189. Zdeprawowanie go do końca.
Były momenty, że celowo otwierałem przed nim świat moich wyuzdanych przeżyć, z niektórych, powiedzmy sobie, burzliwych okresów życia, aby bez zbędnych słów, mógł poznać, jaki jestem w rzeczywistości. Pozornie miało to na celu, uświadomienie mu, jaki on sam stanie się za te kilkadziesiąt lat, a tak naprawdę, było czystym i wyrachowanym sposobem na zdeprawowanie go do końca, odarciem ze wszelkich złudzeń.
Powiedzmy, że młodsze ja przed moim przybyciem tutaj było trochę naiwne i romantyczne. Jak dziecko, idealizowało wszystko dookoła, co nie zmienia faktu, że jego myśli prawie bez przerwy krążyły wokół seksu. O nie, młody Robert, na pewno nie był niewiniątkiem, za jakiego chciał, żeby czasami go uważali znajomi. W innym wypadku nie zdecydowałbym się odwiedzić swojej przeszłości, a jeśli już, to na pewno nie w tym celu.
Trzeba było tylko iskry zapalnej, aby maszyna ruszyła. Najprawdopodobniej, w momencie, kiedy nastąpiło nasze połączenie powstała mieszanka wybuchowa. Byłem tego świadomy. Czułem, że coś się dzieje, że on już jest inny niż kiedyś. Tak mi się przynajmniej zdawało. Poza tym było coś jeszcze.
Określiłbym to w ten sposób. Nieszczelny układ blokowania myśli coraz częściej przepuszczał w jego stronę wspomnienia moich doświadczeń życiowych, niekoniecznie tych grzecznych i przyzwoitych. To także musiało mieć na niego zgubny wpływ. Nie zawsze i nie do końca umiałem nad tym panować. Zresztą teraz już nawet nie chciałem. Tak czy inaczej, księdzem pewnie by już nie został. Czasami się nad tym zastanawiał. Chociaż… hehehe… kto wie? Życie czasem pisze zaskakujące scenariusze.
Były momenty, że celowo otwierałem przed nim świat moich wyuzdanych przeżyć, z niektórych, powiedzmy sobie, burzliwych okresów życia, aby bez zbędnych słów, mógł poznać, jaki jestem w rzeczywistości. Pozornie miało to na celu, uświadomienie mu, jaki on sam stanie się za te kilkadziesiąt lat, a tak naprawdę, było czystym i wyrachowanym sposobem na zdeprawowanie go do końca, odarciem ze wszelkich złudzeń. Przynajmniej jeśli chodzi o tę konkretną dziedzinę życia. Nie zastanawiałem się, czy jest to dobre, czy złe, po prostu w tej chwili chciałem wykorzystać to do swoich celów.
Powiedzmy sobie szczerze, jakoś specjalnie się z tym przed nim nie kryłem. Tak mi się przynajmniej zdawało. W każdym bądź razie nie wydawało mi się, aby poniósł w tym względzie jakąś wielką stratę. On także miał w tym swój interes, o czym doskonale wiedział.
Użyczał mi swojego młodego ciała, pełnego testosteronu, tak, żebym znów mógł poczuć się młodym i silnym. Ja, natomiast, dawałem mu coś, czego w tej chwili w inny sposób nie mógł zdobyć - doświadczenie. Razem tworzyliśmy tandem, któremu żadna kobieta, czy to młoda, czy starsza, nie była w stanie się oprzeć. Teraz dopiero zaczynaliśmy to dostrzegać ze wszystkimi szczegółami.
Nie wiem, dlaczego akurat tak się stało. Nie wiem, dlaczego akurat ten obraz pojawił się w mojej świadomości. Nie wiem, dlaczego teraz. Co, jak co, ale tego nie mogę wyjaśnić. Po prostu naszła mnie taka myśl. Może chciałem mu to pokazać. Chciałem? Tak, chciałem mu pokazać coś więcej, niż to, czego doświadczył teraz, tutaj z moim udziałem. Tak wiele już razem przeżyliśmy i co raz mniej było rzeczy, którymi mogłem się przed nim pochwalić.
No cóż, Irena była moją koleżanką z pracy. W momencie, kiedy to się działo, wtedy przed laty, w mojej rzeczywistości, miałem nieco ponad czterdziestkę, ona była o dychę młodsza. No cóż, mężatka z dwójką dzieci. Od kilku miesięcy, dość regularnie, spotykaliśmy się u niej w domu. Ani ładna, ani brzydka, taka sobie, powiedzmy, przeciętna. Bardzo przeciętna? No nie wiem. Tak naprawdę, trudno mi to ocenić. Dlaczego właśnie ona? Nie wiem. Może dlatego, że w jakiś sposób mnie kręciła. Podniecała, rajcowała… nie wiem jak to ocenić.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz