197. Zabiję cipę.
Dopiero teraz całe napięcie zaczęło ze mnie szybko uchodzić. Miałem wrażenie, że ktoś nagle otworzył butelkę coca-coli. Najpierw zrobiło mi się bardzo gorąco. Spociłem się w jednej sekundzie. Później poczułem, jak moje serce zaczyna łomotać, a dopiero na samym końcu przyszła refleksja: “Zabiję cipę, normalnie ją zabiję!”
Dokładnie w tym samym momencie rozległo się pukanie do drzwi. Jeszcze nie do końca uświadamiając sobie, co się właściwie stało, w czym rzecz, zesztywniałem, jakby poraził mnie prąd. Można powiedzieć, że byłem już przewrażliwiony na tym punkcie. W takich sytuacjach dość łatwo zapomnieć, gdzie człowiek się znajduje i jakie obowiązują zasady.
Przecież nie byłem u siebie w domu, ze swoją żoną. Nie byłem w swojej sypialni, gdzie miałem swój azyl, gdzie kompletnie nikt nie miał wstępu. To nie było to miejsce, a czasami tak mi się zdawało. Szczególnie teraz, kiedy zanosiło się na kolejny numerek, lub na całą serię numerków, gorących, ostrych numerków z tą niesamowitą dziewczyną. Och nie, z dwiema dziewczynami! Och, jakie to wszystko było skomplikowane.
W każdym bądź razie zesztywniałem. W pierwszym momencie nie byłem pewny, czy to do nas ktoś puka. Miałem wrażenie, że do pokoju obok. Nasłuchiwałem uważnie. Julka automatycznie podniosła się i zakryła kołdrą. Po jakimś czasie dotarło do mnie, że to był dość bezradny ruch, który i tak nic nie dawał. Przecież, gdyby to był któryś z wychowawców, nie miałoby znaczenia, czy ona jest czymś okryta, czy nie. Awantura byłaby jednakowa. No, może mniej by się zgorszył.
Tak czy inaczej. Nasłuchiwałem. Pukanie powtórzyło się, a my tak trwaliśmy, w oczekiwaniu, kompletnie wybici z rytmu nie wiedząc, co zrobić, jak się zachować.
Mijały kolejne cenne sekundy i dopiero po dłuższej chwili zacząłem myśleć racjonalnie. Pierwszym spostrzeżeniem, jakie przyszło mi do głowy, to to, że mamy przecież dodatkowe wyjście na zewnątrz i ona w każdej chwili… no praktycznie w każdej, może, po prostu, wymknąć się na dwór i nikt jej tu nie zastanie.
Natomiast realizacja tego pomysłu wcale nie była taka prosta.
“Cholera jasna”, - pomyślałem, - “przecież jesteśmy kompletnie nadzy, w pokoju panuje taki bałagan, jakby przeszło przez niego tornado, a w powietrzu unosi się intensywna woń naszych ciał”.
Zapach był tak mocny, że w żaden sposób nie dało się tego nie czuć. Nasza wychowawczyni musiałaby być albo ślepa, albo głucha i do tego jeszcze zupełnie nie mieć węchu. No ale na to raczej nie mogłem liczyć.
Jakoś otrzeźwiałem i zacząłem się rozglądać w poszukiwaniu swoich i jej ubrań. To było tak jakbyśmy znaleźli się w dzikim, nieznanym terenie i walczylibyśmy o przeżycie. Znalezienie naszej garderoby było, jak poszukiwanie wody w buszu. Wszystko powywracane do góry nogami. Nawet nie wiem, jak udało nam się, w tak krótkim czasie, dokonać takich zniszczeń.
Pukanie powtórzyło się, a po kolejnej minucie usłyszałem znajomy głos zza drzwi.
-Otwórzcie, to ja, Marzena. Mam coś ważnego do przekazania Julce.
Dopiero teraz całe napięcie zaczęło ze mnie szybko uchodzić. Miałem wrażenie, że ktoś nagle otworzył butelkę coca-coli. Najpierw zrobiło mi się bardzo gorąco. Spociłem się w jednej sekundzie. Później poczułem, jak moje serce zaczyna łomotać, a dopiero na samym końcu przyszła refleksja:
“Zabiję cipę, normalnie ją zabiję!”
Widziałem jak Julia patrzy na mnie, a na jej twarzy stopniowo pojawia się szeroki uśmiech.
-Ma wyczucie dziewczyna, - powiedziała po cichu.
Riposta, jaka cisnęła mi się w tej chwili na usta, nie nadaje się do publikacji. Chciałem po prostu ją udusić. No cóż, nie o to teraz chodziło. Tak czy inaczej, trzeba było otworzyć te pieprzone drzwi.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz