347. Trzeba dokończyć to co zacząłem.
Na chwilę zatrzymałem się i nasłuchiwałem, czy aby na pewno z jej strony nie słyszę jakiegoś protestu. Kiedy jednak do moich uszu dobiegał tylko ciężki zmęczony oddech a zaraz później zapraszające westchnienie:
-Och tak, wejdź we mnie, - zrozumiałem, że nie mam na co czekać i trzeba dokończyć to co zacząłem.
Jedynym pomysłem, jaki przychodził mi do głowy było kontynuowanie rozpoczętego przeze mnie dzieła. Tym razem przygotowałem się jeszcze lepiej, bardzo dokładnie zaciskając rozpostarte dłonie w okolicach jej bioder. Nieco mocniej ugiąłem nogi w kolanach i odpychając ją od siebie wyciągnąłem swojego fiuta z jej ciasnej pizdeczki. Wyszedł jak korek z butelki szampana z głośnym, charakterystycznym szarpnięciem.
Kobieta zatrzęsła się w posadach i wydała z siebie przeciągły jęk. Z jej cipki wylała się struga gęstego lepkiego nektaru, który spadł do wody między naszymi nogami. Jej pośladki były duże, obfite i jędrne. Przy rozstawionych nogach rozchylały się na boki otwierając wejście do lśniącej poruszającej się jak ślimak norki.
Mój penis lśnił tak samo jak otwór, z którego przed chwilą się wydostał. W głowie mi wirowało i czułem, że muszę tam natychmiast wejść. Jako że ona nie zrobiła nic więcej, nie wykonała gestu mającego uzmysłowić mi, że chce mnie zachęcić czy też powstrzymać, ująłem swoją wielką lagę w dwie ręce, z trudem nagiąłem go dołu i włożyłem sam czubek w ciasne przedmieścia jej rozgrzanej metropolii.
Witając mnie naprężyła się jeszcze bardziej a z jej gardła wydobył się jeszcze jeden przyciszony jęk.
Stałem tak dłuższą chwilę jakbym nie wiedział co z tym fantem zrobić. Może po prostu napawałem się niezwykłością tego momentu, tej chwili przed ponownym zanurzeniem mojego spragnionego zaganiacza w jej gorącym wnętrzu, a może rzeczywiście byłem już lekko skołowany.
W końcu jakby trochę niepewnie naparłem na jej zadek i zacząłem przedzierać się przez słodkie oszałamiające zakamarki jej niesamowitej kobiecości. Łeb mojego kutasa był wielki spiczasty. Z oplatającą go grubą żyłą przypominał niego kapelusz jakiegoś smacznego grzyba.
Zanurzyłem go ledwie samym czubkiem a ona znów zwijała się z rozkoszy. Trudno było mi sobie wyobrazić, że może być jeszcze bardziej podniecona.
-Och Robert, Robert… proszę… - wydobywały się z jej gardła westchnienia rozkoszy i zadowolenia.
Jej cipeczka kurczyła się rytmicznie sprawiając, ze znów kręciło mi się w głowie. Było bardzo ciasno. Jeszcze ciaśniej niż wcześniej. Miałem wrażenie, że nie dam rady wejść głębiej niezależnie od tego jak bym się nie starał. Postanowiłem, że jednak spróbuję. Chwyciłem ją mocno w pasie i z całych sił zacząłem ciągnąć w swoją stronę. Nie było łatwo. Czułem jak mój fiut z trudem toruje sobie drogę do środka. Wchodził bardzo powoli milimetr po milimetrze i znów miałem wrażenie, że coś jej tam rozrywam.
Tym razem napięła się mocno i znów znieruchomiała. Czułem, że zaczyna dygotać starając się odciąć drogę do głębszej penetracji. Byłem jednak mężczyzną, potężnie zbudowanym mężczyzną, z czego nie do końca zdawałem sobie sprawę. Miałem dość siły, żeby to zrobić. Miałem wrażenie, że wepchnę się nawet w dziurę po sęku, ale to nie zmieniało faktu, że nie zamierzałem zrobić jej krzywdy.
Na chwilę zatrzymałem się i nasłuchiwałem, czy aby na pewno z jej strony nie słyszę jakiegoś protestu. Kiedy jednak do moich uszu dobiegał tylko ciężki zmęczony oddech a zaraz później zapraszające westchnienie:
-Och tak, wejdź we mnie, - zrozumiałem, że nie mam na co czekać i trzeba dokończyć to co zacząłem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz