Szukaj na tym blogu

15 lutego 2020

Wujek.


58. Nie patrz tak, tylko bierz mnie.

-Nie patrz tak, tylko bierz mnie. Moja młoda cipka jest już bardzo mokra. Wiecznie nie będę czekać.


-No dobra, dziś już skończyłeś pracę, - oświadczyła żona, która właśnie weszła do biura.
W pierwszym momencie nie bardzo wiedziałem o co chodzi. 
-Tak, a co się stało? - spytałem, podnosząc wzrok znad ekranu komputera.
-Masz kurs autem.
“Znowu”, - pomyślałem.
Nie miałem ochoty na żadne wyjazdy typu: hurtownia, albo urząd skarbowy, więc dorzuciłem:
-Powiesz mi, o co chodzi?
Dobrze mnie znała, dlatego uśmiechnęła się i wyjaśniła:
-No, Iwona wybiera się na imprezę i potrzebuje szofera.
Moja druga połowa kompletnie nie była świadoma tego, co od jakiegoś czasu działo się między mną, a jej siostrzenicą. Najprawdopodobniej nikt z rodziny nie był tego świadomy. Gdyby ktokolwiek, czegokolwiek się domyślał, zapewne wisiał bym już na suchej gałęzi uwiązany za jaja. Dla mojej żony było to, po prostu, jeszcze jedno zadanie, które należało wykonać jak trzeba. Tymczasem dla mnie, sprawy miały się zupełnie inaczej. Słowo “Iwona” było w tym zdaniu kluczowe. Działało na mnie jak zaklęcie, które otwiera sezam. 
-Dobrze, powiedz tylko gdzie? - nagle zmieniłem zdanie.
-Sama nie wiem. Ona ma ci powiedzieć. Tylko mam prośbę: zawieź ją, gdzie będzie chciała i cierpliwie poczekaj. Nie poganiaj i rób to, co będzie chciała. Dziewczyna ma kilka spraw do załatwienia. Musimy być dla niej bardzo uprzejmi i życzliwi. 
“Aha, no dobrze, okej. Uprzejmi i życzliwi… wszystko w porządku, żono. Jak sobie życzysz. Postaram się wykonać to zadanie jak najlepiej”, - pomyślałem, ciesząc się w duchu na to spotkanie. 
Dopiero teraz przypomniałem sobie, że jakiś czas temu siostrzenica wyświadczyła nam sporą przysługę i moja kochana żoneczka chciała się w ten sposób zrewanżować. 
-No dobra, zrobi się, - powiedziałem, starając się ukryć gromadzące się we mnie emocje.
Rozsadzała mnie radość i, dziecięca wręcz, ekscytacja. Iwonkę to ja mogłem wozić po całej okolicy, w tę i z powrotem, nawet pięćdziesiąt razy. Zabrałem swoje rzeczy, wyszedłem i wsiadłem do samochodu. Kiedy znalazłem się pod jej blokiem, nie musiałem długo czekać. Usadowiła się na przednim fotelu. Jak zwykle, ubrana była tak, jakby chciała poderwać chłopaka. Miała na sobie krótką spódniczkę i koszulkę na ramiączkach. 
-Cześć mała, - odezwałem się na przywitanie.
-Cześć. Tylko nie mów do mnie mała.
-Dobra, dobra… gdzie mamy jechać?
-Tam, - wskazała przed siebie, nie zastanawiając się.
Posłusznie ruszyłem.
-A teraz? - spytałem przy najbliższym skrzyżowaniu.
-W prawo, - powiedziała.
Dostaliśmy się na trasę wylotową z miasta.
-Jesteś pewna? - rzuciłem z niepokojem.
-No, tak. Nie przejmuj się. Wszystko jest w porządku.
“Aha, jak tak to dobrze.” - pomyślałem. 
Mijałem kolejne przecznice, ale nie miałem pojęcia dokąd zmierzamy i co też wymyśliła moja niesforna kuzyneczka. No i, kiedy opuściliśmy teren zabudowany kazała mi skręcać w coraz gorsze i węższe i gorsze drogi. Gdzieś w połowie tej eskapady miałem już pewność, że ten wyjazd to jej kolejny finezyjny numer, który wykręciła i mnie i wszystkim pozostałym. 
Nagle, ni stąd ni zowąd, znaleźliśmy się w szczerym polu… a raczej w zbożu. Tak, to było pachnące żyto. Przyznam, że to był piękny widok: wszędzie, jak okiem sięgnąć rozciągały się złote łany. Zapatrzony i zachwycony nie spostrzegłem, że polny trakt się urwał. Dalej nie było już nic.
-Wysiadaj, - powiedziała stanowczo.
-Tutaj?! - spytałem z niedowierzaniem.
-No, tutaj.
Chcąc, nie chcąc, opuściłem pojazd, a ona od razu zaczęła się rozbierać. Z wrażenia aż otworzyłem usta.
-No, na co czekasz?! - rzuciła, widząc moją zaskoczą minę.
Mimo, iż była bardzo piękna, zgrabna i podniecająca, po tym, co zrobiła, patrzyłem na nią jak na ufoludka.
-Eee… ale…
-No, co… nie chcesz się kochać? - powiedziała tak, jakby to było oczywiste. 
-Eee.. no wiesz… chcę, tylko…
-Nie ma co narzekać. Jedyna taka okazja, wujaszku. Seks na łonie natury. No, wyskakuj z ciuchów.
W końcu niemal mechanicznie zrzuciłem z siebie ubrania. Kiedy tak stałem ze, sterczącym jak rakieta, kutasem, nagusieńka i cholernie podniecająca, odezwała się z irytacją:
-Nie patrz tak, tylko bierz mnie. Moja młoda cipka jest już bardzo mokra. Wiecznie nie będę czekać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...