Szukaj na tym blogu

7 września 2020

Projekt: "Przyszłość".

186. Wyszła ze mnie bestia. 

No i stało się dokładnie tak, jak przewidywałem. Wyszła ze mnie bestia. Nie umiałem się opanować, aby nie pokazać ej jaki ze mnie jest skurwysyn. To było silniejsze ode mnie i w tej chwili nie miałem nad tym żadnej kontroli.


Powaliłem ją na ziemię. Dobrze, że zdążyła jakoś oprzeć się o brzeg łóżka. Ponownie wepchnąłem w jej usta swojego kutasa. Nie protestowała. Leżała tak, z głową opartą o tapczan, a ja, stojąc nad nią w szerokim rozkroku, pakowałem się jak małpolud z buszu w jej słodką buzię. Czułem tylko, jak ciężko oddycha przez nos, ale przyjmuje mnie z najwyższą rozkoszą. 
Wszystko toczyło się szybciej, niż mogłem nad tym panować, niż mogłem to świadomie rejestrować swoimi zmysłami. Upłynęło kolejne kilka minut, nie wiem, może nawet były to sekundy, a leżałem na podłodze w podobnej pozycji, jak ona jeszcze przed momentem. Leżałem oparty o tapczan, z szeroko rozsuniętymi udami i trzymałem swoją fujarę w dłoniach, starając się, aby jej wierzchołek wskazywał na lampę w suficie. Patrzyłem na nią i szczerzyłem zęby w szerokim uśmiechu. 
-Hehehe… co, widzę, że podoba ci się mój ptaszek, - powiedziałem głosem, zadowolonego z siebie, onanisty, - Chcesz go? Chcesz jeszcze? Hmmm… tylko powiedz… 
Leżała na boku obok mnie. Podpierała się na łokciu i patrząc dokładnie w moje krocze głęboko nabierała powietrza w płuca. 
-Och, nie wiem, nie wiem… - westchnęła, - jest taki wielki… och chciałabym chciałabym, ale nie wiem… 
Nie wiedziałem, która z nich to mówi, ale, powiem szczerze, od jakiegoś czasu stopniowo zaczynało być mi wszystko jedno. Te zmiany były tylko urozmaiceniem w tej gorącej grze. 
Wszelkie wątpliwości minęły, kiedy pochyliła się i, wysuwając daleko język, rozpoczęła słodkie lizanie mojego kapelusza. Skrzywiłem się tylko, jakbym wypił szklankę soku cytrynowego, starając się zapanować nad szybko zbliżającym się orgazmem. 
-O kurwa, mała, ale ty dobrze to robisz, - jęknąłem. 
Skręciłem tułów, pochyliłem się nad jej buzią i zaczęliśmy się całować. Pocałunek był długi, głęboki i namiętny. W tym samym momencie moja dłoń powędrowała w stronę jej cipeczki, wdarła się do środka i zaczęła robić tam niezły bałagan. 
Nie wiem, jak to się stało, ale następny moment, jaki pamiętam, to ten, kiedy ona leżała, oparta głową na moim podbrzuszu, a moja wielka fujara znów znajdowała się w jej słodkich usteczkach. Teraz to już naprawdę było mistrzostwo wszystkiego. Mój kutas był, naprawdę, pokaźnych rozmiarów, na dodatek był bardzo twardy i sztywny. Jej skroń spoczywała na moim brzuchu, więc, aby to narzędzie mogło trafić tam, gdzie trzeba, najpierw musiało zostać zgięte pod odpowiednim kątem. Ona tego dokonała i sam nie wiem jak jej się to udało. Wiem tylko, że przed moimi oczami na chwilę zapanowała kompletna ciemność. 
-Och kurwa, Julka, co ty ze mną robisz?! - jęknąłem z bólu i rozkoszy. 
Trzymała mnie mocno i zdecydowanie, a ja czekałem tylko na wytrysk. 
Kiedy znów mnie uwolniła i lizała sam czubek, moja dłoń automatycznie zaczęła rozrabiać między jej udami. Wjeżdżałem w jej cipkę palcami, drażniłem i pieściłem na różne sposoby, starając się jak najszybciej doprowadzić ją na sam szczyt. 
No i stało się dokładnie tak, jak przewidywałem. Wyszła ze mnie bestia. Nie umiałem się opanować, aby nie pokazać ej, jaki ze mnie jest skurwysyn. To było silniejsze ode mnie i w tej chwili nie miałem nad tym żadnej kontroli.
Nie wiem, jak do tego doszło, ale obydwoje staliśmy na podłodze. Dokładnie na środku pokoju, tam, gdzie było najwięcej miejsca. Rzuciłem się na nią jak dziki zwierz. 
nieokreślony

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...