64. Zabawię się moim fiutem.
Pomyślałem sobie, że jak zabawię się moim fiutem, to ona nawet tego nie zauważy. W najwyższym podnieceniu, drżąc już z samego wrażenia, ostrożnie ująłem go w dłonie.
Kropelki potu na jej brzuchu robiły się coraz większe i powoli, jakby i od niechcenia, spływały w stronę napęczniałej cipeczki. Później, tak, jakby nagle zmieniły zdanie, przybrały inny kierunek i, omijając gładki wzgórek, płynęły pachwinami prosto do anusika. Bardzo chciałem opaść na kolana i zlizać je wszystkie, a kiedy już nie będzie ani jednej, chwycić w usta soczyste płatki jej różyczki, bawić się ich fakturą i smakiem, aż dostanie orgazmu.
Już po chwili rozkosz patrzenia, zaczęła przerastać możliwości mojego panowania nad własnym ciałem.
Cichutko, żeby nie zbudzić, obszedłem ją dookoła i zatrzymałem się z drugiej strony. Jej głowa pochylona była na jeden bok, a czoło mocno spocone. Zrozumiałem, że jeśli nic nie zrobię wkrótce dostanie udaru słonecznego, lecz mimo ryzyka, postanowiłem wykraść kilka chwil tego cudownego doświadczenia.
Cichutko, żeby nie zbudzić, obszedłem ją dookoła i zatrzymałem się z drugiej strony. Jej głowa pochylona była na jeden bok, a czoło mocno spocone. Zrozumiałem, że jeśli nic nie zrobię wkrótce dostanie udaru słonecznego, lecz mimo ryzyka, postanowiłem wykraść kilka chwil tego cudownego doświadczenia.
Jej piersi wyglądały tak, jakby były napompowane, a sutki sterczały wskazując dwa różne kierunki na niebie. Dalej, gdzieś w perspektywie majaczył jej pępuszek, jak miniatura oceanu, po brzegi wypełniony słoną cieczą i cipka między szeroko rozchylonymi udami. Jej skóra miała lśniący, oliwkowy odcień.
Zatoczyłem krąg i jeszcze raz zatrzymałem się między jej nogami. Przykląkłem, by lepiej przyjrzeć się jej szparce. Była tak blisko, tak słodko pachniała, jej ciało przywodziło na myśl górzysty, pustynny teren. Jej powieki wciąż były opuszczone. Wydawało mi się że mocno śpi.
Zatoczyłem krąg i jeszcze raz zatrzymałem się między jej nogami. Przykląkłem, by lepiej przyjrzeć się jej szparce. Była tak blisko, tak słodko pachniała, jej ciało przywodziło na myśl górzysty, pustynny teren. Jej powieki wciąż były opuszczone. Wydawało mi się że mocno śpi.
Wstałem z kolan i patrzyłem, w żaden sposób nie mogłem zrezygnować z tej darmowej galerii sztuki, gdzie twórcą był sam Bóg. Jak mogłem grzeszyć, mając do dyspozycji tak cudowne piękno?
Stanąłem nieco z boku. Poruszyła się nieznacznie, zmieniła pozycję. Jedną nogę zgięła w kolanie, rękę podsunęła pod głowę, ale wciąż spała. Pomyślałem sobie, że jak zabawię się moim fiutem, to ona nawet tego nie zauważy. W najwyższym podnieceniu, drżąc już z samego wrażenia, ostrożnie ująłem go w dłonie. Był gruby, sztywny, jak pal, gorący, tętniący podnieceniem. Najmniejszy dotyk w tym miejscu, przyprawiał mnie o silne zawroty głowy.
Kiedy zacząłem poruszać dłonią, Iwonka, nie otwierając oczu, uśmiechnęła się.
-Mówiłam ci, że nie możesz go dotykać, - powiedziała.
Moje serce zaczęło walić, jak szalone. Przyłapała mnie. Jak poparzony cofnąłem rękę. Wstydziłem się tego, co zrobiłem, ale moje pożądanie pojechało wysoko w górę.
-Przepraszam, - stęknąłem.
Nie ruszając się nawet na centymetr, powiedziała:
-To, że możesz na mnie patrzeć, nie oznacza, że możesz się nim bawić. Zrozumiano?!
Zaciągnąłem się głęboko powietrzem i pokiwałem głową.
-Och, robaczku ty mój, wiesz, jak się męczę?!
Uśmiechała się, ale nie otwierała oczu.
-Wiem, rozumiem, ale nie pozwalam. Przestań robić sobie dobrze, bo cała twoja energia potrzebna jest mnie, a nie tobie. Wezmę ją sobie wtedy, kiedy uznam, za stosowne.
Odwróciła się na plecy. Wlepiłem wzrok w jej pośladki.
-Kurwa mać, Iwona, ja dłużej nie wytrzymam! - jęknąłem jak z bólu.
Śmiała się.
-Wytrzymasz, wytrzymasz… Tylko pomyśl, jaka nagroda czeka cię na koniec.
-Wiesz co?! Lepiej już teraz mnie dobij, albo daj się wyruchać.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz