Szukaj na tym blogu

6 lutego 2020

Wujek.


49. Trawka już dawno wzeszła.


-Wygoliłaś ją, - szepnąłem, podekscytowany. Z łomoczącym sercem robiłem zbliżenie. To był istny cud natury. -Tak, - rzuciła rezolutnie, – jak widzisz, na moim trawniczku trawka już dawno wzeszła. 



Już kolejnej niedzieli spotkaliśmy się w domu jednej z jej koleżanek. Agnieszka, wraz z rodzicami, wyjechała na weekend do swoich dziadków, więc całe mieszkanie mieliśmy tylko dla siebie. Wiedzieliśmy, że nikt nam nie będzie przeszkadzał. Wszystko miało być tak jak ona chciała. 

Kiedy wyjąłem swój stary, wysłużony aparat, uśmiechnęła się tylko i powiedziała:

-Och Karol, daj spokój, mam dużo lepszy.
Nigdy bym się tego po niej nie spodziewał. Oczy same mi się uśmiechnęły, gdy zobaczyłem profesjonalną wypasioną lustrzankę  marki Nikona. 
-Te zdjęcia muszą być dla ciebie bardzo ważne, - stwierdziłem patrząc na daleko wystający obiektyw. - Ktoś, kto wybiera taki sprzęt, chce wyglądać idealnie.
Pokiwała tylko głową, tajemniczo się uśmiechając. Nie było na co czekać. Byłem bardzo podekscytowany, zresztą, ona także. Kiedy znalazłem się z nią w dużym pokoju od razu zrozumiałem, o co jej, tak naprawdę, chodziło. Na pewno nie takich zdjęć się spodziewałem. 
Zamknęła za sobą drzwi i powoli zaczęła ściągać z siebie tę swoją bajkową kreację. Bez pośpiechu odsłaniała coraz większe fragmenty swojego słodkiego ciałka. Jak nawiedzony naciskałem spust migawki, nie dbając o ilość wykonywanych kopii. Moje podniecenie, od razu wystrzeliło do nieba. 
-Jesteś niesamowita, - odezwałem się z podziwem.
-Tak? Dlaczego? - odpowiedziała, jakby zupełnie nie wiedziała o co chodzi. 
-Dziewczyno, przestań. Robisz dla mnie prywatny striptiz i jeszcze się pytasz?!
Czegóż więcej mogłem oczekiwać od życia? Było cudownie, idealna chwila, idealna fotomodelka. Tylko bałem się, że ten cudowny sen za chwilę pryśnie, jak bańka mydlana. Drżałem, nie mogąc utrzymać aparatu.
-Tak, rzeczywiście, robię dla ciebie striptiz, a ty… ty jesteś moim prywatnym fotografem, - dokończyła patrząc mi w oczy. 
Wiedziałem, że na robieniu zdjęć się nie skończy. Nie mógłbym wyjść stamtąd, bez porządnego spenetrowania wszystkich jej ciasnych dziurek. Nie to czymś takim. 
Od razu zdałem sobie sprawę, że nie była tam pierwszy raz. Wszystko bardzo dokładnie przemyślała, przygotowała każdy szczegół. Doskonale pamiętam to okno: szeroki solidny parapet a na mim mięciutki, pluszowy kocyk i jasiek. Przecież musiała wiedzieć, jakie rekwizyty będą jej do tego potrzebne.
Po chwili leżała na plecach, a jej kreacja znajdowała się w artystycznym nieładzie. Góra sukienki ściągnięta była do dołu, poniżej piersi, a dół podwinięty powyżej wzgórka łonowego.
Pochyliła głowę w moją stronę, niedbale rozrzucając włosy na poduszce. Zmrużyła oczy, a usta złożyła w tajemniczy uśmiech Mona Lizy. 
Miałem problemy z utrzymaniem równowagi. Moje nogi były jak z waty. Ona, naprawdę, zachowywała się jak modelka. Prawą ręką dotknęła szyi, a lewą ułożyła na posłaniu. 
-Wyobraź sobie, że moje ciało jest dziełem sztuki, wujaszku, - odezwała się cicho.
-Nie muszę sobie wyobrażać Iwonko, - odpowiedziałem z zachwytem. 
Kutas mało spodni mi nie rozerwał. Robiąc zdjęcia skupiłem się na jej cipeczce. Jej wzgórek w istocie był wzgórkiem i to nie tylko z nazwy. To było idealnie wypiętrzone, doskonale uwypuklone wzniesienie pomiędzy jej udami. 
-Wygoliłaś ją, - szepnąłem, podekscytowany.
Z łomoczącym sercem robiłem zbliżenie. To był istny cud natury.
-Tak, - rzuciła rezolutnie, – jak widzisz, na moim trawniczku trawka już dawno wzeszła. 
-No, niechybnie. Chyba najwyższy czas już, - mruknąłem pod nosem.
Pokiwała głową i uśmiechnęła się jeszcze cieplej.
Nie mogłem się nacieszyć tym widokiem. 
-Trzeba przyznać, że zrobiłaś to perfekcyjnie, - pochwaliłem.
-Eeee… trochę włosków jeszcze zostało, - westchnęła zalotnie.
Byłem tak podniecony, że myślałem, iż za chwilę eksploduję.
-No co ty, gdzie? - dopytywałem, zapraszając ją do dalszej zabawy.
Palcem wskazała okolice warg sromowych. Rzeczywiście, dostrzegłem tam kilka rzędów zakręconych kędziorków, ale wyglądały przecudnie. 
-Ach, to nic… są urocze, - zachwycałem się. - Wiesz, wyglądają, jak rzęsy.  
Spojrzałem na jej twarz. Zdawało mi się, że trochę się czerwieni. Kiedy znowu powróciłem do robienia zdjęć jej uda były skromnie ściągnięte do siebie. Przykląkłem, moja głowa znalazła się na równi z jej ciałem. Wpatrywała się we mnie spokojnym, przenikliwym, ale pełnym zaufania wzrokiem.
Szybko wczułem się w rolę artysty, próbującego oddać istotę jej kobiecego piękna. Była śliczna. W jakiś sposób wciąż mnie o nie śpiewała, ale mimo to, niesamowicie bardzo mocno podniecała. Owal jej buzi był perfekcyjnie wyrzeźbiony, już nie dziecięcy, ale jeszcze nie dorosły. No i te jej oczy, prawie zupełnie granatowe.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...