45. Uśmiech szczęśliwej, spełnionej dziewczyny.
Poddawała się moim zabiegom z pełnym zaufaniem, jak pacjentka w gabinecie odnowy. Na jej twarzy malował się błogi, spokojny uśmiech, uśmiech szczęśliwej, spełnionej dziewczyny.
-Iwonko? - zapytałem niepewnie.
-Tak?! - powiedziała zwracając głowę w moją stronę.
-Chciałbym pokazać ci coś jeszcze…
Patrzyła na mnie i cierpliwie czekała.
-Mogę? - odezwałem się jeszcze raz.
uśmiechnęła się ciepło.
-No pokaż.
Tylko na to czekałem. Szeroko rozchyliłem jej uda, ukląkłem między nimi, a następnie chwyciłem jej nogi w okolicach kostek i zgiąłem w kolanach. W ten sposób unieruchomiłem ją całkowicie. Była bezradna, jak małe dziecko, a ja miałem nieograniczony dostęp do jej skarbu. Opadłem na nią biodrami i wpakowałem się w jej rozpaloną szparkę swoim, twardym jak skała, grotem.
-Ych! - stęknęła cicho.
Wystraszony, znieruchomiałem.
-Iwonko? - spytałem zatroskanym głosem.
Czekałem na jej reakcję.
-Wujku, - jęknęła cicho.
Patrzyłem w jej śliczne granatowe oczy. BYłem ciekaw, o co jej chodzi.
-Wujku… - powtórzyła, jakby to było bardzo ważne.
-Tak, Iwonko?!
Znów się uśmiechnęła.
-Straszny dzikus z ciebie, wiesz?!
Śmiała się rozbrajająco.
-No wiesz… może? - mruknąłem.
-Wiesz wujku, włazisz we mnie, jak jakiś małpolud z dżungli.
Nie ma co, potrafiła się ze mną drażnić i doprowadzać mnie na sam szczyt podniecenia.
-Noooo! - fuknąłem jak bawół, czując, że zaraz znowu się zacznie.
Trzymałem ją za łydki i z wolna poruszałem biodrami. Byłem zachwycony.
-Ych, och, ach!!! - wzdychała coraz głośniej.
Raz, dwa, raz, dwa… - posuwałem ją równo i miarowo. Nie chciałem się nigdzie spieszyć. Chciałem poczuć każdy ruch.
-Ach, ach, aaaaach!!! - wydobywało coraz głośniej się z jej gardła.
Po chwili odwróciła się na plecy, a ja wszedłem w nią do przodu. W ten sposób chciałem wyrzucić ją na orbitę. poza tym, cudownie było patrzeć na jej młodziutkie, zdrowe ciało. Jej piersi unosiły się i opadały w rytm szybkiego oddechu, brzuszek zwijał się w spazmatycznych skurczach, a głowa przechylała się raz na prawo, raz na lewo w sposób zupełnie niekontrolowany. Obserwowałem tylko naprężające się kolejne partie mięśni. Była już bardzo blisko.
Wchodziłem, wychodziłem, wchodziłem wychodziłem…
-Ooooch, oooooch, ooooooch!!! - dyszała przeciągle.
Nagle odwróciła się na bok i zacisnęła uda.
-Wuuuuujkuuuu!!! - zamiauczała, jak kociak.
Spod przymkniętych powiek, uśmiechała się do mnie słodko. Rozkładała mnie na łopatki tym swoim spojrzeniem.
Zwolniłem.
Zwolniłem.
-Dobrze ci, mój mały motylku? - spytałem z czułością.
-Ooooooch wujaszku! - zakwiliła.
Wchodziłem i wychodziłem, wchodziłem i wychodziłem… poruszałem się w niej powoli, bardzo powoli. Przez moje ciało przebiegały już słodkie dreszcze.
-O-o-oooooch Karloooolu! - jęczała trzęsąc się na całym ciele. Bardzo mocno zaciskała mięśnie swojej młodej pizdeczki. Później włożyła rękę pod swoją głowę. Jedną dłonią ująłem jej udo, a drugą chwyciłem za biodro i spokojnie, bez pośpiechu penetrowałem jej ciasne wnętrze.
-Taaaak, taaaaak, taaaaak! - dawała znać, że jest już bardzo blisko.
Poddawała się moim zabiegom z pełnym zaufaniem, jak pacjentka w gabinecie odnowy. Na jej twarzy malował się błogi, spokojny uśmiech, uśmiech szczęśliwej, spełnionej dziewczyny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz