Szukaj na tym blogu

2 września 2020

Projekt: "Przyszłość".

181. Więc, co robimy? 

-Więc, co robimy? - spytałem.  W tej samej chwili na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Bardzo szeroki, bardzo serdeczny i szczery. Takiego jeszcze u niej nie widziałem. Wiedziałem, że za tym uśmiechem kryje się dojrzała kobieta a nie nastolatka, kobieta, która doskonale zdaje sobie sprawę, czego pragnie.  -Co, co, co… Jebać to! Bawmy się dobrze i tyle. 


Teraz ja usiadłem - trochę wygodniej. Tak mi się przynajmniej zdawało. Tak naprawdę, chyba chciałem tylko poruszyć swojego kutasa, który już kompletnie nie dawał mi spokoju. Tak jakby nic się nie działo, podniosłem się i jeszcze raz usiadłem. Nieco dalej. Gdybym był w ubraniu, wszystko miałoby zupełnie inny charakter. Niestety, byłem kompletnie nagi, nagi i podniecony na maksa. Potrzebowałem solidnego ruchania. Nie mogłem pozbyć się myśli o seksie. Tylko to było mi w głowie. 
Usiadłem, szerzej ustawiając nogi i uwalniając jaja. Penis swędział i domagał się dotyku, pieszczot. Moja ręka odruchowo pojechała w jego stronę i, niejako przy okazji, poprawiła ułożenie. Byłem przekonany, że za chwilę trysnę. Zdawało mi się, że ta ruda dziewczyna pochyla się i bierze go do buzi. Naprawdę, takie miałem wrażenie. Niemal to widziałem własnymi oczami. Czułem jej słodką, zaciskającą się na moim trzonie buzię i westchnąłem z wrażenia. Lęk i niepewność były jednak dużo silniejsze.
-Tym bardziej, chcę wrócić, - stwierdziłem, - Może jeszcze nie jest za późno.
-Aha, jeszcze jedno. Podpisałeś kontrakt na dwa lata… 
Patrzyła na mnie. Jej oczy błyszczały. Znów były jakieś inne. Znów miałem wrażenie, że następuje przeskok między jedną a drugą rzeczywistością. 
-Co? 
“Cholera jasna!” - pomyślałem. 
Jeszcze raz powróciła wizja z kutasem. Stałem, a ona klęczała u moich stóp. Trzymała go swoją drobną rączką i całowała, obrabiała ze wszystkich stron przy użyciu dużej ilości śliny. 
“Jezu, czy to się nigdy nie skończy?!” 
Chciałem seksu, potrzebowałem seksu, ale jednocześnie tak bardzo się bałem. 
-Nie czytałeś dokładnie, co? Jaka szkoda. A trzeba było. Nie masz możliwości powrotu przed upływem dwóch lat.
-Jak to? - rzuciłem, zaskoczony, - Powiedzieli, że w każdym momencie… 
Pochyliła się w moją stronę, pozwalając włosom opaść do przodu, następnie zrobiła minę rozkapryszonej, nieco rozbawionej dziewczynki, a na koniec wybuchła śmiechem.
-Hahahaha… mnie też tak powiedzieli. Człowieku, zastanów się, takich pieniędzy nie daje się za nic. 
Miałem wrażenie, że rzeczywiście czas działa na moją niekorzyść. Z każdą upływającą minutą stawałem się coraz bardziej miękki, bezradny wobec jej uroku, wobec swojego podniecenia. 
-Więc, co robimy? - spytałem. 
W tej samej chwili na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Bardzo szeroki, bardzo serdeczny i szczery. Takiego jeszcze u niej nie widziałem. Wiedziałem, że za tym uśmiechem kryje się dojrzała kobieta a nie nastolatka, kobieta, która doskonale zdaje sobie sprawę, czego pragnie. 
-Co, co, co… Jebać to! Bawmy się dobrze i tyle. 
Wciąż jednak nie byłem w stu procentach pewny, czy dobrze robimy. Kto mógł przewidzieć, jak to wszystko się skończy. Przed moimi oczami wciąż majaczył dom. Teraz, co prawda, znajdował się on w oddali, ale jednak gdzieś tam był. To była moja przystań, do której miałem wrócić. Nie wiem, jednak, jak to się działo, ale im dłużej tu przebywałem, tym miałem większe przeświadczenie, że coraz mniej mnie z nim łączy. 
-Ale jak tak można! Jej...twoja przyszłość… - starałem się bronić.
Odpowiedziała gwałtownie.  
-Jaka moja… ja już mam swoją przeszłość i przyszłość… ty także…
Nie mogłem się pogodzić z tym, co się działo.
-A oni? 
-Oni są tylko falą prawdopodobieństwa. Kiedy wrócisz, jeśli wrócisz, ich nie będzie: ani jej, ani jego. 
To jedno stwierdzenie wystarczyło, aby obedrzeć mnie z resztek złudzeń. 
-Jak to? - spytałem, jakbym chciał to z siebie wyprzeć. 
Jeszcze mocniej pochyliła głowę. Część włosów opadła na jej twarz. Miałem wrażenie, że mimo tej niecodziennej sytuacji, ona po prostu mnie uwodzi. 
-Przecież to tylko zapis w komputerze, - powiedziała, - Tylko zapis i na dodatek ogromnie niekompletny. 
-Przecież ona… ona popełniła samobójstwo… - próbowałem jakoś bronić starych zasad. 
Nie przejęła się. Na wszystko miała odpowiedź. 
-Tak. W jednej z kilkudziesięciu możliwości… Pomyśl… idziesz przez ulicę i zastanawiasz się, czy przejść na czerwonym świetle… Mówisz: nie, poczekam na zielone. I dobrze. Żyjesz. Ten drugi, który zdecydował inaczej… sam rozumiesz… I tak z każdą, dosłownie każdą decyzją… 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...