194. Aby go zbezcześcić swoim kutasem.
Patrzył na nią, na swoją dziewczynę, na Julkę jak na anioła, który przybył z samego nieba, zbyt doskonałego, aby go dotknąć, zbyt doskonałego, aby go zbezcześcić swoim kutasem, a jednocześnie wiedział, że nie ma innego wyjścia, jak tylko go tam włożyć, ruszać szybko i gwałtownie, ruszać do momentu, aż znów wytryśnie i napełni ją swoim głębokim pożądaniem.
Wiecie co? To wcale jeszcze nie był koniec tej zabawy, zabawy w wyobrażenia, w prowokowanie młodego moimi zboczonymi myślami, moimi wspomnieniami sprzed lat. O nie, to wcale jeszcze nie był koniec. Mogła to być jedynie krótka przerwa, ale na pewno nie był jeszcze koniec. Teraz miałem w mojej głowie jeszcze jeden obraz, jeden, ale jaki. Och, aż robiło się gorąco, jemu zrobiło się gorąco, jemu było coraz trudniej wytrzymać. Chociaż, w tej chwili, zdając sobie sprawę, że stanowimy jedno, że zamieszkujemy to samo ciało, wcale nie było to takie proste.
Widziałem cipkę, jej cipkę cipkę Ireny: słodką, upojną, taką opuchniętą i na dodatek szeroko rozchyloną przez jej paluszki, rozchyloną na boki tak szeroko, jak tylko się dało. Wyglądała jak róża, z kolejnymi, warstwami płatków, jak orchidea z głębokim wąskim środkiem. Nie mogłem wytrzymać. Chciałem się poderwać i podejść do niej. Chciałem biec tam, zanurzyć w niej swoją twarz, swoje usta, poczuć jej smak i zapach, poczuć jej gorąco i wilgoć. Chciałem, tak bardzo chciałem.
W tej chwili trudno było mi ocenić, czy to ja tego chcę, czy on. Tylko on? A może my? My obydwaj? Wszak stanowiliśmy całość. No tak, ja też byłem podniecony, bardzo podniecony i także chciałem spełnienia, kolejnego, gorącego, słodkiego spełnienia.
Leżała na plecach, z nogami uniesionymi wysoko do góry, patrzyła na mnie, uśmiechała się i bawiła się swoją cipeczką. Bawiła się, prowokowała i zachęcała, a ja miałem tylko brać. Nic nie powiedziała, kiedy z szuflady wyjąłem tego długiego węża o dwóch jednakowych końcach. Nic nie powiedziała, kiedy jeden z nich wepchnąłem w tą jej opuchniętą, soczystą pizdeczkę. Westchnęła tylko głośno i przeciągle na znak, że jej się to bardzo podobało. Wszedł do środka gładko, z mokrym mlaśnięciem, rozwierając jej podwoje jak szerokie drzwi. Nic nie stało na przeszkodzie, nic nie blokowało mu drogi. Ona czekała, czekała na to, czekała na dalszy bieg wydarzeń w napięciu i wciąż szybko narastającym podnieceniu.
Sztuczny fiut był gładki, o strukturze śliskiej skóry. Jego trzon pokrywały łagodne uwypuklenia, przypominające sieć grubych żył. Jej cipka poddała się sprężyście i elastycznie, zaciskając się na nim ze wszystkich stron i wydzielając z siebie obfite ilości soków. Pchałem go coraz dalej, czując jak dziewczyna drży coraz mocniej.
To było więcej, niż mógłbym potrzebować, to było więcej, niż byłbym w stanie znieść. To znaczy, nie ja - młody, moja młodsza, niedoświadczona, wciąż podniecona osobowość, właściciel tego ciała. W jego umyśle w ciągu jednej chwili powstał totalny mętlik, zamieszanie, którego nie mógł już ogarnąć. On sam nie wiedział, czego chce. Był totalnie roztrzęsiony i podniecony na maksa.
Patrzył na nią, na swoją dziewczynę, na Julkę jak na anioła, który przybył z samego nieba, zbyt doskonałego, aby go dotknąć, zbyt doskonałego, aby go zbezcześcić swoim kutasem, a jednocześnie wiedział, że nie ma innego wyjścia, jak tylko go tam włożyć, ruszać szybko i gwałtownie, ruszać do momentu, aż znów wytryśnie i napełni ją swoim głębokim pożądaniem.
-Och Boże, Julka, Julka, Boże, jesteś taka słodka, kocham cię, - wyrzucił ze swojego zaschniętego gardła, chociaż sam nie bardzo wiedział, co to wszystko miało znaczyć.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz