Szukaj na tym blogu

20 września 2021

Urodziny babci.

57. To nie łabędzie.


Tymczasem zbliżał się wieczór. Słońce opadło nisko tuż nad horyzont. W pewnym momencie Iwona, patrząc na wielki, czerwony dysk, zawołała:

-Patrzcie, łabędzie!

Julka wychodząc przed grupę uśmiechnęła się:

-Jakie wielkie.

Karolina, stając za jej plecami i kładąc dłoń na jej ramieniu stwierdziła:

-Zdaje mi się, że to nie łabędzie.


-Gdzie byłeś? - spytała Karolina, kiedy pojawił się Sławek.

-Eeee… ja? Nooo w tamtych zaroślach. Chciałem trochę pobyć sam, - powiedział nie patrząc jej w oczy.

Chyba mu uwierzyła. 

-Nie możesz się tak oddalać. Tu jest dosyć dziwnie i niebezpiecznie.

Spojrzał na nią z wyższością. 

-Spokojnie, jestem już duży. Umiem o siebie zadbać, a tak w ogóle, to zaczyna się mi tu coraz bardziej podobać. Tyle tu nowych rzeczy. 

Starał się ukryć prawdziwe motywy, ale i tak chyba nie za bardzo mu to wychodziło. 

Jeremiasz zerknął na niego  podejrzliwie. 

-A gdzie nasza mała skrzydlata przewodniczka? - spytał.

Sławek tylko wzruszył ramionami. Widać było, że unika otwartej konfrontacji.

-A skąd ja mogę to wiedzieć? Wiecie, jaka jest. Lata pewnie gdzieś w pobliżu, - powiedział tak, jakby nie miał z tym nic wspólnego.

Dziadek rzucił w jego stronę jeszcze bardziej uważne spojrzenie.

-Jak to, nie wiesz?! Przecież ostatnio to z tobą rozmawiała, - zapytał, jak prawdziwy detektyw.

Sławek próbował jakoś wybrnąć z niezręcznej sytuacji.

-No, rozmawialiśmy przez chwilę, ale później gdzieś zniknęła.  Nie mam pojęcia gdzie, - jąkał się.

Karolina zaczynała się domyślać. 

-Chyba coś ściemniasz Sławku. Widziałam, że razem się oddaliliście. Coś za bardzo się do siebie klei liście.  Zastanawia mnie co tam tyle czasu robiliście.

 Widać było, że Sławek czuję się coraz bardziej niezręcznie.

-Co? Gdzie? A... no tak, byłem trochę zły. Miałem wszystkiego dość, a ona chciała mnie pocieszyć. Opowiadała mi o swoich przygodach. 

Miał wrażenie, że jego słowa nie bardzo ją przekonują. Przestąpiła mu drogę i spojrzała w jego oczy.

-Nie wiem co tam robiliście, nie chcę się domyślać, ale widzę, że sam jesteś spragniony tych przygód, - powiedziała.

Trafiła w jego czuły punkt.

-Ja?! O co ty. Skąd. No, a nawet gdyby, to co wam do tego, - burknął.

-Uważaj, bo tu mogą spotkać cię naprawdę dziwne rzeczy, - uśmiechnęła się Julka, która też miała co nieco na sumieniu. 

-Sama jesteś dziwna, - rzucił w jej stronę. Chciał, żeby wreszcie dali mu spokój. 

Zaczęli się śmiać.

-Słuchajcie, gdzie babcia? - zapytał w pewnym momencie Irek.

-Jak to, nie ma jej? Przecież cały czas szła za nami, - odezwał się zaskoczony Jeremiasz.

-Chcieliśmy jej pomóc, ale twierdziła, że da radę, - próbował tłumaczyć Ignacy.

-Siadła na pieńku, - dodał Henryk.

-Jak mogliście ją zostawić?! - oburzył się Jeremiasz.

Zapadła chwila ciszy. Dziadek popatrzył na każdego z osobna, a po chwili nakazał:

-Musimy ją jak najszybciej znaleźć!

Zawrócili, starali się podążać tą samą ścieżką, którą przyszli.

-Babciu Klementyno!!!

-Babciu!!! - nawoływali.

Nikt nie odpowiadał.

-Musimy się rozdzielić, - odezwał się Tadeusz.

-Jak? - spytał kompletnie zdezorientowany Ignacy.

Tadeusz stanął pośrodku i wskazując ręką powiedział:

-My idziemy tędy, a panie tamtędy!

-W takim razie ruszamy, nie ma czasu do stracenia, - ponaglał dziadek.

Panowie poszli na wschód sami. Kobiety na zachód.

Tymczasem zbliżał się wieczór. Słońce opadło nisko tuż nad horyzont. W pewnym momencie Iwona, patrząc na wielki, czerwony dysk, zawołała:

-Patrzcie, łabędzie!

Julka wychodząc przed grupę uśmiechnęła się:

-Jakie wielkie.

Karolina, stając za jej plecami i kładąc dłoń na jej ramieniu stwierdziła:

-Zdaje mi się, że to niełabędzie.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...