu.
Ach ta Iwonka! Była słodka, gorąca i oszałamiająco podniecająca. Jedną dłonią bawiła się włosami, a drugą gładziła wewnętrzną stronę ud. Zachowywała się zupełnie naturalnie. Bez wstydu, lęku, czy zażenowania prezentowała swoje krocze.
W kompletnej ciszy, jaka panowała w pokoju, słychać było jedynie dźwięk migawki. Mimo, iż byłem skupiony na robieniu zdjęć, wszystko i tak zmierzało w jednym kierunku. W następnej minucie kuzyneczka usiadła po turecku, opierając łokcie na kolanach. Przechyliła się w stronę okna, a później wyprostowała. Jej szparka rozjechała się w radosnym uśmiechu. Chciałem jej dotknąć, poczuć swoimi ustami.
Po kolejnych kilku chwilach, zasłoniła piersi kolanami, a później położyła się i zamknęła oczy. Wdrapałem się na parapet i wykonałem fotkę pionowo z góry. Ta dziewczyna była taka bezradna, a jednocześnie słodka i wdzięczna, Że trudno było mi się opanować, aby w tej chwili nie zrobić czegoś nieodpowiedniego. Mimo, że naga, bardziej rozczulała niż podniecała. Może dlatego to tak bardzo przenikało każdą moją komórkę. Czułem się, jakby wszystko rozpoczynało się od nowa, jakby tamta, bezpruderyjna przygoda w ogrodzie kolegi nigdy nie zaszła, jakby nigdy jej nie było. Iwonka za każdym razem potrafiła stworzyć inną atmosferę.
W tej chwili moja mała dziewczynka była o wiele bardziej niewinna, niż mogłoby na to wyglądać. Chłonąłem każdy szczegół jej ciała, każdy detal. Miałem nieodpartą ochotę opaść i wycałować ją, poczynając od palców stóp, a na czubku głowy kończąc. Oczywiście, szczególną uwagę poświęcając napęczniałej, dorodnej brzoskwince.
Nagle usiadła, oparła się o okno i, tak po prostu, powiedziała:
-Karol… chcę, żebyś mnie wziął.
Miałem problemy z przestawieniem się na inny tor. Jakbym tego nie usłyszał, wciąż pstrykałem zdjęcia.
-Karol… - odezwała się jeszcze raz.
-Tak?
-Chcę ci się oddać.
“Może, ona jest szalona”, – pomyślałem.
-Teraz?
-Karol, chcę zatopić się w tobie, zapomnieć o całym świecie i być tylko dla ciebie, tylko z tobą. Rozumiesz to?
-Iwonko…
-Karol, rozbierz się. Będziemy kochać się do samego rana.
Byłem w coraz większym szoku, a przecież tylko tego po tym spotkaniu mogłem się spodziewać.
-Iwonko, robaczku świętojański, co ty opowiadasz?
-Och Karol, chcę poczuć twojego twardego drąga w każdej mojej dziurce! - mówiła a jej głos był głęboki i ciepły.
Głos, jej słowa odbierały mi poczucie zdrowego rozsądku. Powoli prowadziła mnie w coraz większe manowce. Bez zbytniego pośpiechu pozbywała się wszystkiego, co miała na sobie. W końcu, niczym bogini, pokazała się moim oczom, a ja, jak opętany robiłem zdjęcie za zdjęciem. Chciałem utrwalić wszystko. Tak jakbym miał zamiar zatrzymać tą chwilę w czasie. Coraz bardziej podniecony, nie zastanawiałem się nad ich jakością.
-Och, zostaw ten aparat i chodź do mnie wreszcie! - westchnęła.
Znajdowała się niecałe dwa metry ode mnie. Widziałem, że przecież nie jest już małą dziewczynką. Jej ciało było zgrabne, kobiece, pełne obfitości i zaokrągleń. Tylko brać i kochać się do upadłego, kochać się, ile tylko starczy sił.
Zmrużyła oczy i uśmiechnęła się do mnie. Delikatnie gładziła się po brzuchu. Cały ciężar swojego ciała utrzymywała na jednej nodze, drugą lekko ugięła w kolanie, jakby starając się schować między udami swoją opuchniętą cipeczkę.
Po chwili odwróciła się do mnie bokiem i pochyliła do przodu. W ten sposób wyeksponowała niesłychanie ponętny tyłeczek. Jej piersi, swobodnie opadając, ukazywały naturalny kształt. Patrzyła na mnie spod gęstej grzywki ciemnymi, przenikliwymi oczami. Prowokowała:
-Popatrz, jak wyrosłam.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz