350. Rozrywając jej ciasną pizdeczkę na strzępy
Trzymałem ją pewnie i zdecydowanie sprawiając wrażenie, że wszystko doskonale kontroluję a ona jęczała i wzdychała z rozkoszy. Mój kuts wdzierał się w nią do samego końca rozrywając jej ciasną pizdeczkę na strzępy.
Kiedy zaplotła swoje przedramiona ma mojej szyi wiedziałem, że to jest to, że należy doprowadzić to do samego końca dokładnie w tym samym stylu, tyle że trochę szybciej i mocniej. Przyspieszyłem więc tempa starając się uderzać bardziej dynamicznie, ale na tyle delikatnie by nie sprawić jej dyskomfortu.
Udało się. Już po chwili całym jej ciałem zaczęły targać bardzo intensywne spazmy rozkoszy.
-Oooooohhhh, aaaaaahhhhhh, eeeeehhhh… - słyszałem przeciągle głębokie westchnienia.
Osiągała kolejny orgazm i to było dla mnie najlepszą nagrodą.
Dopiero po jakimś czasie, kiedy jej emocje nieco opadły zdałem sobie sprawę, że wszystko, co się dzieje w tej chwili a właściwie już od jakiegoś czasu, robię tylko z myślą o niej. Nie wiem, czy miało to jakieś głębsze znaczenie, ale zaczynało do mnie docierać, ze większą frajdę sprawia mi dawanie niż branie. W pewnym momencie zacząłem się nawet zastanawiać, czy aby na pewno nic nie majstrowali w mojej psychice.
Chcąc jeszcze bardziej rozkręcić atmosferę i sprawić jej jeszcze więcej przyjemności, chwyciłem ją za pośladki i uniosłem do góry. Cały czas doświadczała głębokiego orgazmu. Jej reakcja była typowa w takich okolicznościach i bardzo mi się podobała.
Zarzuciła ramiona na moją szyję, zaplotła je mocno i przywarła do mnie całym swoim ponętnym ciałem. Czułem ją bardzo dokładnie. Czułem nacisk jej twardych sutków, gorąco jędrnych wielkich piersi rozgniatających się na mojej klatce piersiowej i wiedziałem, że jest cudownie.
Miałem dość siły, aby utrzymać ją na sobie. Mimo jej ponętnych obfitych kształtów, które wskazywały na dość pokaźną wagę, nie miałem z tym najmniejszych problemów. Miałem wrażenie, że trzymam w ramionach kruchą delikatną nastolatkę, a nie dojrzałą kobietę obfitującą w zaokrąglenia i fałdki. Tym bardziej że ona sama chciała mi pomóc w tym co zamierzaliśmy zrobić.
Niczym mały kociak oplotła swoje jędrne, pełne uda na moich biodrach i przywarła do mojego torsu tak mocno jak tylko umiała. Teraz miałem wrażenie, że wbijam się w nią głębiej niż kiedykolwiek wcześniej a mimo to większa część mojego penisa pozostawała na zewnątrz.
Kochaliśmy się na stojąco. To znaczy ja stałem, a ona wisiała na mnie, przyczepiona niczym kleszcz do mojego torsu. Przyznam się, że nigdy tego w ten sposób nie robiłem. To znaczy kiedyś próbowałem, ale była to tylko nędzna namiastka tego co działo się w tej chwili. Zawsze wyobrażałem sobie jak może wyglądać taki seks a teraz miałem wszystko przed sobą czarno na białym. Nawet więcej, ja sam w tym wszystkim uczestniczyłem nie będąc tylko biernym widzem, ale aktywnym zawodnikiem, który zbierał wszystkie laury.
Kochanie się w tej pozycji wcale nie było łatwe. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że gdyby nie wysportowana atletyczna sylwetka nigdy by mi się to nie udało. Nie z tą kobietą. Teraz kiedy moje ciało przypominało posturę Schwarzeneggera dokonanie takiego cudu ekwilibrystyki nie stanowiło dla mnie żadnego wyzwania.
Trzymałem ją pewnie i zdecydowanie sprawiając wrażenie, że wszystko doskonale kontroluję a ona jęczała i wzdychała z rozkoszy. Mój kuts wdzierał się w nią do samego końca rozrywając jej ciasną pizdeczkę na strzępy. Starałem się kontrolować jej rozkosz unosząc i opuszczając jej ciało w odpowiednim tempie: raz szybciej, raz wolniej, ale ona tylko jeszcze mocniej do mnie przywierała utrudniając każdy ruch.
W końcu z jej gardła wydobył się jeszcze jeden donośny przeciągły okrzyk a ja wiedziałem, że moja pani szczytuje po raz kolejny.
![]() |
| Dodaj podpis |

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz