Szukaj na tym blogu

4 lutego 2021

Projekt: "Przyszłość".

 


336. Na dnie jąder.


Czułem jak krew odpływa z mojej głowy i zatrzymuje się w okolicach przyrodzenia. Słodkie przejmujące mrowienie kumulowało się w na dnie jąder. Ciśnienie rosło. Wiedziałem, że to już tylko chwila. Jeżeli ona nic z tym nie zrobi już za kilka sekund będzie po wszystkim.


Zaczęła ssać mojego fiuta. Zachowywała się tak, jakby chciała napić się napoju przez słomkę. Miałem wrażenie, że szybuję nad ziemią. Prężyłem się i wyginałem. Było mi niesłychanie dobrze. Chciałem jeszcze i jeszcze. Czułem, że nigdy nie będę miał dość. 

Była całkowicie zwariowana. Ciągnęła tak mocno jak tylko się dało. W swoich ustach wytwarzała coraz większe podciśnienie. Doskonale zdawała sobie sprawę z faktu, że facet, którego ma w posiadaniu, zbyt długo już nie wytrzyma. Nie była pewna czy akurat w ten sposób powinno się to odbywać, ale trzeba było przyznać, że sprawiało jej to bardzo dużą radość.

Tymczasem ja czułem się coraz bardziej komfortowo. Mój wielki penis spoczywał w jej buzi i nic nie wskazywało na to, aby zbyt szybko się stamtąd wydostał. Gruba żyła oplatająca wielki łeb zablokowała się na jej zębach. Nie zaciskała ich mocniej, bo to mogłoby doprowadzić do tragedii, ale też nie otwierała swojej buzi jeszcze szerzej. W ten sposób moja ogromna pała znajdowała się w tej specyficznej słodkiej pułapce. 

Dziewczyna ssała napęczniałą podniesioną głowicę i nie zamierzała zmieniać swojego zachowania. Swoją głową wykonywała nieznaczne ruchy do tyłu i do przodu, Mocno opinała usta na żylastej gałęzi. W środku gromadziło się coraz więcej śliny a miejsca było wciąż tyle samo. 

Nie minęła chwila a ja czułem, że znów zaczynam od pływać. Było mi coraz lepiej i coraz przyjemniej. Coraz trudniej było mi utrzymać równowagę na miękkich nogach. Oczywiście starałem się jak mogłem, ale nie było to łatwe zadanie. 

Już po kilku minutach nadmiar śliny zaczynał wydostawać się kącikami jej ust. Wewnątrz nie było już kompletnie miejsca. Widziałem, że laska musi się nieźle nagimnastykować, aby się nie zachłysnąć. 

W końcu przełknęła trochę a jej głowa zaczęła pracować jeszcze bardziej intensywnie. Rytm stał się szalony i nieobliczalny, szybki gwałtowny i bez pohamowania. Zdawało się, że jest już jej wszystko jedno. 

Słychać było głośne mokre odgłosy poruszającego się kutasa. Zapach śliny mieszał się z wonią mojej podnieconej nabrzmiałej męskości. Chlup, chlup, chlup... 

Dziewczyna starała się unosić głowę i patrzeć mi w oczy, ale, zdaje się, było to dla niej niesłychanie trudne. Widocznie zobaczyła grymas podniecenia na mojej twarzy i uśmiechnęła się serdecznie. W tym uśmiechu było coś jeszcze. Jej spojrzenie zdawało się mówić: Dobrze ci? Wiem, że ci dobrze. Za chwilę pokażę ci, na co jeszcze mnie stać. 

Działo się coraz więcej. Cała energia mojego ciała gromadziła się w jednym miejscu. Czułem jak krew odpływa z mojej głowy i zatrzymuje się w okolicach przyrodzenia. Słodkie przejmujące mrowienie kumulowało się w na dnie jąder. Ciśnienie rosło. Wiedziałem, że to już tylko chwila. Jeżeli ona nic z tym nie zrobi już za kilka sekund będzie po wszystkim. Pomimo takiego układu niczego nie żałowałem. Nie chciałem przerywać. Zamierzałem doprowadzić to do końca. 

Nie wiem, czy dobrze to określam, ale w zachowaniu kobiety wyczułem iskrę dodatkowego pobudzenia, coś, czego do tej pory nie było. Miałem wrażenie, że laska wpadła na pomysł, na genialny pomysł, pomysł, o którego treści oczywiście nie miałem zielonego pojęcia. Czułem, że po czymś takim niezależnie od tego, jak bym się w ogóle nie starał, nie będę już w stanie niczemu zapobiec i będę musiał zrobić dokładnie to, co do mnie w tej chwili należy. Tak jakby czuła wewnętrzną dziką radość z tego, że działo się tak jak się działo. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...