Szukaj na tym blogu

17 lutego 2020

Wujek.


60. Po same jaja.

Zaczęła powoli opadać i opadać, aż wszedłem w nią do samego końca, po same jaja. Swoim ciężarem rozgniatała mój worek. Byłem półprzytomny z rozkoszy.


Znowu wystawiła do góry swój ponętny tyłeczek. Podpierając się na łokciach i kolanach wygięła się, jak mała suczka, która potrzebuje porządnego ruchania. Jej piersi, co chwilę ocierały się o szorstki koc, a dupcia, niczym paszcza krokodyla, zachłannie pożerała moją wielką parówkę. Na wyprostowanych ramionach i stopach, sztywny, jak struna opadałem i unosiłem się. Mój kutas, niczym taran wdzierał się między jej pośladki. Szedł do samego końca, nie zważając na przeciwności losu. Jej dziurka była niesłychanie ciasna, ale wazelina ułatwiała ruchy mogłem rżnąć ją do utraty tchu. 
-Aaaaaach, aaaaach, aaaaach!!! - wyrywało się co chwilę z jej szeroko otwartych ust. 
Byłem niczym dorodny ogier, który wdarł się na piękną klacz. Podbródkiem opadłem na jej, wysoko uniesioną, głowę i zamknąłem oczy. Na swojej szyi czułem miękkie, aksamitne włosy. Było mi cudownie. Trząsłem się i stękałem. Miałem wrażenie, że tryskam w nią przy każdym, kolejnym pchnięciu, ale nic takiego się nie działo. 
Po kilku minutach postanowiła zmienić pozycję. 
-Połóż się i rozsuń nogi, - nakazała.
Bez najmniejszego protestu wykonałem polecenie. Weszła na mnie, na moment zawisła nad moimi biodrami i zakręciła tyłeczkiem: najpierw w lewo, a później prawo. Chciała, by wszystko poszło jak najlepiej. Sadowiła się, jak jeździec w siodle. Po chwili chwyciła w rączkę śliskiego, twardego węża i, wydając z siebie przeciągłe westchnienie, wepchnęła go tam, gdzie siedział wcześniej. Wlazł w nią z charakterystycznym mlaśnięciem, niczym wielka dżdżownica w wilgotną ziemię. 
-Ooooch Booooże, zaraz się spuszczę!!! - krzyknąłem na całe gardło.  
Wrażenie było nieziemskie. Chwyciłem ją z pośladki. Chciałem je rozsunąć, by zrobiło się choć trochę luźniej, ale ona, tak mocno, zaciskała mięśnie, że to nie dało. Jej kanalik był, jak błogosławieństwo dla mojego spragnionego kutasa. Odpływałem w niebyt rzeczywistości. 
Zaczęła powoli opadać i opadać, aż wszedłem w nią do samego końca, po same jaja. Swoim ciężarem rozgniatała mój worek. Byłem półprzytomny z rozkoszy. Odchyliła się nieco do tyłu i oparła dłonie na moich udach. Chwyciłem ją za biodra, ale nie po to, by naciskać, lecz po to, by choć z małym stopniu, kontrolować jej ruchy. Całym moim ciałem szarpały już niekontrolowane skurcze.
-Aaaaaahhhh, aaaaaaahhhh… jak wspaniale mnie wypełniasz, wujaszku. Aaaaaach, jak głęboko we mnie wchodzisz! - jęczała.
Jeszcze trochę, a sprawa byłaby zakończona. Spojrzałem na jej twarz: była spocona zmęczona, całkowicie zatracona w tej miłosnej, gorącej zabawie. Po jakimś czasie nie wytrzymała i opadła brzuchem na mój tors. W tej samej chwili jej piersi znalazły się na wysokości mojej twarzy. Chciałem je poczuć. 
Uniosłem głowę, szeroko otworzyłem usta i zachłannie pochłonąłem jeden sutek. Jęknęła, a na jej buzi ujrzałem słodki, rozbrajający uśmiech. Chwyciłem ją w pasie, a ona położyła swoje rączki na moich dłoniach. Teraz sam poruszałem biodrami. Wszystko po to, by móc ją lepiej penetrować. Wiedziałem, że to już koniec i wcale nie miałem ochoty tego powstrzymywać. 
-Ooooooch, Iwonko, Iwonko!!! - jęczałem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...