196. Te słowa były jak dynamit.
Te słowa były jak dynamit. Rozsadzały mnie od środka. Na dodatek ten jej wygląd. Miałem przed sobą nastolatkę, rudzielca o dziewczęcej, niewinnej buzi z bardzo zgrabnym ciałem, szerokimi biodrami i obłędnie podniecającymi cyckami. Już samo to powalało na kolana, a kiedy jeszcze zaczynała mówić w ten sposób, kiedy wiedziałem, że tam w środku jest niemalże moja rówieśniczka, doświadczona kobieta, miałem wrażenie, że szybuję już w obłokach.
Teraz założyła ramiona na szyję, ale łokciami wciąż ściskała piersi, eksponując twarde sutki. Nie wiem, czy robiła to celowo, czy tak samo jej wychodziło, ale była niesłychanie urocza, wręcz urzekająca. Nie mogłem się jej oprzeć. Nieco spoważniala, trochę zmrużyła oczy, a przez to była jeszcze piękniejsza.
-Powiedz mi, czy to, co powiedziałeś, czy to co przed chwilą powiedziałeś, to było na poważnie?
Chciałem jej. Tak bardzo jej chciałem, pragnąłem jej każdą swoją komórką, każdym swoim oddechem. Coraz bardziej zdawałem sobie sprawę, że nie będę mógł się z nią po tym wszystkim, ot tak sobie, rozstać. Nie potrafiłbym.
-Julka, Boże… przecież wiesz… - westchnąłem, czując, że brakuje mi tchu.
Po tych słowach opuściła ramiona wzdłuż ciała i zrobiła pół kroku do przodu. Zacisnęła pięści tak, jakby chciała się ze mną bić i ponownie złączyła uda.
-Chyba jednak wykorzystam cię jeszcze raz, - odezwała się, kiedy nie usłyszała z mojej strony żadnej odpowiedzi.
Wiedziałem, że jest gotowa to zrobić, że nie zawaha się nawet przez chwilę. Czułem, że znów muszę się przygotować na dłuższy, maraton maraton seksualny. Nie było rady.
Zastanawiałem się, na ile to wszystko było spontaniczne, a na ile zaplanowane przez zną. Bo, czy to wszystko mogło dziać się tak po prostu? Przecież ona znów prowokowała, stawiała wyzwania. Czułem się wolny jak ptak i zniewolony kompletnie. Odbierałem wszystko podwójnie i wszystko się mieszało.
Położyła dłonie na obojczykach, a przedramionami zgniotła swoje cycki. Znów to samo. No nie, ona musi robić to celowo?!
-Ale tak na poważnie, Robert, powiedz, czy rzeczywiście coś do mnie czujesz? - odezwała się jeszcze raz.
Odczekałem chwilę, a później nieznacznie kiwnąłem głową. Napięcie rosło, a ja myślałem, że ona się na mnie rzuci i mnie zgwałci. Patrzyła, wciąż patrzyła, patrzyła tak, jakby nie dowierzała zachwycona, a jednocześnie niepewna.
Nie umiem powiedzieć dlaczego toczyła się ta gra. Trochę dziwna, niezrozumiała i jednocześnie tak niesamowicie ulotna. Odwróciła się do mnie tyłem. Och nie tyłem. Nie tak całkiem. Trochę tyłem, trochę bokiem. Tak, pół na pół. Widocznie chciała zaprezentować mi swoje niesamowite, zgrabne i jędrne pośladki. Odwróciła głowę i obserwowała mnie. Cały czas mnie obserwowała. Czekała na moją reakcję, czekała kiedy nie będę w stanie już wytrzymać i się poddam.
-Powiedz mi… czy ci się podobam? - usłyszałem.
-Och Julka, Julka… - powiedziałem drżącym głosem.
Pokazała mi się z drugiej strony. Tym razem prezentując swoje wielkie cycki. Uśmiechnęła się serdecznie i dodała:
-Czy podoba ci się stara, pięćdziesięcioletnia baba?
Tym razem w mojej głowie pojawił się jeden wielki znak zapytania: prowokacja czy totalna szczerość?
-Julka, jaka baba, przecież ty masz ciało Afrodyty, - jęknąłem z przejęciem.
Patrzyła.
-No dobrze, w takim razie, zerżniesz mnie jeszcze raz? - powiedziała wprost.
Te słowa były jak dynamit. Rozsadzały mnie od środka. Na dodatek ten jej wygląd. Miałem przed sobą nastolatkę, rudzielca o dziewczęcej, niewinnej buzi z bardzo zgrabnym ciałem, szerokimi biodrami i obłędnie podniecającymi cyckami. Już samo to powalało na kolana, a kiedy jeszcze zaczynała mówić w ten sposób, kiedy wiedziałem, że tam w środku jest niemalże moja rówieśniczka, doświadczona kobieta, miałem wrażenie, że szybuję już w obłokach.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz